Kara

 

To była dla mnie bardzo ciężka niedziela. Po prostu  „zapłaciłam” za sobotnie  „nieumiarkowanie w jedzeniu i w piciu”
Czy ja wiem, czy nieumiarkowane? Najwidoczniej mój brzuszek nie lubi mięska i bardzo gwałtownie się zbuntował.
A picie? Był tylko soczek pomarańczowy, ale widać za słodki, no do tego dodam 2 nieduże kawałki szarlotki i 2 łyżeczki lodów, więc cukier wczoraj rano mi sporo podskoczył. Ale pal licho cukier, najważniejsze, a właściwie najgorsze było to, że znów wielokrotnie musiałam urządzać biegi przełajowe do łazienki, co można było już przeliczyć chyba na kilometry, zwłaszcza, że mam dosyć spory, około 16 metrowy przedpokój do przebiegnięcia. A biegałam tak od wczesnych godzin porannych, aż do samego wieczora.
Oczywiście mój brzusio był tak zbuntowany, że jedyne co wczoraj miałam w ustach to na przemian herbata i woda mineralna, żadnego posiłku sobie wyraźnie mój żołądek nie życzył. No i pewno znów troszkę na wadze poleciało w dół, ile, dopiero zobaczę, gdy się dzisiaj zważę. Muszę sprawdzić specjalnym badaniem rtg, tzw pasażem jelita cienkiego, czy tam coś po tej operacji mi się nie zmieniło na gorsze, przecież już jadłam „normalnie” a od pewnego czasu takie brewerie brzuch mi wyczynia i to coraz częściej. Dojdzie do tego, że będę mogła jeść tylko suche bułki, lub wręcz sucharki, a nikt mi nie powie, że to jest normalna dieta. Mam wyznaczony termin na to badanie na ten najbliższy piątek. Mam nadzieję, że nie wyhodowałam sobie takiego potwora, co do tyłu kroczy?
Oczywiście tymi moimi ekscesami byłam tak wyczerpana, że praktycznie przez cały dzień  w tzn międzyczasie spałam, nawet żadnego filmiku nie mogłam w całości oglądnąć.
Dzisiaj rano dopiero dokonałam wpłaty ma konto WOŚP, wczoraj  byłam na to za słaba, aby usiąść przy komputerze.
Przyznam się, że trochę się martwię tym moim zdrowiem, a może to jednak taki stan przejściowy, takie przesilenie?
Do pokonania bariery rodzinnego wieku zostało mi jeszcze kilka miesięcy, wiec czyżbym miała podzielić los mojego rodzeństwa i nie dożyć tych 66 lat?
Ponieważ wyspałam się i wczoraj i kawałek dzisiejszej nocy w nadmiarze, obudziłam się już o 3.30 rano żwawa i prawie wesoła.
Fakt, troszkę na odmianę dokuczał mi kręgosłup (nie mogę za długo przebywać w pozycji leżącej), więc wstałam, zrobiłam pomiar cukru, który już wrócił do normy, zażyłam lekarstwa, oczywiście wypiłam mój ukochany Nimesil, wykąpałam się pod prysznicem, wsadziłam pranie do pralki i zasiadłam przed komputerem, stąd dzisiaj taki wczesno – poranny mój wpis.
Ma szczęście dzisiaj już poniedziałek, mój brzusio już upomina się o jakąś lekką strawę, pewnie zaraz zrobię sobie herbatkę i zjem ze dwa sucharki.
Ale co to za życie na sucharkach 😦
Ale ponieważ jednak jestem optymistką mam nadzieję, że przyjdą jeszcze dla mnie te „lepsze czasy” i znów będę mogła sobie coś pysznego zjeść.
Przede mną jeszcze sporo czasu, bowiem do pracy idę dopiero na 14-stą, więc może jeszcze chwilkę podrzemię, albo „poczytam” internet, przez wczorajszy dzień mam sporo zaległości. Ale z drugiej strony, gdy czytam, co się ostatnio wyprawia w Polsce, złość mnie taka chwyta, że rzucam wszystko na bok i puszczam sobie jakiś filmik, by zbytnio się nie denerwować.
Życzę wszystkim miłego i spokojnego poniedziałku.

Uczta Baltazara

 

