Wyraźnie zarysowują się małe postępy w moim leczeniu, widać, że antybiotyk już zaczął działać i zaczął przeganiać te złe bakterie.
Jeszcze nie jest co prawda idealnie, ale to co osiągnęłam, czyli brak biegunek już cieszy.
Zresztą zabrałam się na serio za siebie i od wczoraj stosuję na stopy, kolana, biodra i barki, a także na kręgosłup szyjny rewelacyjny balsam Alpenkrauter, który dostałam w prezencie od V.I.P.A. Ten balsam zrobiony jest na bazie ziół bawarskich z dodatkiem między innymi kamfory i mentolu i ma on zbawiennie, rozluźniające działanie na mięśnie, działa odżywczo na skórę, ma też działania przeciwbólowe. Jest to produkt niemiecki, który w Polsce można kupić przez internet, ale także jest obecny i w niektórych sklepach polskich miast, na przykład w Gdańsku, stamtąd właśnie mi tą maść i ten balsam V.I.P. przywiózł i podarował, za co dostał oczywiście słodkiego buziaka 🙂
Ale rzeczywiście jest ta maść i ten balsam, albowiem pod dwoma postaciami ten lek – kosmetyk występuje, są idealne, zresztą czytałam na ten temat wiele komentarzy, proponuję więc wpisać sobie nazwę Alpenkrauter w przeglądarce Googla i samemu przekonać się, czy warto ten towar zakupić.
Ja w każdym bądź razie jestem z niego bardzo zadowolona i już się martwię, co zrobię, gdy mi jego zabraknie, chociaż trzeba powiedzieć, że tubka jest bardzo ekonomiczna w użyciu i zawiera aż 200 ml produktu, na trochę więc mi starczy.
Wczoraj był dzień pod znakiem wizyt. Najpierw odwiedził mnie właśnie V.I.P. Właściwie to widzieliśmy się po raz pierwszy w tym roku, bo już powrócił przecież do Krakowa po po 1 stycznia, potem przyszła koleżanka do mojej bratowej, która jest po operacji stopy i na kilka tygodni w związku z tym mieszka u nas, trudno się jej poruszać na tej świeżo operowanej nodze i trzeba trochę się nią „zaopiekować”. Na koniec przyszedł do nas ksiądz z wizytą – kolędą.
Co prawda nie wiedziałam, że był zapowiedziany na sobotni dzień, ale oczywiście przyjęliśmy go z wielką gościnnością.
Po wspólnej modlitwie zaprosiłam księdza na chwilę rozmowy z nami, było bardzo miło i nawet wesoło.
I tak właściwie przeszła mi dosyć czynnie cała sobota, zanim się zorientowałam, trzeba było już położyć się spać, tym bardziej, że poprzednia noc z piątku na sobotę była dla mnie nieco „burzliwa”, więc znów obudziłam się niedospana, ale trzeba było rano zażyć antybiotyk, żeby potem pozostawić sobie czas na odpowiednie odstępy w zażywaniu jego dalszych porcji, a jak już pisałam, zażywam go trzy razy dziennie po 2 tabletki.
UFF, do tego jeszcze biorę kilka innych tabletek i w ten sposób pomału robię u siebie małą aptekę 🙂
Ale jak trzeba, to trzeba!!
Za to tej nocy wyspałam się „jak trza” i od razu świat staje się przyjemniejszy.
Za oknem niebo nieco się przejaśnia, rano padał drobniutki śnieżek, ale taki, który raczej wielkich zasp śnieżnych raczej nie przyniesie.
Na dzisiaj umówiona byłam z Piotrem, ale okazało się, że coś mu wypadło i musi kogoś zamienić w pracy, tak że kolejny raz nie dojdzie do naszego spotkania dwóch „chudoszy” – szkoda.
Życzę wszystkim przyjemnej niedzieli
