anemony

 

Ofiarowuję Wam dzisiaj pęk romantycznych anemonów.
Ot tak, na przekór mroźnej pogodzie, na przekór w ogóle zimie, która coraz bardziej mi dokucza.
I nie tylko będąc na zewnątrz, na dworze (czyli po krakowsku na polu). Ale także i wtedy, gdy przez niezbyt szczelne jednak u mnie okna dochodzi mroźny powiew i zmusza mnie do siedzenia w domu w dwóch swetrach. Okropnie jestem ostatnimi czasy nie dogrzana.
Właściwie to powinnam zacząć pić na przykład wieczorem lampkę, lub dwie, dobrego czerwonego wina, może by to trochę pobudziło moja krew do żywszego obiegu? Tylko……. no właśnie, tak łatwo w alkoholizm wtedy wpaść można. To po pierwsze, a po drugie, przecież nie będę piła sama wina do lusterka, a po trzecie, no właśnie, co by moje brzusio na to powiedziało? Lepiej go już nie drażnić, skoro zdrowieje.
No tak, zapomniałam i tak nie mogę teraz pić wina, bo wciąż przecież jestem jeszcze na antybiotykach. Zdecydowanie odpada picie  alkoholu.
No to poczekam sobie jeszcze trochę na jakąś fajną okazję i w miłym towarzystwie wypiję te dwie lampki wina.
Chyba będę musiała się pospieszyć, bo w tym roku karnawał trwa bardzo krótko. jeszcze dwa tygodnie i już zaczynamy Wielki Post.
A wtedy to już zdecydowanie nie wypada pić alkoholu, no może jedną małą lampeczkę dla zdrowotności??
Dzisiaj przeczytałam, że jednym z największych Balów nad Balami jest Bal Karnawałowy w Operze Wiedeńskiej.
Tradycja takich balów sięga czasów Kongresów wiedeńskich w latach 1814/1815 , na zakończeniu których miały miejsce występy taneczne.
Bal odbywa się zawsze w ostatni czwartek Karnawału. Opera jest przebudowywana na ogromną salę balową. Usuwane są wszystkie krzesła, a podłoga, dzięki specjalnemu rusztowaniu, zostaje zrównana ze sceną i stanowi parkiet sali balowej o powierzchni 850 metrów kwadratowych. Od roku 2008 w dniu balu przed budynkiem Opery wystawiany jest czerwony dywan dla gości. W sumie przy pracach technicznych bierze udział 650 ludzi.
Na otwarcie balu do sali wkracza 180 par tanecznych. Oficjalnie rozpoczęcie balu następuje z chwilą wejście prezydenta Austrii do loży rządowej przy dźwiękach fanfar. Następnie odgrywany jest hymn narodowy. Później następuje część występów tancerzy baletowych. Dopiero po słowach „Alles Walzer” rozpoczyna się bal dla wszystkich uczestników, który trwa od 22 do 5 rano.
Czas Karnawałowy to dla Wiedeńczyków czas przeróżnych Balów:między innymi Bal w Operze, Bal Czerwonego Krzyża, Bal Cukierkowy, Bal Kwiatowy, czy Bal Johana Straussa. Każdy z nich jest wspaniały, ale na pewno marzeniem każdego człowieka byłoby uczestniczyć właśnie w tym największym, w  Balu w Operze Wiedeńskim.
No to co, dacie się namówić??
W Krakowie, a pewnie też i w innych miastach też w okresie Karnawału odbywają się wielkie Bale Charytatywne, z których zebrane kwoty zawsze są ofiarowane na pomoc dla osób potrzebujących, bądź to dla jakichś Stowarzyszeń Dzieci, lub Osób Niepełnosprawnych. Jest to zawsze bardzo piękna i bardzo potrzebna inwestycja. Każdy cel, któremu przyświeca pomoc innym jest sam w sobie bardzo szlachetny.