To nie było wcale małe „co nieco”, to był bardzo wspaniały obiad. Przynajmniej tak twierdzili moi goście.
Oto jego menu (już mogę ujawnić) : pieczony  kurczak  z nadzianką (nadziwką, jak mawiała moja Babcia) z wątróbek kurzych, bułki, zielonej pietruszki, jajka i oczywiście dodałam tam jeszcze suszoną żurawinę, i upiekłam tego kurczaka dodatkowo  z jabłuszkami, do tego podałam pyzy ziemniaczane i buraczki na ciepło, oczywiście był też sok pomarańczowy i woda mineralna, a na deser podałam szarlotkę na ciepło z lodami.
Niech żałuje ten, kto na tej uczcie wczoraj nie był, bo (nie chwaląc się) była naprawdę wyborna. Ale przecież tyle serca w te potrawy włożyłam, ale i tak się denerwowałam, czy wszystko będzie O.K. No i było, słowo daję.
Bardzo się cieszę, że moje Dziewczyny były zadowolone, ja również byłam szczęśliwa, że je przy sobie mam.
Zresztą doceniły pracę swojej kochanej Cioci i pomogły mi po obiedzie, pozbierały wszystkie naczynia ze stołu, a  potem powsadzałyśmy je  do zmywarki, aby się umyły. Tacy goście to naprawdę sama przyjemność!!!!
Co prawda byłam troszeczkę potem  zmęczona, no, to już nie te lata, a poza tym przecież nie spałam od 5 rano, bo się denerwowałam, by ze wszystkim zdążyć, ale gra warta była świeczki, zresztą po ich wyjściu chwilkę się przekimałam i już było wszystko O.K.
Pewnie nie prędko znów Dziewczyny mnie odwiedzą, bo Daria już jutro, albo pojutrze jedzie do siebie do Zabrza wkuwać wiedzę, a Oliwia i Wiktoria też mają mnóstwo ciekawych innych zajęć poza lekcyjnych. Zresztą niedługo rozpoczynają się ferie i Oliwia jedzie z Caritasem, jako pomoc wychowawcza, ma zimowisko.
A mnie pozostaną tylko miłe wspomnienia……..
Ale reasumując, spędziłyśmy naprawdę kilka przemiłych godzin na wspomnieniach rozmowach… Wyobraźcie sobie, że ani Darka, ani Wiktoria nie pamiętały czasów, gdy tutaj na Smoleńsk wspólnie z rodzicami, z babcią Anią i ze mną mieszkały. Opowiadałam im o czasach, gdy były jeszcze takie małe  i gdy ich rodzice chcieli wyjść z domu, ja się nimi opiekowałam, opowiadałam im bajki, śpiewałam kołysanki….. Bardzo lubiłam, gdy zostawałam z Dziewczynkami, a teraz z łezką w oczach te czasy znów w moich  wspomnieniach powróciły.
Ale to już było i nie wróci więcej………

Wczoraj tak byłam zajęta najpierw przygotowaniami, a potem gośćmi, że nawet nie śledziłam tego, co się działo podczas manifestacji  w całej Polsce.
Znów wyszło sporo osób, którym nie podoba się zawłaszczanie polskich mediów przez jedną partię. Pewnie nie wiele wczoraj Pis sobie z tego robił, a może raczej udawał, że nie wiele sobie szkodzą, ale faktem jest to, że jednak poparcie Pisu wyraźnie spadło i według najnowszego sondaży IBRIS Pis już nie jest liderem w Polsce, partia Petru Nowoczesna wyraźnie wybiła się na prowadzenie. I chociaż tysiące wynajętych pisowskich hejterów pisze obrzydliwe i obrażające Polskę hejty, rzeczywistości nie da się zakrzyczeć, coraz więcej jest osób przeciwnych tym rządom, nawet wszystkie zagraniczne media są kontra naszej  rządzącej partii. Ciekawa, co zrobią ci hejterzy, gdy Unia rzeczywiście przykręci nam krany i zabraknie wtedy pieniędzy na spełnienie obietnic? Czy wtedy też nadal będą hejtować, czy się ockną i w końcu dojrzą, że król jest nagi???

Zresztą znów pisowskie ujadacze będą mieli na forach pole do popisu, albowiem dzisiaj mamy w Polsce wielkie święto, dzisiaj znów zagra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.
I chociaż już słychać wielki i obłędnie wstrętny głos sprzeciwu polskiej prawicy, jednak widać, że Polacy bardzo licznie wezmą udział w dzisiejszej zbiórce  pieniędzy na rzecz  zakupu dla dzieci i seniorów najbardziej potrzebnego sprzętu medycznego. W tym roku głos rozjuszonej władzą prawicy brzmi jeszcze bardziej ohydnie, a przecież oni mają się za katolików. Według wiary Katolickiej należy pomagać bliźnim,  kochać  ich, dlaczego tej najważniejszej zasady wiary nie przestrzegają???

Jurku jesteś  naprawdę  WIELKI !!!!

I cieszę się, że się nie zniechęcasz oszczerstwami i kłodami, które co roku prawica pod nogi Ci rzuca.
Nie można przecież byle Piętą kopnąć w kąt tak pięknej i szlachetnej idei.
Graj nadal, aż do końca świata i jeden dzień dłużej, a my  wiernie zawsze będziemy z Tobą!!!!

Wczoraj dostałam od jednej z moich czytelniczek zaproszenie na Jej blog, ale niestety, nie podała stosownego linka. Może teraz naprawi ten błąd, bo bardzo chętnie tam Ją odwiedzę.

Chociaż pogoda dzisiaj byle jaka, życzę wszystkim przyjemnej,  rozśpiewanej i radosnej niedzieli. Niech wspólna radość pomocy naszym dzieciaczkom i naszym seniorom rozgrzeje nasze serduszka do czerwoności.

