Moje wczorajsze parkowe wariacje

Pomimo, że moja wczorajsza kondycja była nieco słabsza, niż poprzedniego dnia, nie zaniechałam ćwiczeń, a gdy przyszła pani Kasia, razem poszłyśmy ćwiczyć schody, schodki przed domem i przyznam, że idzie mi to coraz lepiej, chociaż te dwa niewielkie schodki przed domem troszkę zamieszania w mojej głowie czynią, jeszcze całkowicie nie opanowałam przed nimi mojego strachu.

No a potem oczywiście udałyśmy się do Parku, z zastrzeżeniem pani Kasi, że gdy się źle poczuję wracamy do domu. Od razu po tych słowach nabrałam wigoru i wyruszyłyśmy w drogę.
Oczywiście najpierw odwiedziłam swój ulubiony klomb, przy którym, siedząc na ławeczce przeprowadzałam ongiś z V.I.P -em wiele ciekawych rozmów.

Chwilę odpoczęłam i nabrałam ochoty do dalszej wędrówki.
Musiałam przecież sprawdzić, czy w moim Parku zamieszkały już kaczuszki

Nie było ich wiele, ale pewnie reszta pochowała się na wysepce, która otoczona jest jakąś taśmą, widać jakiś remont tam przeprowadzają.
Ale oczywiście nie mogłam nieuwiocznić Kaczuszek na moich zdjęciach.

Gdy leżałam w szpitalu, a zwłaszcza już w Kwitnącej, gdzie miałam zdecydowanie lepszą kondycję, umysłową też, często myślałam o swoim Ukochanym Parku no i zastanawiałam się, czy Kaczuszki już tam znów zamieszkały, nie mogłam się doczekać chwili, aż to wszystko na własne oczy zobaczę.
Po następnym krótkim odpoczynku poszłyśmy dalej i moim oczom ukazała się piękna, kwietna polana.
Kwiaty białe, czerwone pięknie kontrastowały z pełną, silną zielenią drzew i rosnących krzewów

