
Jak to dobrze, że ona jest, bo przynajmniej znów mam tutaj miłe spotkanie z moja Uleczką, dla której te piękne różyczki przygotowałam.
Prawda, że są śliczne Uleczku?
Zawsze dzień, albo dwa dni wcześniej nim ta środa nastąpi, przeszukuję cały internet, żeby ciekawa różyczkę dla Ciebie znaleźć i już wtedy się cieszę, gdy ją znajduję, a potem cieszę drugi raz, gdy umieszczam ją na swoim blogu, a już największa trzecią radość mam wtedy, gdy napiszesz, jak bardzo Ci się ona podobała.
Czyli jednym słowem Tobie funduje jedna radość, a przy okazji dla mnie ta radość jest trzykrotna.
Czyli można jednym słowem powiedzieć, że wygląda to troszkę tak, że jest to pewien rodzaj mojego egoizmu, mojego zapewnienia sobie pozytywnych doznań, ale przecież one wszystkie wcale by nie nastąpiły, gdyby nie było tych naszych śród i tych naszych róż, a to jest przecież akurat najważniejszy punkt tej całej naszej różanej epopei.
Zresztą tak zawsze jest, gdy komuś przygotowuje się jakąś miłą niespodziankę, tego zresztą nauczył mnie mój Tata, który uwielbiał robić takie prezentowe niespodzianki bez specjalnej okazji i wiem, że bardzo cieszył się wtedy, gdy widział moją radość.
Więc można powiedzieć. że przy takiej okazji zarówno osoba obdarowana ale także i obładowująca mają sprawioną miłe radosne chwile.
Serdecznie Cię Uleczku pozdrawiam i przesyłam do Poznania trochę tego krakowskiego sentymentalnego klimatu na dzisiaj i na wszystkie następne. aż do kolejnego naszego środowego spotkania na moim blogu.
I niech przez ten cały czas pogoda służy wszystkim Twoim spacerkom i innym Twoim miłym zajęciom.
Wczoraj było dosyć burzowo, zresztą nie tylko w naszej codzienności ale również i w polityce.
Co prawda Andrzej Duda nieco chyba się zreflektował, że przegiął z tym atakiem na LGBT, zresztą tak samo i wszystkie pisie wypowiedzi na ten temat innych posłów również spotkało się z wyraźnym oburzeniem nie tylko w Polsce, ale i w świecie i chciał Duda ten niekorzystny dla siebie fakt w jakiś sposób „przypudrować”, dlatego zaprosił do swojego Pałacu Pana Biedronia i Jego Mamę, ale oboje odczytali to jako chęć następnego zapunktowania prezydenta, który chciał poprawić swój wizerunek kosztem tych dwóch osób i oczywiście nie odmówili, ale bardzo stanowczo zażądali oficjalnych przeprosin tej grupy społecznej tak, by wszyscy Polacy mogli usłyszeć jego głos tak samo głośno, jak wtedy na wiecach, gdy tę grupę obrażał.
Podoba mi się, to stanowisko pani Biedroniowej, w bardzo spokojny ale stanowczy sposób wytłumaczyła, dlaczego w tej chwili nie może się z prezydentem spotkać, ale zastrzegła, że do takiego spotkania w przyszłości może dojść, gdy prezydent spełni jej warunki.
A Adrian już, pewno się cieszył, że się wykpi z tej niezręcznej dla niego sytuacji, ze wspólna kawa wszystko naprawi – nic z tego, nie można pozostawać bezkarnym, gdy kogokolwiek się obraża, trzeba potem ponosić tego konsekwencje, a takimi może być zmniejszenie poparcia dla Adriana podczas wyborów.
Co prawda Pisowcy nadal starają się wzbudzać w umysłach swoich wyborców te lęki, które rzekomi maja spaść na Polaków, gdy Duda przestanie być prezydentem, część pewnie znów się da nabrać, tym bardziej, ze wczoraj Duda znów próbował mamić jakimiś mętnymi obietnicami, ale jest to bezsensowny krok, bo i tak tym nieprzekonanych nie przekona, a jego stały elektorat i tak go poprze, chociaż ta liczba może być niewystarczająca.
Czasami trzeba przyznać, że niektóre „oskarżenia” opozycji są śmieszne, wczoraj jeden z dziennikarzy szczujni TVP jako oskarżycielski argument podał fakt, że kilka lat temu podczas jakiejś tam państwowej uroczystości Trzaskowski pojechał na targ, by kupić…dżem.
Śmieszne, Trzaskowski nie pełnił wtedy żadnej ważnej funkcji państwowej, więc miał prawo robić z własnym czasem to, na co miał ochotę, nawet kupować ten nieszczęsny dżem na placu.