WITAMY, SERDECZNIE WITAMY

 

Witam dzisiaj serdecznie  moich gości Darkę Oliwkę i Wiktorię.
Już doczekać się ich nie mogę, chociaż jeszcze parę godzin mi pozostało.
Główne danie już przygotowane, czeka teraz na pieczenie.
Potem jeszcze ugotuję dania dodatkowe, tzn jarzynkę i …. pst, to miała być przecież niespodzianka!!!.
Jeszcze muszę trochę „ogarnąć” mój pokój i nic innego nie pozostanie, jak miłe oczekiwanie.
Zaprosiłam Dziewczyny na godz 14 – stą, mam nadzieję, że  zjawią się o czasie.
A swoją drogą,jakie to przyjemne jest, gdy ma ktoś w odwiedziny przyjść, prawda?
Już od 5 rano nie śpię, denerwuję się, by z wszystkim na czas zdążyć i żeby oczywiście wszystko mi się udało.
A za oknem piękne słoneczko zaświeciło, dodaje mi ono otuchy: Ewa, wszystko będzie dobrze.
Lubię soboty, chociaż te ostatnio były u mnie rozleniwione, ta będzie jednak inna.
Ze zrozumiałych względów ten wpis będzie dzisiaj krótki, nie za bardzo mam czas na pisanie długich postów, a i głowa moja dzisiaj czym innym jest zajęta…..
Mam nadzieję, że będzie to mi wybaczone.
Życzę wszystkim też miłej soboty, szkoda, że Was wszystkich nie mogę dzisiaj do siebie zaprosić.

cóż powiedzieć

 

 

Zmiany, zmiany, zmiany.
Pis uparł się zmieniać świat na lepszy, wg swojego modelu, więc od dzisiaj mamy już całkiem nowego prezesa TVP w postaci jednego z największych kaczych lizusów, niejakiego Jacka Kurskiego.
Niech mu się wiedzie na tym stanowisku, bo dużej przyszłości on raczej tam nie ma, ale jemu ciągle się wydaje, że ciemny lud to kupi.
Tym czasem nie jest to prawdą, już w najbliższa sobotę, 9 stycznia, w wielu miastach Polski odbędzie się manifestacja przeciwko zawłaszczaniu przez jedną słuszną skądinąd formację mediów. Może ta manifestacja akurat niewiele zmian przyniesie, ale rząd musi wiedzieć, że Polacy to nie tylko  ciemny lud, a narastająca w nim złość coraz bardziej się potęguje i skutki takiej złości mogą być dla władzy bardzo bolesne.
Ale Pis chce mieć wszystko i władzę i jedno głośność w Sejmie i Senacie, uległego prezydenta ( to akurat im się świetnie udało), swój Trybunał Konstytucyjny, który zawsze będzie zgodny z uchwałami rządu, władzę sądowniczą, a teraz sięga po media. Już nikt im (wg nich) nie podskoczy, samowola będzie nieograniczona. Polska będzie teraz jeszcze bardziej „pisia”
Ale jeszcze poczekajmy, jak to kiedyś mówili, zima wasza, wiosna nasza.
Niestety nie będę brała udziału w takiej manifestacji (a w Krakowie jest ona urządzana pod siedzibą Radia na al. Słowackiego), albowiem mam już na ten dzień całkiem inne plany przewidziane, zresztą już od dwóch tygodni i nie mogę ich teraz zmieniać.
Otóż w sobotę, czyli już jutro, przyjdą do mnie na „małe co nieco” i miłe pogawędki moje trzy kochane dziewczyny : Oliwia, Darka i Wiktoria.
Oj, będzie się działo…….
Odpowiednie menu jest już zaplanowane (na razie jest to tajemnica służbowa), mam nadzieję, że wszystko wspaniale mi się uda.
Jak na razie duchowo do tego spotkania jestem przygotowana, dzisiaj wieczorem powinni mi dostarczyć zamówione wiktuały, a od jutrzejszego poranka rozpoczynam działalność „kuchenną”.
Przygotowuję się do tego starannie, jak zwykle zresztą, gdy gości oczekuję.
Ale dzisiaj mamy dopiero (albo i już) piątek, więc spokojnie do wieczora mogę poczekać, na razie oddając się innym, również bardzo ważnym  zajęciom.
A pogoda???? Zima mrozem nieco odpuszcza, ale na dzisiaj zapowiadali opady śniegu.
No i sypie, na razie taki drobniuteńki, ale do wieczora może znów być całkiem biało.
Miłego piątku życzę.

a tymczasem…. do finału WOŚP pozostało tylko 3 dni

 

