Hurra!!

 

 

No i nie ma we mnie potwora, który chodzi do tyłu.
Odetchnęłam z wielką ulgą, dr Łukasz wczorajszym USG zdecydowanie to wykluczył.
Można się trochę przyczepić do wątroby, ale….., nie jest to zagrożenie życia. Ona jest, jaka jest i już.
No to tylko jeszcze jedno badanie przede mną, potem wizyta u pani doktor pierwszego kontaktu i muszę znaleźć jeszcze namiary na poleconego mi przez dr. Łukasza  gastrologa. Może kiedyś będę zdrowsza? Niech już będzie na drakońskiej diecie, (przecież i tak ją teraz stosuję), ale przynajmniej bez nocnych ( i dziennych) „ekscesów”  A tak mi się marzy taki spokojny czas, jaki jeszcze miałam 2 miesiące temu…

Ale co ja dzisiaj nawijać będę o sobie, przecież dzisiaj środa i Ulka już pewnie niecierpliwie czeka na porcje „dobrego słowa”
Uleczko, dzisiaj nieco później, niż zwykle (bo po lekko nieprzespanej nocy) pozdrawiam Cię bardzo serdecznie z zimowo – nie zimowego Krakowa.
Niby mamy zimę, ale właściwie można za jednym zamachem też i inne pory roku zaliczyć. Wczoraj było ohydnie, zimno, deszczowo i trochę nawet zmarzłam jadąc na to badanie, dzisiaj co prawda jeszcze nosa nie wyściubiłam z domu, ale chyba dalej jest chłodno, no cóż, zima, a na dwa najbliższe dni zapowiadali nam nawet opady śniegu. Ciekawa jestem, czy i Tobie pogoda tak dokucza, jak mi?
Ale zawsze po zimie przychodzi wiosna, więc Uleczku już dzisiaj, na zapas, uśmiecham się do Ciebie serdecznie od ucha do ucha.

Może wtedy moje epopeje będą nieco dłuższe, bo dzisiaj na prawdę nie mam siły już nic więcej pisać.
Byle do zdrowia………. Mam nadzieję, Ulu, że jesteś zdrowa i wesoła, jak zwykle, czego Ci nadal życzę.

Koniec mojego wpisu na dzisiaj, wiem, że nie jest „porywający”, ale wierzcie mi, nie bardzo na inny wpis mam dzisiaj siłę.
Pełna nadziei, że mi wybaczycie pozdrawiam wszystkich serdecznie i miłego popołudnia życzę.

P.S. Zielona herbata jest naprawdę pyszna!!!!!