Oczywiście Trzaskowski zaraz to bezsensowne oskarżenie obrócił w żart mówiąc, że własnie telefonowała do niego oburzona ciotka, która go zganiła za to, że lata po targu kupując dżem, podczas gdy ona przygotowała dla niego i całej rodziny całe mnóstwo własnoręcznie robionych przetworów , w tym własnie również były i dżemy – uwielbiam Trzaskowskiego za to świetne poczucie humoru i za tę lekkość w kontaktach z ludźmi, co było również widoczne podczas którejś konferencji, podczas której jeden z zagranicznych dziennikarzy zwrócił się do Trzaskowskiego w języku angielskim, a ten całkiem płynnie na nie w tym samym języku odpowiedział, nie miał z tym żadnych kłopotów, jego odpowiedź była tak samo płynna, jak wszystkie zadawane mu w jego ojczystym polskim języku.
Cóż, taki prezydent, który umie porozumieć się bez kłopotów z innymi. nawet osobami nie mogącymi rozmawiać w naszym języku – to świadczy o nowoczesności i elitaryzmie takiej osoby, a tu bardzo ważne, bo przedstawiciela naszego Narodu, Najważniejszego Człowieka Polski.
Co prawda Duda również potrafi posługiwać się jeżykiem angielskim, ale jego angielszczyzna jest trochę na poziomie Kalego – „ja chcę, ja mieć”, o czym niejednokrotnie mieliśmy okazje się przekonać, po prostu on dukał, a nie płynnie rozmawiał w tym języku i w chwili, gdy przyjdzie mu załatwiać ważne dla Polski sprawy będzie potrzebował tłumacza.
Tak więc wiece Dudy nieco zmieniły swoje oblicza, zresztą ma nich można spotkać nie tylko jego popleczników, jak i wiele przeciwników, którzy starają się wytłumaczyć , że wszystkie słowa Dudu to tylko jeden wielki bełkot, jedna wielka obłuda, a tę należy zwalczać.
Zobaczymy co będzie dalej, tym bardziej, że poparcie Trzaskowskiego idzie w górę i coraz częściej i głośniej mówi się o tym fakcie, że jest to dla Kaczyńskiego bardzo niewygodna sytuacja i kto wie, czy rzeczywiście nie posunie się on do wprowadzenia stanu wyjątkowego, co zaowocuje następnym przesunięciem terminu wyborów. Tylko nie wiem, czy takie posunięcie miałoby sens, bo to może akurat zadziałać w ten sposób, że Duda znów sporo straci w swoim poparciu i jego przyszła prezydentura wisi na włosku, tym bardzie, że Polacy rozgrzani kampanią Trzaskowskiego nie dadzą już się całkowicie zapędzić w kozi róg, może z tego niezła rowie zawierucha w takiej sytuacji nastąpić, a to oznacza już tylko koniec autorytarnych rządów Kaczyńskiego, Tak więc Wielki Wódz ma teraz spore kłopoty w dalszym beztroskim prowadzeniu swojej polityki. Tym bardziej, że znów następne przekręty związane z Ministerstwem Zdrowia nastąpiły, nie wiadomo u kogo rząd zamówił przyłbice i dlaczego zapłacił na wyrost za towar, który do Polski nie przyjechał i dlaczego załatwiał takie ważne dostawy przez jakieś szemrane firmy, nie mających żadnego ku temu odpowiednich kompetencji.
Do pierwszej tury jest coraz bliżej, ale ważniejsza będzie jednak druga tura, i tak jak dzisiaj rano w wywiadzie z Piaseckim powiedział Aleksander Kwaśniewski , ci kandydaci opozycyjni, którzy nie wejdą do drugiej tury, nie tylko powinni słownie wyrazić swoje poparcie dla opozycyjnego kandydata, ale powinni nadal spotykać się ze swoimi wyborcami, by wytłumaczyć im, dlaczego należy poprzeć w drugiej turze opozycyjnego kandydata (bez względu kto by nim był, ale najpewniej będzie to jednak Rafał Trzaskowski) i przekonać ich, że w postulatach tego kandydata można znaleźć wiele elementów zbliżonych i do tego, czego oni oczekują.
Pogoda, pogoda, pogoda – nie oszukujmy się, nie jest dobrze, ponuro, łzawo, czasami kropi deszcz, śladu po słoneczku nie widać, są jakieś zawirowania burzowe, co chwilę program TV przerywa mi się………. ech niespokojna ta wiosna tego roku.
Ale życzę pomyślności na dzisiaj i nie tylko na dzisiaj, i znów podaję to hasło:
Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie
I to zarówno pogodowo (podobno te pustynne upały do nas już napływają), jak i politycznie.
P.S. z ostatniej chwili: jakimś nieśmiałym promyczkom słonecznym udało się jednak przez chmury przebić i coś na kształt słonka na niebiosie zajaśniało – HURRRRRA!!!