No właśnie, tym czasem życie płynie swoim tempem, coraz bardziej pisio – absurdalnym, ale…
Wczoraj „Król” Polski Jarosław Mściwy przyjął premiera Węgier Orbana na zamku, co prawda nie na Wawelu, ani na Zamku Królewskim (widać konserwatorzy zabytków, po konsultacjach  nie wyrazili na to zgody), ale chociaż na Zamku w Niedzicy. Bo co pałac, to pałac. Jest przecież takie powiedzenie : wart Pałac Paca, a Pac Pałaca, prawda?
Zresztą od rana czytam o różnych absurdach głoszonych ustami piso- partyjnych i od nich uzależnionych. Terlikowski na przykład tłumaczył szkodliwość ochrony zwierząt i przydzielania im praw do życia, co prawda mnie to nieco dziwi, bo Terlikowski jest podobno gorliwym katolikiem, a przecież św. Franciszek głosił o prawach Braci Mniejszych do szacunku. Widać Terlikowski przekłada kotlety i inne mięsiwa ponad inne Boże prawa. W tych rozważaniach o wyższości kotletów i kiełbas mógłby zresztą podać sobie ręce z Waszczykowskim, który ma również podobne przekonania kulinarne i warzywka mu wyraźnie nie smakują. Tylko nie rozumiem Terlikowskiego w jednym, dlaczego nie zabijanie zwierząt ma duży wpływ na aborcję u kobiet i medyczne eksperymenty? A co ma piernik do wiatraka? Zresztą gdy się popatrzy na liczebność jego rodziny i na nalane tłuszczem  twarze jego i jego żony, wszystko wydaje się już jasne. Kiełbasa i mięsiwo musi być, żadne tam marchewki, pory czy pietruszki.
Z kolei dzisiaj Gliński znów się dzisiaj zaofiarował w stosunku do Jerzego Owsiaka twierdząc, że zaangażowanie polityczne Owsiaka bulwersuje.
Przede wszystkim kogo i o co bulwersuje, a nawiasem mówiąc właśnie nikt inny, jak Owsiak nie trzyma się polityki, jest wyraźnie wręcz anty polityczny, a jego domeną jest tylko zdobycie pieniędzy na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. To właśnie PIS upolitycznia tę akcję, pokazując przy tym  całą swoją „katolicką” nienawiść do ludzi dobrej roboty.
Jeżeli dodamy jeszcze kilka innych absurdalnie popisowych wypowiedzi pisowskich oficjeli, mamy przeświadczenie, że jednak wciąż budzimy się w jakimś Matrixie, którego końca nie widać, wręcz przeciwnie, ciągle nam się jeszcze ciągnie w nieskończoność. Tylko dokąd to prowadzi i jak długo ma jeszcze trwać?
Wojsko już zostało „zastraszone” i tak jak w zeszłym roku ochoczo brało udział w finale WOŚP, tak w tym roku, akurat w tę niedzielę mają przydzielone  bardzo ważne inne zadania, które uniemożliwiają im uczestnictwa  w wielkiej i charytatywnej imprezie Owsiaka. Bardzo to żałosne, Pis nie potrafi wyjść ponad swoją głupotę i ponad swoje nienawistne zacięcie. Bardzo mi się tylko dzisiaj podobał jeden komentarz umieszczony Na Face Booku pod wiadomością o tym, że prezydent Andrzej Duda ofiarował na aukcje Owsiaka swoje narty, na których zjeżdżał podczas jakiegoś tam turnieju. A podpis był mniej więcej taki” Pan poseł Pięta, zgodnie z tym co zapowiedział będzie teraz musiał zwolnić prezydenta z zajmowanego stanowiska, albowiem kiedyś powiedział, że kto z urzędników będzie brał udział w WOŚPie może na drugi już dzień składać podanie o zwolnienie”.
No i o panie Pięta? jak teraz pana niewyparzona gęba wygląda???? Niech pan popatrzy dokładnie do lustra i zobaczy, czy tam jest jeszcze  pan, czy jakiś kawał  innego pisiego kretyna. Bo mówić można różne rzeczy, ale w prezencie od Bozi  dostał pan mózg, który od czasu do czasu należałoby się wykorzystywać.

Dzisiaj dzień pośredni między odpoczynkiem, a weekendem. Za oknem co prawda jeszcze wciąż biało, ale już nie tak bardzo, jak dwa dni temu, jezdnie są szaro bure, temperatury oscylują pomiędzy minus dwa i zero, można rzecz lekka odwilż.
Może to znak, że i polityczna odwilż wkrótce nadejdzie?

Życzę miłego dnia w oczekiwaniu na upragniony już przyszły weekend.

Trzej Królowie i róża

Dzisiaj Trzej Królowie ze Wschodu wiedzeni Gwiazdą Betlejemską nawiedzają żłóbek, w którym narodził się Chrystus Pan.
Przynoszą nowo narodzonemu Dzieciątku w darze mirrę, kadzidło i złoto. Dary te oznaczają, że Jezus jest królem całego świata i wszystkie narody oddają mu w ten dzień swój hołd.
Oby i ten świąteczny dzisiejszy dzień przyniósł i nam dary: miłość, spokój, brak nienawiści.
Oby obdarował nas pokojem prawdziwym, braterstwem i przywrócił nam demokrację w naszym kraju.
Tego z okazji Święta Trzech Króli wszystkim serdecznie  dzisiaj życzę.

Ale dzisiaj dla mnie ten dzień jest ważny  z innego powodu. Dzisiaj mamy pierwszą środę w tym roku, pierwsze blogowe spotkanie z moją Ulą.
Uleńko Kochana! Ta róża jest  wprawdzie oszroniona, ale nadal piękną pozostaje. Nie oznacza ona wcale, że moja przyjaźń do Ciebie nieco się zmroziła, nie, nadal jest tak samo gorąca, jak w zeszłym roku, jak w latach poprzednich.
Ta róża tylko zasymilowała się z zimowym klimatem, jaki panuje za moim oknem. Wszędzie jest biało, wszędzie leży śnieg i cieszę się, ze nie muszę dzisiaj na dłużej wyściubiać nosa z ciepłego domku.
Serdecznie Ciebie pozdrawiam w tym Nowym Roku i życzę Ci, by przyniósł Ci wiele radości i miłości i spełnienia wszystkich zamierzeń.
No i oczywiście, by nasze środy trwały i trwały już na zawsze, bo i Tobie i mnie przynoszą one zawsze uśmiech i pogodę ducha.

Czasami przydaje się taki wolny od pracy dzień w samym środku tygodnia. Tak podobno mają w Grecji, po weekendzie pracują dwa dni, w środę odpoczywają, aby potem znów w czwartek i w piątek nieco sobie popracować.
Taki układ dni wolnych i dni pracujących wypadł właśnie na początku naszego roku.
Można dzisiaj złapać chwilę oddechu, porozmawiać z rodziną, a dla tych,  dla których zima nie jest  straszna, wybrać się na rodzinny zimowy spacer.
Ja jednak rozmyślnie pozostanę w domu. Bardzo nie lubię, gdy nogi rozjeżdżają mi się na śliskim chodniku.
A co będzie jutro? – zobaczymy. Podobno odwilż już idzie.
Życzę wszystkim miłego świętowania.

