Poniedziałek

 

 

Poniedziałek po trochę dłuższym lenistwie zawsze bywa bolesny.
Muszę się przyznać, że nie mogę na razie jakoś w nim się odnaleźć i bardzo dobrze, że dzisiaj dopiero na popołudniową zmianę idę.
Jeszcze wypiję kawkę, może ona trochę pobudzi mnie do życia.
Bo za oknem zimno, ponad minus 10 stopni i jak tu teraz z ciepłych pieleszy na taki mróz wychodzić?
Chyba lekko po tych świętach i dniach sylwestrowych nieco się wydelikatniłam, ba, nawet przyznaję się bez bicia, rozpieściłam i dlatego dzisiaj jest mi tak źle?
Ale muszę szybko swoje fochy z nosa wyrzucić i  muszę brać się za codzienność. Przecież nie na długo, już w środę mamy znów wolny dzień od pracy, a potem tylko czwartek, piątek i znów weekend.
Podejrzewam, że jeszcze traktowani jesteśmy troszkę ulgowo, dopiero prawdziwa  „robota” dopadnie na w przyszły poniedziałek, gdy już bez żadnych przerw będziemy cały tydzień pracowali.
Może gdyby nie było takiego mrozu czułabym się lepiej, sam fakt łażenia po zimnym wzbudza we mnie dreszcze.
Jestem jak ten Smerf Maruda i mruczę pod nosem ” jak ja nie cierpię poniedziałków, jak ja nie cierpię mrozu”
Dosyć marudzenia, a co nowego?
Ano nic specjalnego. Wczorajsza niedziela przeszła mi jakoś tak sennie i zimowo, musiała, się tylko nieco cieplej ubrać, ba, nawet musiałam skarpetki na stópki włożyć, bo mi okropnie marzły. Niby grzeją u nas kaloryfery, ale od okna niestety bardzo ciągnie.
A co mieli dopiero powiedzieć ci mieszkańcy Krakowa, u których wczoraj kaloryfery na skutek poważnej awarii w ciepłowni w Łęgu przestały działać. Siedzieli biedaki tak kilka godzin w mrozie, w nieogrzewanym mieszkaniu, brrr, współczuję im serdecznie. Na szczęście jakoś w nocy udał im się usunąć tę awarię i już z powrotem lokatorzy mają cieplutko w domach.
A swoją drogą, jak czują się ci na Biegunie północnym, czy ci, mieszkający w igloo? jak oni przyzwyczajają swój organizm do zimna?
Nie wyobrażam sobie takiego życia w zimnicy, skoro ja już przy temperaturach minusowych w ogrzewanym bądź co bądź mieszkaniu przestaję funkcjonować.
Najchętniej jak ten miś zakopałabym się w pieleszach i poczekała do wiosny. Czyżbym w poprzednim wcieleniu była niedźwiedzicą???
Właśnie za oknem zaświeciło nam słonko – to znak, że jednak dzisiaj nie będzie tak źle.
A ja już idę sobie do kuchni na kawkę, którą zrobiła mi Renia.
Jak mi zawsze smakuje kawka, zrobiona przez kogoś, nie przeze mnie samą.

No to życzę miłego poniedziałku