
No i po imprezie, poklepany po plecach Duda wrócił do Polski, cały HAPPY, bo miał okazję posiedzieć sobie w Gabinecie Owalnym Białego Domu w znakomitym towarzystwie na razie jeszcze wciąż prezydenta USA, chociaż i jego losy są pod wielkim znakiem zapytania. I to dokładnie tym razem role się zmieniły, to nasz Duda wygodnie rozsiadł się na fotelu, a Trump posłusznie stał w lekkim oddaleniu. Ot, taka ustawka fotograficzno – polityczna. Zastanawiam się, jak to się stało, że Trump dał się na takie przedstawienie namówić, ale czego się nie robi dla przyjaźni, czyli czego się nie robi, by kupić sobie przed wyborami Polonię, która ewentualnie miałaby Trumpa w wyborach poprzeć, można się poświęcić i te chwilkę postać z boku
A potem dwaj (ze znakiem zapytania) prezydenci przeszli do Ogrodu Różanego, gdzie wymienili całe mnóstwo pochlebstw i uśmiechów, a przy okazji Trump miał okazję jeszcze wystąpić ze swoim przesłaniem do swoich wyborców, krytykując zresztą swojego przeciwnika, czyli ten czas spotkania z Dudą wykorzystał dla swojej własnej kampanii, po czym wyraźnie znudzony już tą wizytą Trump grzecznie pożegnał pana Dudę, wsadził go do auta, pomachał nawet rączka na pożegnanie i powrócił do swojego Gabinetu z wyraźną ulga : UFFF wreszcie mam spokój.
A co wynika z tej wizyty naszego prezydenta w USA? Literalnie nic, nie została podpisana żadna ważna umowa, były tylko jakieś zawoalowane obietnice, które mogą lub niekoniecznie do końca mogą być spełnione, ale one z kolei mogą wcale w przyszłości nie zależeć od Trumpa, a raczej będą zależeć od jego następcy, czyli nawet te dawane przez Trumpa obietnice są nie tylko mało konkretne, ale wcale nie są pewne, że zostaną spełnione, czyli wtedy okaże się, że ta cała wizyta Dudy w USA była całkowicie niepotrzebna, ale niestety znów opłacana naszymi podatkami,
Zresztą wielką niezgrabnością, a właściwie brakiem dyplomacji okazał się fakt, że przy okazji Trump wyraźnie pogardliwie oceniał dotychczasowy pobyt wojsk amerykańskich w Niemczech, (a jeżeli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze) i niestety postawił tą wypowiedzią naszego prezydenta w dosyć niezręcznej sytuacji, jako że przez to właśnie w pewnym sensie wystawiony został na próbę nasz sojusz z Niemcami, które przecież są ważną częścią Unii Europejskiej, do której przecież należymy.
Wiem, rozumiem, że dyplomacja nie jest sprawą prostą, ale niestety prezydent powinien miarkować w uwydatnianiu swoich politycznych sympatii i nie można wasalskim ukłonem w jedną stronę niweczyć inne nasze ważne dla nas sojusze.
A poza tym nie jestem pewna, czy naszą Polskę stać na utrzymanie licznej grupy amerykańskich żołnierzy, wciąż nie jesteśmy bogatym krajem i mamy ważniejsze w tej chwili wydatki, a z tego co Trump zapowiedział, koszty, które mielibyśmy ponieść nie byłyby wcale małe .
Oczywiście PIS pieje z zachwytu nad tą wizytą, pewnie i taki przekaz w reżimowej telewizji przekażą, niech pisowski ciemny lud wie, jak wspaniałego mamy prezydenta. Ciemny lud to łyknie.
I na tym koniec co można o tej wiekopomnej wizycie Dudy u Trumpa można powiedzieć. To była zwyczajna kurtuazyjna wizyta, która nic nowego i dobrego Polsce nie przyniosła.
Ale będzie miał co Adrian wspominać i wnukom bajki o pięknym amerykańskim śnie opowiadać..
Dzisiaj czwartek, zostało niewiele czasu do namysłu, chociaż pewnie ci. którzy są już przekonani świetnie wiedzą na kogo głosować będą i nic nie jest w tej chwili w stanie zmienić ich politycznych opcji.
Najbardziej martwi mnie to, ze akurat w dniu wyborów, czyli w niedzielę, mają nastąpić te szalone skoki temperatury, a co za tym idzie i możliwość występowania burz, co może w pewny m sensie nieco pokrzyżować niektórym wyborcze plany.
Ale chociażby w strugach deszczu, w hukach i w błyskach piorunów ja na pewno do Lokalu Wyborczego dojdę.
Miłego czwartku