 

 

 

 

rower dla…..

 

Ponieważ minister Waszczykowski ostatnio bardzo ostro sprzeciwił się cyklistom i wegetarianom,  i potraktował ich jako symbol zła i anty polskich tradycji, ktoś bardzo mądry wynalazł dla niego taki rower „kiełbasiany”, ponieważ okazało się, że jednak od czasu, do czasu jednak jeździ on na rowerze (na przejażdżki???)
No to może cykliści nie są tacy źli, ale tylko przez dwa miesiące w roku, potem powinni przesiadać się na komunikację miejską (lobby firm przewozowych?), albo do własnych samochodów (lobby motoryzacyjne?).
Ale zdecydowanie wegetarianie, a tym bardziej weganie są wręcz wrogami Polaków.
Miejcie się więc na baczności i codziennie obżerajcie się więc szynkami, baleronami, boczkami i innym mięsiwem, aby nie stać się jawnym wrogiem
Pisu. Przecież to takie katolickie zabijać zwierzątka!!!!
Że co?, że miało nie być politycznie? Przecież to też tylko suchy fakt, który podaję za wywiadem udzielonym przez pana ministra  Spraw Zagranicznych  niemieckiemu brukowcowi, bo tak nazwał niemiecki dziennik Bild.
Naplótł tam jeszcze pan minister MSZ mnóstwo  różnych innych głupstw, które teraz usiłuje tłumaczyć, że jest to pomyłka, że on mówił w całkiem jakiejś innej idei (nie wiadomo dokładnie jakiej),  ale ponieważ sprawa „się rypła” i oparła się nie tylko o polskie, ale  i zagraniczne media, ma teraz Waszczykowski trochę kłopotów, z których się usilnie próbuje wykręcić. A świat nas z podziwem (oczywiście pejoratywnym) ogląda i zastanawia się, co się stało z tą Polską, która w krajach ostatnio przyjętych do Unii byli prymusami w demokratycznych zmianach, a teraz gwałtownie na prawo zbaczają, zwalczając demokrację i ocierając się o autorytaryzm.
Niektórzy, (głównie ci  pisowscy hejterzy  za 1zł za hejt, było więcej płacone, ale chyba pisowcom zaczyna już brakować na hejterów pieniążków) jeszcze usiłują się oburzać głosami „co nam tam Niemcy będą do naszego państwa się wtrącać i rozkazywać”, ale…. skoro już weszliśmy do Unii, to trzeba pamiętać, że jakieś zobowiązania wobec nich mamy, a to nie oznacza wcale  tylko wyciąganie naszych polskich łapek po pieniążki.
A zresztą, skoro tak bardzo się odwracamy od naszych sąsiadów z zachodu, to co zrobimy, gdy nas zaatakuje sąsiad ze wschodu?
Wsiądziemy na kota i z szabelkami w rękach na Moskwę ruszymy?
Bo nie wiem, czy za bardzo na NATO będziemy liczyć mogli, nawet Stanom nie podoba się polityka naszego rządu i traktują go jako antydemokratyczny.
A już pomysł ministra MSZ, że „sprzeda” Polaków w Wielkiej Brytanii, to znaczy zgodzi się na ograniczenie im socjalu kosztem sprowadzenia wojsk NATO do Polski, już było kuriozum pisiej, czy raczej waszczykowskiej  głupoty.
Ciekawe, co na to odpowie elektorat Polonii w Wielkiej Brytanii, przecież oni właśnie tak licznie PIS poparli podczas ostatnich wyborów, to oni między innymi przyczynili się do tego, że obecnie ta formacja rządzi i ma większość parlamentarną, co niecnie wykorzystuje!!!!
Ale myślę, że tak naprawdę nie tylko Polonia jest rozczarowana, także i wielu z tych polskich wyborców, którzy niezbyt rozmyślnie, wierząc chyba w jakieś cuda, powierzyli swój mandat wyborczy posłom z Pisu,  teraz zaczynają sobie pluć w brodę.
I nie powiem „dobrze im tak”, wszak każdy może w życiu dać się zwieść, szkoda tylko, że udało się Pisowi nabrać aż tylu ludzi.
Wczoraj oglądałam chyba już ostatni odcinek w TVP2 reportażu  „Lis na żywo”.
I znów pisowcy „olali” program, mimo, że byli zaproszeni przez gospodarza, widocznie uznali, że nie mają po co, skoro to już i tak był schyłkowy odcinek, a zresztą oni nie będą się tłumaczyć przed nikim. Fakt, nie będą się tłumaczyć, bo nie mają żadnego pomysłu na tłumaczenia, zresztą jak widać, sprostowania Waszczykowskiego wyszły jeszcze bardziej zagmatwane. A cóż niby ma powiedzieć Błaszczak, Ziobro czy inny funkcjonariusz Pisu? Przecież nie przyzna się, że on tylko wiernie wykonuje polecenia prezesa, a jest na tyle ubezwłasnowolniony, że sam nie może zadecydować, aby powiedzieć coś innego, z jakimkolwiek sensem.
Przykro mi było, ba bardzo programy pana Lisa lubiłam, może był  lekko stronniczy, ale jednak w wielu audycjach poprzednikom też nalał wody do uszu.
Teraz za to będziemy zmuszeni  słuchać peanów na rzecz obecnego rządu, ale na  szczęście, jak zauważył jeden z uczestników wczorajszej audycji, każdy telewidz ma skuteczną „broń” w dłoniach, czyli pilota i może go używać do woli i oglądać tylko to co chce naprawdę oglądać. 
 A teraz jest tyle ciekawych różnych stacji. Ja na pewno nie będę oglądać żadnych dzienników ani pisowskich publikacji i nikt mnie do tego nie namówi. A im więcej ludzi podejmie podobną jak ja decyzje, tym mniejszy będzie procent oglądalności „reżimowej” telewizji, czyli będzie mniej pieniędzy I o to chodzi!!!! To jest jeden ze sposobów na medialną butę tego rządu.
No i dobrze, napisałam, co myślałam (i nadal myślę), a teraz niech cyber – policja założy na mój blog kłódkę.

