moje polityczne trzy grosze

 

Wczoraj  był bardzo ważny dzień dla Polski w Brukseli. Ważyły się losy Polski, ale to nie jest jeszcze proces skończony.
Wczoraj doszło do bardzo ważnego spotkania : Prezydent Polski, Andrzej Duda – Prezydent Unii, Donald Tusk.
Myślę, że ten dzień był szczególnie ważny właśnie dla naszego Prezydenta Dudy. Miał okazję dostać kilka bardzo cennych uwag, wartych przemyśleń.
Jego sytuacja nie jest różowa. Teraz chyba zaczął sobie nareszcie zdawać sprawę, że zrobił olbrzymi błąd, dając się tak bezkarnie i bezwolnie podporządkować Jarosławowi Kaczyńskiemu. Jest to trudne do zrozumienia, dlaczego człowiek inteligenty, wykształcony, z doktoratem, nagle stał się bezwolną kukiełką kogoś, któremu w żaden sposób właściwie nie podlega. Przecież urząd Prezydenta jest najważniejszą instytucją państwową i nie podlega żadnej innej jednostce rządzącej, no może poza Trybunałem Konstytucyjnym. A już  na pewno nie podlega zwyczajnemu posłowi, co prawda z partii rządzącej, ale nie piastującemu żadnego ważnego stanowiska w państwie.
No chyba, że Jarosław jako samozwańczy naczelnik państwa (a nie jest na pewno  przewidziany w Konstytucji taki urząd) ma jakieś haki na pana prezydenta, czemu specjalnie bym się nie dziwiła, jako, że jest to człowiek lubujący się właśnie w kolekcjonowaniu haków zarówno na przeciwników, jak i na ludzi, z którymi współrządzi. Start w prezydenturze niestety Andrzej Duda miał fatalny, nie potrzebne dał sobie wmówić, że jest uzależniony od Kaczyńskiego, może sądził, że ma jakiś dług wdzięczności wobec niego, ale to niestety on będzie w przyszłości ponosił konsekwencje swoich działań, to on ewentualnie stanie przed Trybunałem Stanu, z oskarżeniem łamania Konstytucji, której strzec się, przyjmując urząd prezydenta się zobowiązywał.
Do tego prezydent boi się też o losy swojej ukochanej córki, która teraz studiuje też prawo, na tej samej uczelni, którą on kończył i z powodu niefortunnych poczynań swojego ojca może mieć teraz kłopoty w świecie akademickim.
Andrzej Duda w stosunku do Donalda Tuska jest politykiem młodym, jeszcze niedoświadczonym, może właśnie wczoraj, odbierając w pewien sposób lekcję pokory od starszego kolegi zrozumiał, że jeszcze na czas na wycofanie się z źle obranej drogi, ma jeszcze czas, jak to określił Donald Tusk na „przejście na dobrą stronę mocy”. Tylko czy starczy mu sił i odwagi sprzeciwić się Kaczyńskiemu?
Jeszcze ma szanse na to, by stał się prawdziwym prezydentem, chcący naprawić to, co można naprawić, ale nie koniecznie wg idea-fix wodza Pisu.
Prezydent jest osobą bezpartyjną, może jego „serce” należeć co prawda do jednej politycznej opcji, ale nie koniecznie oznacza to, że bez namysłu musi wypełniać czyjeś polecenia. Przyjmując swój urząd  zobowiązał się, że będzie prezydentem wszystkich Polaków i teraz ma szanse to udowodnić.
Jeżeli podejmie odpowiednie kroki, na pewno będzie miał szerokie poparcie wśród innych partii, wśród społeczeństwa, ale zdecydowanie musi zmienić swoją postawę, musi zacząć szukać consensusu pomiędzy partią rządzącą i partiami opozycyjnymi  i doprowadzić te partie do wspólnego działania na rzecz wspólnej przecież Ojczyzny.
Rozumiem, że Jarosław, a szczególnie tzw Jastrzębie Pisu nie będą zadowoleni z takiej zmiany, ale sytuacja staje się bardzo niebezpieczna dla Polski i nie możemy sobie w żadnym wypadku pozwolić na to, aby Europa i świat od nas się  teraz odwrócili. Zacietrzewienie i buta nie prowadzą do niczego, czego właśnie przykładem mogą być rządy i związane z tym losy  poprzedniej partii, najwyższa pora wyciągnąć dobre wnioski i zacząć je stosować.
Trzeba zmazać wszystkie polityczne animozje pomiędzy polskimi i europejskimi partiami, przestać się bawić we wzajemne oskarżania, donosy, wypominania, kto komu co i za co jest winien.
Gdy  1 maja 2004 r wstępowaliśmy do Unii Europejskiej prawie  wszyscy Polacy byli w euforii. Wstąpiliśmy do Unii, bo taka była decyzja zdecydowanie większości Polaków biorących udział w referendum dotyczącemu  chęci przystąpienia do Unii. Wtedy podjęliśmy też i na siebie pewne obowiązki, z których teraz ciągle musimy się wywiązywać. I to nie oznacza wcale, że jesteśmy kondominium niemieckie, czy  że jesteśmy bezwolne „baranki” Unii, potulnie wypełniające ich wolę. Sami przecież do tego się zobowiązaliśmy i dlatego teraz Unia jest zadziwiona gwałtowną zmianą Polski w sposobie myślenia i w sposobie prowadzenia nagle antyunijnej polityki.
Tak nie może być, wystarczy tylko popatrzeć na położenie geograficzne naszego kraju, który nie może być przecież otoczony z dwóch stron wrogimi krajami. Tak było w 1939 roku i jak na tym wyszliśmy?
Jarosław Kaczyński bardzo uważa na rys polityczny Polski, niech więc i ten szczegół weźmie  pod uwagę. Zarówno w życiu politycznym, czy tym na co dzień, lepiej koło siebie mieć dobrego  sąsiada, niż wrogo nastawionego antagonistę.

„Jak dobrze mieć sąsiada, jak dobrze mieć sąsiada” śpiewały kiedyś „Alibabki” Każdy z nas ma sąsiada i mimo, że nie zawsze z nim w 100 procentach się zgadzamy, czasami woli zacisnąć wargi, przemilczeć, niż stanąć z nim na wojennej ścieżce, staramy się  szukać wspólnych, dobrych rozwiązań, prawda????
W polityce jest całkiem podobnie i ważne jest to, aby obóz obecnie rządzący to zrozumiał.
Nie przypuszczałam, że napiszę kiedyś te słowa, ale naprawdę mam nadzieję, że Prezydent Andrzej Duda wyciągnie odpowiednie wnioski z wczorajszej  wizyty w Parlamencie Unii i zacznie prawdziwą swoją prezydenturę, nie uległą, nie na kolanach, ale dumną, z mądrymi i dobrymi decyzjami.
JESZCZE NAPRAWDĘ MA NA TO SZANSĘ.  I oby tak się właśnie stało!!!!
Pozwólcie, że zakończę te swoje dzisiejsze polityczne rozważania słowami  Czepca z I-szego Aktu „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego:
A ja myślę, że panowie
dużo  by już mogli mieć,
ino oni nie chcą chcieć

Właśnie, byle by mu się chciało!!!!..

Życzę wszystkim miłego wtorku.
Dzisiaj idę na poranną zmianę, a za oknem niestety biało. Oczywiście dla mnie niestety!!!!

Miłego wtorku