okazało się, że to była bardzo fajna niedziela

Najpierw z wizytą wczoraj przyszli Magda i Jacek. Magda przyniosła mi wspaniałe leczo, które rano własnoręcznie robiła – mówię Wam, niebo w gębie i gęba w niebie, potrawa nie tłusta,smaczne,mięciutkie jarzynki, wspaniała konnsystencja, w dodatku fantastycznie przysmaczona odpowiednimi przyprawami. Miałam część przeznaczoną na wczorajszą kolację, no i resztę na dzisiejszą kolację.
Wybieraliśmy się właśnie do Parku, gdy przyszedł z kolei Ksawery i wszyscy razem poszliśmy do Parku, gdzie na Placu Zabaw „urzędowała” już Zelda i Diana, a potem jeszcze dołączył do nas Jaś (rówieśnik Zeldy) ze swoim Tatą Jędrkiem , kolegą od dziecinnych lat Ksawra. Zabawa dzieci była przednia, zresztą na placu była spora ilość dzieciaków, które wspinały się po drabinkach, zjeżdżały po zjeżdzalniach, chodziły po ruchomych drabinkach, rozportartych pomiędzy dwoma wieżami, jednym słowem, prawdziwe szaleństwo. Oczywiście największą popularnością cieszyła się woda lecąca z dużego kranu, w której dzieci z przyjemnościa się taplały, obok leżał piasek – to była taka mini plaża, można więc było robić babki z piasku.
Chyba siedzielibyśmy nieco dłużej, gdyby nagle nie postraszył nas deszcz, który zaczął z nieba kapać, a ponieważ nieco zachmurzyło się, baliśmy się, że zaraz spadnie sążnisty deszcz. Oczywiście musieliśmy się szybko zbierać, bo ja na tych dwóch kulawych nogach nie prędko bym do domu doszła suchą nogą. Oczywiście to były strachy na lachy, bo zanim doszliśmy do domu deszczyk przestał nas straszyć i nawet wyszło słonko. Magda z Jackiem wrócili do domu (byli na rowerach), też potrzebowali trochę czasu na dojazd, a reszta ferajny, czyli Zelda, Jasiu, Diana, Ksawer i tata Jasia – Jędrek wróciliśmy do domu, gdzie Diana podała ugotowaną w międzyczasie przepyszną zupę pomidorową.
Zelda była umówiona z Polą w cyrku, więc niestety musieli już iść (zresztą podobie i Jaś z tatą) i znów zostałam sama, ale szczęśliwa.
Byłam nieco zmęczona tą „wycieczką” – niby nie było to wcale daleko, ale zawsze jednak nie mam jeszcze takiej kondycji, by się nie zmęczyć. Chwilę odpoczęłam, potem ciut poćwiczyłam, ale nie za wiele, bo ta lewa noga jednak bardzo mnie bolała. Zauważyłam, że jeszcze rano i w południe jest OK, ale gdy przychodzi wieczór noga staje się męczliwa i bardzo dokucza, ledwo się na niej opieram.
Ale za to oglądnęłam sobie na Nefliksie czwartą część Kogla mogla, zatytuowaną „Koniec świata”
Jeszcze występowała w nim Katarzyna Łaniewska, która niedługo po nakręceniu tego odcinka umarła.
Muszę Wam się przyznać, że tak jak część pierwsza i druga część tego filmu bardzo mi się podobała, trzecia była dla mnie po prostu nudna, dlatego dość sceptycznie przystąpiłam do oglądania, ale czwarta część zdecydowanie znów była fajna, okraszona samymi filmowymi gwiazdami młodego pokolenia.
Po oglądnięciu potem w TVP Sanatorium Miłości, po lekkiej toalecie byłam zmęczona, więc położyłam się do łóżka i już, już miałam gasić światło, gdy nagle ktoś zastukał do moich drzwi, musiałam otworzyć drzwi, bo pukanie było coraz bardziej nachalne. No cóż, musiałam wstać, chociaż zastanawiałam się, kto to prawie o 23-ciej do mnie zagąda. Okazało się, że to kurier, który przyniósł sąsiadowi sushi, tylko, że sąsiada nie było w domu. Nie rozumiem, po co ktoś zmawia sobie jedzonko, skoro jest w domu nieobecny???? Przyznam, że kusiło mnie spróbować taką jedną rolkę, a co, jakaś nagroda za nocne najście przecież mi się należała, ale udało mi się poskromić łakomstwo, wróciłam do łóżka i spokojnie sobie usnęłam.
A dzisiaj wstał znów słoneczny dzionek, chociaż czasami zdarza się, że chmurki słonko na moment zasłonią. i robi się trochę ponuro, nieciekawie.
I bardzo dobrze, bo około 17 znów ma przyjść do mnie pani Kasia z Kwitnącej i znów pójdziemy sobie do Parku, o ile jednak deszcz nam nie przeszkodzi. Niby zapowiadają piękny i słoneczny cały dzionek, ale kto wie……
Życzę wspaniałego poniedziałku, tak wciąż jeszcze za ciepełkim tęsknimy, trzeba się nim nacieszyć do woli.
Reklama