Nie zależy mi właściwie. Najwyżej co założę sobie inny blog, o którym znajomych powiadomię.
A kiedyś, już za lepszych czasów na mój ukochany 10 – letni blog i tak powrócę.
Może nawet niedługo?????

Blog napisany, muszę jeszcze wkleić jakieś ładne widoczki na Face Booka, umyć się, zrobić makijaż, ubrać ciepło i wyruszać na poranną zmianę do pracy.
Wczoraj mi się nawet upiekło. Szłam do pracy dopiero na drugą, ale wyszłam z domu tak, żebym za długo na przystanku czekać nie musiała i rzeczywiście autobus zaraz nadjechał. Wracając do domu kolega podrzucił mnie autem do najbliższego przystanku autobusowego, na który akurat w tej samej chwili podjechał autobus lini 503, tak więc znów nie czekałam i nie miałam czasu zamarznąć. Ale i tak było tylko około minus osiem stopni na termometrze.
A dzisiaj???? Dzisiaj też ma być temperatura co prawda na minusie, ale co to jest za temperatura około -5-6  stopni? Można rzec, że po ostatnich dniach, to prawie że upał. Tylko tyle, że mają być przelotne opady śniegu. A i następne dni też już przyniosą ocieplenie, ale wciąż grożą, że mrozy do nas jeszcze powrócą. A może jednak nie????, przyznam, że się właśnie tak lekko łudzę.
Ale zima, to zima, swoje prawa ma.
W każdym bądź razie dobrego wtorku wszystkim życzę.

Poniedziałek

 

 

Poniedziałek po trochę dłuższym lenistwie zawsze bywa bolesny.
Muszę się przyznać, że nie mogę na razie jakoś w nim się odnaleźć i bardzo dobrze, że dzisiaj dopiero na popołudniową zmianę idę.
Jeszcze wypiję kawkę, może ona trochę pobudzi mnie do życia.
Bo za oknem zimno, ponad minus 10 stopni i jak tu teraz z ciepłych pieleszy na taki mróz wychodzić?
Chyba lekko po tych świętach i dniach sylwestrowych nieco się wydelikatniłam, ba, nawet przyznaję się bez bicia, rozpieściłam i dlatego dzisiaj jest mi tak źle?
Ale muszę szybko swoje fochy z nosa wyrzucić i  muszę brać się za codzienność. Przecież nie na długo, już w środę mamy znów wolny dzień od pracy, a potem tylko czwartek, piątek i znów weekend.
Podejrzewam, że jeszcze traktowani jesteśmy troszkę ulgowo, dopiero prawdziwa  „robota” dopadnie na w przyszły poniedziałek, gdy już bez żadnych przerw będziemy cały tydzień pracowali.
Może gdyby nie było takiego mrozu czułabym się lepiej, sam fakt łażenia po zimnym wzbudza we mnie dreszcze.
Jestem jak ten Smerf Maruda i mruczę pod nosem ” jak ja nie cierpię poniedziałków, jak ja nie cierpię mrozu”
Dosyć marudzenia, a co nowego?
Ano nic specjalnego. Wczorajsza niedziela przeszła mi jakoś tak sennie i zimowo, musiała, się tylko nieco cieplej ubrać, ba, nawet musiałam skarpetki na stópki włożyć, bo mi okropnie marzły. Niby grzeją u nas kaloryfery, ale od okna niestety bardzo ciągnie.
A co mieli dopiero powiedzieć ci mieszkańcy Krakowa, u których wczoraj kaloryfery na skutek poważnej awarii w ciepłowni w Łęgu przestały działać. Siedzieli biedaki tak kilka godzin w mrozie, w nieogrzewanym mieszkaniu, brrr, współczuję im serdecznie. Na szczęście jakoś w nocy udał im się usunąć tę awarię i już z powrotem lokatorzy mają cieplutko w domach.
A swoją drogą, jak czują się ci na Biegunie północnym, czy ci, mieszkający w igloo? jak oni przyzwyczajają swój organizm do zimna?
Nie wyobrażam sobie takiego życia w zimnicy, skoro ja już przy temperaturach minusowych w ogrzewanym bądź co bądź mieszkaniu przestaję funkcjonować.
Najchętniej jak ten miś zakopałabym się w pieleszach i poczekała do wiosny. Czyżbym w poprzednim wcieleniu była niedźwiedzicą???
Właśnie za oknem zaświeciło nam słonko – to znak, że jednak dzisiaj nie będzie tak źle.
A ja już idę sobie do kuchni na kawkę, którą zrobiła mi Renia.
Jak mi zawsze smakuje kawka, zrobiona przez kogoś, nie przeze mnie samą.

