Wczoraj, podczas wizyty u przemiłej zresztą pani doktor gastrolog dowiedziałam się, że po tej operacji wystąpił u mnie uboczny skutek w postaci niekontrolowanego rozrostu niepozytywnych bakterii w moich jelitach i to one właśnie powodowały te brzuszne rewolucje.
Tak się martwiłam w moim poprzednim wpisie, na co będę wydawała pieniądze, nie potrzebnie. Kuracja, którą obecnie teraz przechodzę jest niezwykle kosztowna, wczoraj w aptece zostawiłam ponad 300 zł, w tym sam antybiotyk, który będę zażywała przez 10 dni kosztował ponad 200 zł.
Do tego dostałam jeszcze leki przeciw skurczowe i probiotyki. Antybiotyk ma za zadanie zniszczenie tych niepotrzebnych i wadliwych bakterii, a probiotyk ma zasiać u mnie całkiem nową, już poprawną florę bakteryjną. Sporo tego antybiotyku zażywam, bo aż trzy razy dziennie po 2 tabletki , na razie jeszcze jest za krótki okres, żeby zaczął działać, jeszcze w nocy moje bakterie się buntowały i dawały mi powód do nocnych biegów przełajowych, mam nadzieję, że za 2-3 dni to się skończy, chociaż muszę przejść całą 10 dniową kurację.
I znów muszę pamiętać o tym trzykrotnym zżywaniu lekarstw, ale od czego jest alarm w telefonie? nastawię sobie go na odpowiednia godzinę i już będzie O.K. przypomni mi o czasie, więc nie muszę się bać, że zapomnę.
Oczywiście do tego wskazana jest lekka dieta wątrobowa, ale przecież ja i tak prócz suchej bułki i ryżu ewentualnie owsianki bez mleka nic innego nie jem.
Zresztą chyba teraz pomału odzwyczajam się jeść, ba, czy to jest naprawdę konieczne? No, ale skoro zażywam te moje leki przeciwcukrzycowe muszę coś od czasu do czasu wrzucić do mojego żołądka, inaczej wątroba i trzustka zupełnie by się już pogubiły.
Pewnie pod koniec przyszłego tygodnia znów zadziwię się moją wagą. Sprawdzałam wczoraj swoje BMI i okazuje się, że brakuje mi tylko 2kg do oznaczenia wg tabeli BMI nadwagi, na razie mam oznaczenie I-szy stopień otyłości, ale przypominam, że startowałam z III stopnia, czyli tzw otyłości olbrzymiej. No i masz, znów się chwalę!!!!!
Wczoraj dostałam od mojej bratowej śliczny pulowerek jeszcze w ramach prezentu imieninowego. Świetnie, będę mogła jutro go ubrać na spotkanie z moim kolegą Piotrem (tym od wspólnej operacji). Jesteśmy umówieni na Rynku w Krakowie, ale nie wiem, czy nie poproszę go, by z żona przyszli do mnie na kawkę do domu, bo jednak nadal nie jestem pewna, czy mój brzuch pozwoli nawet na najkrótsze spacery, bo co będzie, gdy znów mnie po drodze spotka jakas niemiła jelitowa przygoda? Taka niepewność jest w tym wszystkim okropna, chociaż wczoraj nawet udało mi się po wizycie u pani doktor obejść jeszcze Halę Targową i bezpiecznie tramwajem wrócić do domu, po drodze jeszcze odwiedzając aptekę. Ale kłopoty zaczęły się już jakieś 2 godziny później, więc z tego wynika, że z moim brzuszkiem to nigdy nic tak do końca nie wiadomo. Znam co prawda dzień, ale nie znam godziny, gdy bakterie zaczynają swój szalony „taniec”
Widziałam wczoraj i dzisiaj rano na Facebooku piękne zimowe zdjęcia z ostatniej doby. Naprawdę zima w całej krasie przybyła do Polski.
U nas jezdnie i chodniki są czarne, ale gdzieś tam na drzewach i na plantkach trochę śniegu leży. Tak więc można powiedzieć, że mamy pół na pół zimy i całkiem fajnie, niech ona będzie tylko tam, gdzie dzieciaczki na zimowych feriach przebywać będą.
Nasze małopolskie dzieci (no dobrze i młodzież) jak jedne z pierwszych, już od tego poniedziałku ferie zaczynają. już zaczynają się wyjazdy, Wiem, że dzieci Magdy, Jasio i Ola pojechały na zimowisko Caritasu, Ola jako pomoc wychowawcza, Jasiu jako uczestnik, życzę im sporo radości i wesołej śnieżnej zabawy. Nasze, domowe dzieci pewnie wyjadą dopiero w przyszłym tygodniu, nie wiem tylko, czy i Pepa na zimowisko się wybiera, musiałabym się o to jej spytać.
W każdym razie życzę wszystkim miłej soboty i niedzieli, a narciarzom sporo dobrego śniegu
