To była dla mnie bardzo ciężka niedziela. Po prostu „zapłaciłam” za sobotnie „nieumiarkowanie w jedzeniu i w piciu”
Czy ja wiem, czy nieumiarkowane? Najwidoczniej mój brzuszek nie lubi mięska i bardzo gwałtownie się zbuntował.
A picie? Był tylko soczek pomarańczowy, ale widać za słodki, no do tego dodam 2 nieduże kawałki szarlotki i 2 łyżeczki lodów, więc cukier wczoraj rano mi sporo podskoczył. Ale pal licho cukier, najważniejsze, a właściwie najgorsze było to, że znów wielokrotnie musiałam urządzać biegi przełajowe do łazienki, co można było już przeliczyć chyba na kilometry, zwłaszcza, że mam dosyć spory, około 16 metrowy przedpokój do przebiegnięcia. A biegałam tak od wczesnych godzin porannych, aż do samego wieczora.
Oczywiście mój brzusio był tak zbuntowany, że jedyne co wczoraj miałam w ustach to na przemian herbata i woda mineralna, żadnego posiłku sobie wyraźnie mój żołądek nie życzył. No i pewno znów troszkę na wadze poleciało w dół, ile, dopiero zobaczę, gdy się dzisiaj zważę. Muszę sprawdzić specjalnym badaniem rtg, tzw pasażem jelita cienkiego, czy tam coś po tej operacji mi się nie zmieniło na gorsze, przecież już jadłam „normalnie” a od pewnego czasu takie brewerie brzuch mi wyczynia i to coraz częściej. Dojdzie do tego, że będę mogła jeść tylko suche bułki, lub wręcz sucharki, a nikt mi nie powie, że to jest normalna dieta. Mam wyznaczony termin na to badanie na ten najbliższy piątek. Mam nadzieję, że nie wyhodowałam sobie takiego potwora, co do tyłu kroczy?
Oczywiście tymi moimi ekscesami byłam tak wyczerpana, że praktycznie przez cały dzień w tzn międzyczasie spałam, nawet żadnego filmiku nie mogłam w całości oglądnąć.
Dzisiaj rano dopiero dokonałam wpłaty ma konto WOŚP, wczoraj byłam na to za słaba, aby usiąść przy komputerze.
Przyznam się, że trochę się martwię tym moim zdrowiem, a może to jednak taki stan przejściowy, takie przesilenie?
Do pokonania bariery rodzinnego wieku zostało mi jeszcze kilka miesięcy, wiec czyżbym miała podzielić los mojego rodzeństwa i nie dożyć tych 66 lat?
Ponieważ wyspałam się i wczoraj i kawałek dzisiejszej nocy w nadmiarze, obudziłam się już o 3.30 rano żwawa i prawie wesoła.
Fakt, troszkę na odmianę dokuczał mi kręgosłup (nie mogę za długo przebywać w pozycji leżącej), więc wstałam, zrobiłam pomiar cukru, który już wrócił do normy, zażyłam lekarstwa, oczywiście wypiłam mój ukochany Nimesil, wykąpałam się pod prysznicem, wsadziłam pranie do pralki i zasiadłam przed komputerem, stąd dzisiaj taki wczesno – poranny mój wpis.
Ma szczęście dzisiaj już poniedziałek, mój brzusio już upomina się o jakąś lekką strawę, pewnie zaraz zrobię sobie herbatkę i zjem ze dwa sucharki.
Ale co to za życie na sucharkach 😦
Ale ponieważ jednak jestem optymistką mam nadzieję, że przyjdą jeszcze dla mnie te „lepsze czasy” i znów będę mogła sobie coś pysznego zjeść.
Przede mną jeszcze sporo czasu, bowiem do pracy idę dopiero na 14-stą, więc może jeszcze chwilkę podrzemię, albo „poczytam” internet, przez wczorajszy dzień mam sporo zaległości. Ale z drugiej strony, gdy czytam, co się ostatnio wyprawia w Polsce, złość mnie taka chwyta, że rzucam wszystko na bok i puszczam sobie jakiś filmik, by zbytnio się nie denerwować.
Życzę wszystkim miłego i spokojnego poniedziałku.
