Zagoniony dzień

 

Po wczorajszych, kolejnych zresztą ekscesach brzusznych, dzisiaj z kolei mam dzień zagoniony.
Dzisiaj idę zaraz na badania krwi i do lekarza I-szego kontaktu, a  po południu idę do pracy, gdzie oprócz przyjmowania pacjentów, sama nią zostanę, albowiem dr, Łukasz będzie mi dzisiaj robił badanie pasażu jelita  cienkiego.  Za to jutro jestem umówiona z panią doktór gastrolog, do której muszę się zgłosić ze wszystkimi badaniami i z kartami z leczenia szpitalnego.
Tak więc trzeba powiedzieć, że bardzo ostro i solennie zabrałam się za siebie, nie będzie moje wstrętne brzuszysko dłużej mną rządziło.
Wczorajszy dzień przelał czarę mojej goryczy, bo przecież nikt mi nie powie, że płatki gotowane na wodzie (nawet z kostką rosołową do smaku) i suchary to nie dietetyczne jedzenie. A jednak brzuch wczoraj znów się buntował i gonił mnie od 4 rano do 8 wieczór co chwilkę do łazienki. No za dco mnie tak potraktował, za co????
Okazuje się, że w mojej lodówce  mam tylko jajka i światło, a w spiżarce ryż, płatki owsiane i suchary.
No tak się ostatnio właśnie  się odżywiam, a mimo to mam kłopoty, gdy zjem jak na przykład w zeszłą sobotę kawałeczek pieczonego kurczaka i 2 pyzy. A więc koniec, zresztą ani mięso, ani wędliny, ba nawet sery wcale mnie nie ciągną. Przynajmniej na razie.
Mam tylko nadzieję, że po tym leczeniu jakoś uda mi się do normy żywieniowej powrócić, przynajmniej do takiej, jaką stosowałam 2 miesiące po operacji. Wtedy jakoś ani kawałek szynki, ani biały serek nie kłuł mnie w zęby.
Bo jeszcze trochę dłużej takiej diety wodnej i całkowicie zniknę!!!
 A wcześniej będę wołała jak ten anemik z kawału : „siostro, siostro, dokąd mnie ten pająk ciągnie”
Dzisiaj mija 9 miesięcy od mojej operacji, ale ten czas szybko leci. No i sukces – 40 kilogramów mniej, nigdy nie wierzyłam, że jest to możliwe. Tylko że teraz mam akurat najgorszy czas mojej rekonwalescencji, ale to minie, musi minąć. I na wiosnę świat znów stanie się kolorowy i wesoły, jak na tym zdjęciu u góry.
Życzę wszystkim miłego czwartku.