No to życzę miłego poniedziałku

niespodziewane odwiedziny

 

Sobotnie lenistwo przerwało wieczorem miłe spotkanie, mili goście.
Przyszli do mnie w odwiedziny Maciek, Wika i….Syberia, ich nowy pies, wzięty kilka dni temu z Azylu.
I chwała im za to, że przygarnęli tę „kupkę nieszczęścia”, chociaż nie można powiedzieć, żeby ta sunia wyglądała na nieszczęśliwą.
Wręcz przeciwnie, to niezwykle żywiołowy pies, pełno jej było wszędzie, musiała wszystko zobaczyć, wszystko powąchać, a tych odpowiednich dla jej nosa zapachów było u mnie w pokoju  sporo, przecież tu Pepa ma nawet swoje legowisko, które zostało dokładnie, centymetr po centymetrze spenetrowane Syberii noskiem.
To młoda suczka, mniej więcej ma około roku, więc bardzo lubi jako zabawę stosować tzw „podgryzki”, tak, że po jej wizycie miałam lekko obolałe palce, ale bawiło mi się z nią fajnie. Oczywiście bystre oczka tylko patrzyły, coby tu zmajstrować, co porwać, nawet wynalazła gdzieś schowane pudełko zapałek, za które zaraz ochoczo się zabrała, trudno jej było je wyrwać z pysia, ale od czego jest przekupstwo? Dziwne, każdy pies doskonale rozumie komendę „chodź, coś ci dam”, natychmiast jest przy Tobie i czeka. Co prawda nie miałam żadnych dla niej pyszności, bo jak wspominałam, wizyta była niezapowiedziana, ale biszkoptowy groszek ptysiowi też Sybi przypadł do gustu.
Jak pisałam, Syberia jest dopiero od kilku dni u Maćków, ale już czuje się tam, jak u siebie, ba, nawet i u mnie czuła się wspaniale, pilnując mojego domu i pilnie obszczekując każdy dzwonek do drzwi, będzie z niej wspaniały stróż i wspaniały kompan do zabaw.
Takie niespodziewane urozmaicenie jest bardzo przyjemne, szczególnie, że Maciek wie, jak bardzo lubię psy.
Zresztą psy zawsze były u nas w domu, co prawda były małe przerwy, ale już mi się wydaje, że nasza Pepa jest u nas od zawsze i nie wyobrażam sobie, że przychodzę do domu i nie wita mnie z radością taka mała psia istotka.
Co prawda Pepa jest troszeczkę leniuszkiem i lubi spać, więc zdarza się jej, że nie usłyszy, że właśnie wróciłam, ale gdy tylko zawołam ją po imieniu jest natychmiast. No i fajnie jest, gdy rano siedzę sobie przy komputerze, a tu nagle słyszę „chrum – chrum” (ona tak właśnie dziwnie mruczy), wiem, wtedy, że Pepa przyszła powiedzieć mi dzień dobry.
Pepa od 2 dni jest z Moniką i z Tomkiem w Krynicy, więc z Syberią się nie spotkały (oj, pewnie Pepa byłaby zazdrosna lekko), ale za to po przyjeździe na pewno z kolei Pepa spenetruje noskiem mój pokój, czując, że był tu inny piesek. Ale może nie będzie miała do mnie pretensji???

Zmieniając temat: Zawsze mówiłam, że Poznaniacy, czyli współziomkowie mojej Uli, to są wspaniali ludzie. Tak i teraz było, wczoraj odbyła się w Poznaniu  wielka manifestacja, około 2 tysiące ludzi z czerwonymi kartkami dla rządu wyszły na ulicę
BRAWO POZNAŃ!!
A miało być niepolitycznie, ale to nie były moje polityczne rozważania, tylko podane za mediami suche fakty, a to już coś innego.

Dzisiaj obudziłam się bardzo wcześnie( co widać chyba, skoro dzisiaj dosyć szybko ten swój blog zamieszczam) i oczywiście zastanawiałam się, czy dzisiaj jest niedziela, czy już poniedziałek.
Te kilka wolnych dni wprowadzają zupełny zamęt, szczególnie gdy człowiek jest jeszcze na wpół obudzony. Ale po chwili (nie ukrywam) z radością stwierdziłam, że jeszcze dzisiaj dzień wolny od pracy. I bardzo dobrze, wcale nie chce mi się wychodzić na te zimne i z lekka zaśnieżone, więc śliskie ulice. Na termometrze jest teraz minus 15 stopni, wow, zimniutko, a ja miałam taką nadzieję, że zima do nas jednak nie przyjdzie 😦
Ale do jutra na pewno się nie rozpogodzi na tyle, żeby można się było nie trząść na autobusowych przystankach, jakoś te kilka chłodniejszych dni muszę nauczyć się znosić.

Ale póki co, miło i niedzielnie Was wszystkich pozdrawiam i życzę dzisiaj jeszcze miłego odpoczynku, potem wracamy na dwa dni do pracy, by znów świętować wraz z Trzema Królami. Ten następny tydzień będzie więc urozmaicony, a potem już….codzienność.
Ale po co się martwić na zapas? Dobrego dnia !!