Tak więc wczorajszy dzień zaliczam do bardzo udanego i szczęśliwego dnia. Co prawda pogoda była nieco kapryśna, było raczej pochmurno, chociaż były momenty, że słonko nieśmiało zza chmur się pokazywało, najważniejsze, że nie padał deszcz i było w sumie dosyć ciepło, dzięki temu mogłam obejść cały Park dookoła.
Nawet pani Kasia była zdziwiona, że właściwie pierwszy raz po długiej nieobecności wybrałam się na tak długi dystans,
Pewnie, że byłam lekko zmęczona, bo do spacerów wg zaleceń używam dwóch kul (pewnie nieprędko z nich będę mogła całkowicie zrezygnować, może po dłuższym czasie się od nich odzwyczaję, bo nie będą mi już potrzebne. Na razie w terenie chodzę o dwóch kulach (w domu z jedną a na małych dystansach próbuje iść bez kuli, ale zawsze mam coś pod ręką do podparcia), bo tak dla mnie narazie jest bezpieczniej. Co ciekawe, gdy szłam po Parku nawet ta lewa noga mnie nie bolała, widać się też rozruszała i pragnęla takich cwiczeń, siadałam na ławce po dodze tylko dlatego, że jednak nieco byłam fizycznie zmęczona i bałam się, żebym nadmiernie nie nadwyrężała obu dolnych kończyn – taka psychiczna, pooperacyjna asekuracja. Ale jednak znów udało mi się pokonać te dwa schodki i schody (chociaż byłam nieco zaniepokojona, czy dam radę), dopiero wieczorem zaczęłam odczuwać ból w tej nieoperowanej nodze, ale od czego są środki przeciwbólowe? Za to jak dziecko zaraz po 9 wieczór zasnęłam i spałam jak suseł do białego rana.
Wiem, że moja rehabilitacja przeszłaby o wiele skuteczniej, gdyby nie wplątała się w nią ta moja lewa noga, ból niestety przeszkadza, ale tę niby zdrową, a jednak chorą nogę muszę też ćwiczyć, by zapobiec nieszczęściu, czyli złamaniu szyjki kości udowej, podobniej, jak poprzedniej nogi – zdaję sobie sprawę z takiej możliwości, bo niestety wciąż mam bardzo niski poziom wapnia (chociaż łykam odpowiednie tabletki), a przy osteoporozie nawet najmniejszy, pozornie nieszkodliwy uraz może skonczyć się złamaniem – ach ten PESEL !!!!! 🙂
Nie jestem w tej chwili gotowa na następną operację, muszę jeszcze przegnać demony z poprzedniej operacji i nabrać sił, wtedy ewentualnie mogę myśleć, czy się mam na nia zdecydować, o ile nie stanie się tak jak poprzednio, czyli o ile nie złamię tej szyjki i będzie wtedy konieczna natychmiastowa operacja – nawet nie chcę o tym myśleć. Fakt, że w porównaniu z innymi miałam wielkiego pecha, że się wszystko do mnie przyczepiało (COVID, bakteria gronkowca w operowanej nodze i w związku z nią wiele kroplówek z antybiotykiem, a potem też bakteria jelitowa, znów antybiotykiem, tym razem w postaci picia leczona- to wszystko plus oczywiście nieuregulowany cukier komplikowało moje ozdrowienie. Wcale nie znaczy to, że tak musi być następnym razem, bo normalie pacjent po takiej operacji jest 3-4 dni rehabilitowany i wypisywany do domu, u mnie było jednak niestety wszystko na opak.
Ale już nie chcę wracać do tego co było, ważne jest to, co jest teraz i ważne są nowe cele, które przed sobą rozwijam.
Przez sobotę i niedzielę pewnie nie pójdę do Parku, bo jednak nie mogę narazie iść tam bez jakiejkolwiek opieki, ale w poniedziałek przyjdzie p. Kasia i znów będziemy Park zwiedzać To jest bardzo ważne, że ona tam jest ze mną, bo nie dość, że mnie ochrania, to jeszcze koryguje pewne błędy, które przy chodzeniu i przy siedzeniu na ławce robię, zwraca uwagę na moją całkowitą postawę (nie wolno się krzywić, schylać plecy do przodu ,robiąc garba, bo do tego wciąż mam tendencję, czy nawet zwraca uwagę na stawianie stóp przy chodzeniu, czy siedzeniu – stopy zawsze muszą być do siebie ustawione równolegle, a ja mam tendencję do uciekania stopami w bok. Ważny jest ten sposób oddychania, spokojny i głęboki, żeby opanowywać ewentualne zmęczenie, a ono niestety wciąż u mnie występuje.
Tak wię jej obecność będzie mi na pewno przez jakiś czas potrzebna.
Pozostają mi więc ćwiczenia w domu z piłkami i z taśmami, a także i bez tych przyrządów.
Zwracam głownie uwagę na wstawanie bez pomocy krzesła – takie ćwiczenie robię około 20 – 30 razy, tym samym umacniam mięśnie pośladków i ud. Roboty wiec przede mną sporo, a spacerpo Parku jest tylko przyjemnością, nagrodą za dobre ćwiczenia.

Jak pisałam, pogoda jest niezbyt wiosenna, podobno od przyszłego tygodnia ( a dokładnie od jego połowy) ma znów powócić słonko i ciepełko, a kwiaty dopiero wtedy wybujają w górę. Jakoś na razie nigdzie nie dojrzałam bzu, symbolu wiosny, zawsze o tej porze pięknie kwitnie i ten fioletowy i ten biały.

Życzę jedanak bardzo przyjemnego i spokojnego weekendu i wspaniałego humoru na te dwa dni prawdziwego odpoczynku.
Zaczaruję deszcz, by sobie nie padał w dzień (może ewentualnie pokropić w nocy) i burze, by nas nie straszyły – odpoczywajcie wesoło.
Reklama