MAGICZNA DATA 2 WRZEŚNIA

Ten dzień kojarzy mi się z dwoma zdarzeniami.
Pierwsza data jest dla mnie bardzo smutna, 2 września 1974 zmarł mój Kochany Tata.
Wiele razy wspominałam już o tym dniu, gdy mój świat runął w gruzach i dużo czasu potrzebowałam, aby go odbudować, ale i tak nie był to już ten świat, który dotąd znałam, beztroski i bezpieczny, bo mój Tata zawsze o wszystko umiał zadbać.
Ale musiałam się pozbierać, tym bardziej, że akurat poważnie zachorowała moja Siostra Ania i musiałam jakoś zaopiekować się jej nieletnimi dziećmi, Magdą i Marcinem. Różnie z tym bywało, bo nagle stawałam przed zadaniami dla mnie raczej mało wykonywalnymi, jak na przykład uszyć, oczywiście „na jutro” ozdobne pantofle dla Magdy do przedszkola, bo jakieś przedstawienie wymagało butów Księżniczki. Ba, ale jak to zrobić? Od zawsze miałam kłopoty z wszystkimi manualnymi czynnościami i sprawiało mi to zawsze wiele ambarasu.
Dobrze, że wtedy u nas akurat zamieszkała pani Ala, która z tego kłopotu mnie wyzwoliła i na drugi dzień prawdziwa Księżniczka Magda w przedszkolu zagościła.
Wiele było jeszcze po drodze kłopotów, ale na szczęście moja siostra powróciła do zdrowia i mogła już sama zająć się swoimi dziećmi.
A tak się Tata o mnie martwił, jak ja sobie sama w życiu poradzę. Musiałam, bo On zabrał się na ten drugi, lepszy świat, a mnie tu pozostawił z wieloma kłopotami, które musiałam rozwiązywać.
Mogę tylko powiedzieć : Tato, wypełniłam wszystkie zadania, do których mnie wcześniej przygotowywałeś.

Druga odsłona tego dnia pod tytułem 2 wrzesień to moja przeprowadzka ze starego mieszkania na „swoje”
No nie tak do końca swoje, bo to jednak jest mieszkanie wynajmowane, ale wreszcie musiałam zamieszkać całkiem sama, bez rodziny, jak było dotychczas.
No cóż, też trzeba było jakoś się ogarnąć i całkiem na dobre mi to wyszło.
Dzisiaj mija właśnie 5 lat na tym moim już całkiem nie nowym mieszkaniu i bardzo się ciesze, że tu mieszkam, mam ciszę, spokój od wielu gości, którzy licznie tamto mieszkanie odwiedzali.
Nie mam zasadniczo żadnych zastrzeżeń do gościny, ale w umiarkowanej formie, tu przynajmniej zawsze z góry wiem, kiedy i o której mnie ktoś odwiedzi, nie mam żadnych „nalotów”, bo czasami mogłabym być postawiona w niekomfortowej sytuacji, np miałabym rozgrzebane łóżko, w którym akurat spałam.
No i oczywiście mam swój ukochany Park, który lubię odwiedzać, pozaprzyjaźniany sklep, w którym robię zakupy i w którym już mnie świetnie rozpoznają ( nie, nie dlatego, że robię tam jakieś burdy, jestem zawsze grzeczna, uśmiechnięta i tak personel sklepu mnie też traktuje) i swój ulubione, zaprzyjaźnione stoisko z jarzynami i owocami .
Tak więc wszelakie obawy, którymi mną targały 5 lat temu były niepotrzebne, jest po prostu doskonale i po raz któryś powtarzam, że uwielbiam to swoje mieszkanie.
Co prawda wolałabym, żeby było one całkowicie moje, bo na pewno wtedy zamontowałabym inne ogrzewanie (a to jednak bywa moim kłopotem), ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma.
Nie jestem już przynajmniej na etacie ubogiej krewnej przy rodzinie i całkiem dobrze mi z ta samotnością jest, bo robię to co lubię i wtedy, kiedy mam na to ochotę, nie muszę uważać, czy aby komuś nie przeszkadzam.
Wszystko ma swoje plusy i minusy, może komuś może się wydawać, że samotność jednak może być dokuczliwa, ale wszystko można ogarnąć, gdy ma się do tego dobre nastawienie, wystarczy tylko tak zagospodarować swój czas, by nie było w nim czasu na nudę.

Jednym słowem mogę powiedzieć, że 2 września 2021 roku jest dla mnie całkiem szczęśliwe, czego i Wam życzę.