Znowu lenistwo

 

Sobotnie lenistwo jak widać i przeszło na Nowy Rok, bo dopiero teraz, wczesnym popołudniem  za blog się zabieram.
Nie, to nie znaczy wcale, że tak długo dzisiaj spałam, po prostu tak jakoś mi zeszło na niczym.
Jestem przerażona, tak, naprawdę przerażona, że cyber policjanci mogą mi zablokować nie tylko mój Face Book, ale także i mój ukochany blog.
Dlatego postanowiłam, że nie będę się wyrażać w nim politycznie, zawieszam wszystkie moje polityczne rozprawki na haku aż po lepsze czasy, które mam nadzieję szybciej powrócą, niż mi się to zdaje.
A więc będę pisała o pogodzie, o śniegu i lodzie za oknem, a na wiosnę o zielonej trawce, która już zacznie znów nas radować i  o budzącej się do życia przyrodzie.
Jakże bym chciała, żeby to było już jutro, niestety, będę musiała na to poczekać.
Będę wspominała o wszystkich przygodach, które staną na mojej drodze w tym roku, o moich kłopotach zdrowotnych i osiągnięciach, nie tylko na tej niwie, chociaż pewnie może to być dla moich czytelnikach nieco nudnawe.
A to wcale nie oznacza, że zmieniam poglądy polityczne, dalej w nich twardo tkwię, tylko w tak zwanym moim prywatnym podziemiu.
A jeżeli jednak, przeglądając poprzednie moje wpisy, ktoś z cenzury  ośmieli się podnieść rękę na mój blog i go skasuje, trudno, będę siedziała cichutko w kąciku i sobie popłaczę, z nadzieją, że kiedyś tu powrócę. Bo szkoda by było przecież mojej dziesięcioletniej pracy tutaj, tym bardziej, że mam tu coraz więcej znajomych, którzy jak wiem,  podzielają moje poglądy. No może nie wszyscy, ale zdecydowana większość.
Tak prawdziwie demokratyczne osądy tego blogu mnie cieszą, każdy wszak ma prawo do własnego zdania. Tylko, że ja również mam to prawo!
Ale takie jest życie, po dniu nadchodzi noc, czasami nieco dłuższa, ale i tak potem ranek się pojawia, czasami chmurzasty, czasami radosny, a jednak  jasny poranek.
Trzymajmy się zatem jakoś w tym Nowym Roku, chociaż co tylko przeczytam jakieś wiadomości od razu włos się jeży na mojej głowie.

Dzisiaj mamy sobotę. Bardzo dobrze, ze jeszcze po sylwestrowych szaleństwach mamy dwa dodatkowe dni na odpoczynek i na powrót do normalności.
Co prawda dla mnie nie jest to całkowita normalność, bo moje niesforne brzuszysko nadal wyprawia swoje brewerie i uczy mnie rozumu, co oznacza w jego pojęciu „najlepiej będzie, gdy nie będziesz już nic jadła”
Odrzuciłam wędliny, mięsa, sałatki itp, nie bardzo wiem, czego „on” jeszcze ode mnie żąda, ale najwyraźniej coś mu się nie podoba.
A trudno mi będzie egzystować przez cały dzień o chłodzie i głodzie, skąd mam bowiem czerpać energię do pracy?
V.I.P. mi tłumaczy, że powinnam iść z tym swoim brzuchem do jakiegoś lekarza, tylko nie bardzo wiem do którego. Znów dostanę  pewnie masę jakichś świństw do zażywania, a ja  rano na widok tych już zażywanych mam mdłości. Mam tylko nadzieję, że nic złego, takiego na przykład chodzącego do tyłu nie przyczepiło się do mojego brzucha. Przecież już było po operacji bardzo dobrze, jadłam w miarę normalnie, nie musiałam stosować aż tak restrykcyjnej diety jak teraz i co się porobiło? I następne pytanie: jak to długo jeszcze będzie trwało?
Jeżeli odpowiedź jest: jeszcze bardzo długie oznaczałoby, że jednak sporo za tą operację zapłaciłam zdrowiem.
Ale wierzę w swoją dobrą gwiazdę i mam nadzieję, że rychło te przeciwności losu pokonam.
Bo podobno urodziłam się w tzw „czepku”, wiec szczęście mam już zapewnione do końca życia, a z kolei wróżka przewidziała jeszcze sporo lat do przeżycia, zresztą też potwierdza tę wróżbę długa  linia życia na mojej dłoni.

No dobra, przestaję mędrkować i zanudzać, chociaż mniemam, że wszystkie moje następne wpisy będą nudnawe, no chyba, że gdzieś na swojej drodze życia spotkam księcia na białym koniu, który porwie mnie do krainy szczęśliwości, oderwie mnie od szarej rzeczywistości i obsypie mnie złotem  brylantami i innymi kosztownościami i będę żyła sobie jak w bajce. Przecież pomarzyć zawsze wolno, nawet jest to dobry sposób ba nerwy
A gdy tak już  się stanie, natychmiast Was w swoim blogu o tym zawiadomię.

Na razie żyję tu i tutaj i mamy 2 stycznia 2016 roku .
Życzę wszystkim przyjemnej soboty i jutrzejszej niedzieli i nie myślcie jeszcze o tym, że w poniedziałek zaczynamy dzień pracą.
Póki co cieszmy się wolnością i słonkiem za oknem