Ale się dzisiaj od rana balowo rozmarzyłam, pewnie dlatego, że znów obudziłam się o 5 rano całkiem wyspana.
Ale to już nie te czasy, gdy na bale się chodziło, zresztą pewnie na palcach u ręki mogłabym policzyć, w ilu takich balach w życiu uczestniczyłam.
Zresztą nie są one teraz tak w modzie, jak dawniej.
Pamiętam, że gdy byłam dzieckiem, takie wspaniałe bale urządzali moi Rodzice dla swoich znajomych, zresztą również i brali potem udział w re balach u innych zaprzyjaźnionych rodzin.
Wtedy na dole, w Pracowni Rtg, przemeblowywano trzy wielkie sale, odpowiednio ubierano, w największym pokoju – poczekalni urządzano salę tańców, w pozostałych były stoły uginające się od pysznych dań, począwszy od zimnych przekąsek, przez gorące, wykwintne dania po desery, na których prym wiodły wspaniałe torty i ciasta. Ach, co to były za torty, prawdziwe, olbrzymie: orzechowe i kokosowe i torty Fedora i inne, jeszcze o bardziej wyrafinowane w smakach. Do tego były dobierane odpowiednie napoje i alkoholowe i bezalkoholowe, ale każdy znał umiar i nigdy nie zdarzyło się, by ktoś nadużył alkoholu, by potem wszczynać jakieś awantury.
Ja, jako dziecko oczywiście nie mogłam uczestniczyć w takich balach, ale zawsze z otwartymi ustami przyglądałam się wszystkim przygotowaniom i podziwiałam zgrabność i szyk specjalnie zamówionych kelnerów, którzy mieli obsługiwać gości.
Potem, co najwyżej wolno mi było ładnie ubranej i grzecznej dziewczynce z obowiązkowo zawiązaną kokardą zejść na moment do Rodziców, gdzie grzecznie dygając byłam z dumą przedstawiana przez rodziców szacownym  gościom, by po chwili znów powrócić musiałam już do swojego mieszkania i grzecznie położyć się spać, podczas, gdy z dołu dochodził do moich uszu tylko gwar rozmów i dźwięki  przygrywającej do tańca orkiestry. Oczywiście nie było wtedy jeszcze żadnych adapterów, cy magnetofonów, więc orkiestra grać musiała na żywo.
Ach, jak im wtedy zazdrościłam i zawsze marzyłam sobie, że gdy kiedyś dorosnę, też w takich balach uczestniczyć będę.
Rzeczywistość okazała się jednak całkiem inna od dziecinnych marzeń.

A propos rzeczywistości : Dzisiaj idę do pracy na popołudniową zmianę, ale muszę się spieszyć z powrotem, bo jestem wstępnie umówiona z panem Józiem, który ma przyjść doglądnąć mój „żółwiowaty” komputer, przyda się troszeczkę go odświeżyć i powywalać to, co w nim już niepotrzebne.
Również pan Józio musi mi podłączyć telefon do  mojego rutera. który nareszcie to ruter odzyskałam po zgubie, gdyż, jak już kiedyś chyba pisałam, mam jakoś inaczej podłączony miejski telefon, tzn jest on ściśle powiązany z dostępem do internetu, a nie jak dotychczas telefonicznymi łączami.
Ponieważ nie miałam chwilowo tego rutera, mój miejski telefon był głuchy jak pień, ani ja nie mogłam z niego dzwonić, ani nikt do mnie nie mógł się dodzwonić, teraz to powinno się zmienić, bo przecież jak na razie płacę za telefon, z którego i tak korzystać nie mogę.
Problem jest tylko w tym, czy rzeczywiście dzisiaj, według umowy, dodzwonię się do Pana Józia i czy da rady dzisiaj przyjść, już chciałabym mieć ten problem z głowy, a on ciągle jest taki biedny, zapracowany…..
Ale mam nadzieję, że wszystko pozytywnie załatwię, już ja go sobie dzisiaj przypilnuję!

Okropnie dużo dzisiaj się rozpisałam (okazuje się, że można wiele pisać, nie koniecznie tylko o polityce), więc kończę ten dzisiejszy elaborat życząc wszystkim miłego czwartku. No i trzymajcie dzisiaj za mnie kciuki, by moje plany się powiodły!.