tak sobie siedzę, myślę i wspominam…….

Oczywiście nie o szpitalu Narutowicza, bo chociaż mi tam pomogli i usprawnili moją nogę, ale o tym Szpitalu Rehabilitacyjnym „Kwitnąca”, mieszczacym się w Zagórzycach Dworskich, koło Michałowic, w pobliżu Krakowa. Ale w tym Ośrodku leczy się wiele osób nie tylko z Krakowa i okolic, ale i z całej Polski, ale również przyjeżdzają tam na Rehabilitację osoby spoza Polski – ten Ośrodek ma zresztą bardzo dobrą renomę, bo bardzo dobrze opiekują się w nim nie tylko osobami po złamaniach, operacjch po bardzo ciężkich wypadkach, ale również i osoby, które wymagające stałą opiekę np. po wylewach, po zawałach, osoby dotknięte SM itp.
Spotkałam tam osoby będące na leczeniu rok, dwa, czy nawet trochę dłużej.

Kwitnąca to ośrodek medyczny, położony na obrzeżach Krakowa, w urokliwej i spokojnej miejscowości Zagórzyce Dworskie. Początkowo w tym miejscu zajdował się dwór, którego historia sięga drugiej połowy XV w. Po II wojnie światowej obiekt został adoptowany na potrzeby szkoł, a sierpniu 2018 powstał tam Ośrodek Opiekuńczo – Rehabilitacyjny.
Budynek umieszczony jest w ślicznym Parku, otoczonym drzewami i liczną zielenią, wokoło rozłożyły sie wygodne do chodzenia alejki, z licznymi ławeczkami, gdzie od wiosny do października można chodzić na spacerki, zresztą gdy jest słonce i ciepło, znaczna część zajęć przeniesiona jest właśnie na alejki, tam można przeprowadzać o wiele dłuższe spacery, niż na i tak długim korytarzu. W czasie chłodniejszych i „mokrych” dni, a więc i porą zimową w budynku jest piękny ogród zimowy, skąd można podziwiać wspaniałe widoki na park. Tam też odbywaja sie zajęcia terapeutyczne dla osób niepełnorawnych, ale również na parterze, niedaleko sali ćwiczeń znajduje sie świetlica, gdzie na wózkach zwożone są osoby niechodzące, nimi tam opiekują się dwie panie specjalistki od Terapii Zajęciowych. Tam każdy chory może poczęstowany zostać kawą, czy herbatą, często do tego podawane są chrupki, drobne herbatniki, czy owoce Oczywiście tam zawsze około 10 sympatyczne panie z kuchni przynoszą drugie śniadanie, np ciasto drożdżowe, galaretki, jogurty, czasem i pieczone jabłko.
Zajęcia takie są bardzo ciekawe, sama nieraz brałam w nich udział Włączone są zajęcia manuale, np tworzenie kwiatków, kurek, zajączków, laleczek, czy okazocjonalnie panie malują bańki, robią palmy, czy ubierają choinki, wszystko to jest potem pieczołowicie chowane w wiekich szafach tam umieszczonych. Każda będąca na takich zajęciach osoba jest wciągana do wspólnej pracy, nikt nie może się lenić, czy nudzić, w takim przypadku pani prowadząca zajęcia podchodzi do takiej osoby i stara sie zachęcać do wspólnej zabawy. Jednak bywają osoby, które niezbyt chętnie współpracują z innymi, (zamknięte w sobie) oni dostają malowanki (takie dla dzieci) i kredki i sami sobie malują np. kwiatki. Prócz tego pani czyta różne ciekawostki dotyczace świąt i innych polskch zwyczajów, rozwiązuje się tam zagadki, krzyżówki, oczywiście nie jakieś bardzo trudne, oraz panie włączają niektóre zabawy np. z kulką wełny, kto taką kulkę dostaje musi jakoś nawiązać kontakt z kimś z towarzystwa.
Tak więc na pewno wszyscy są zadowoleni, no i zmuszani niejako do myślenia, do zabawy, do działania w grupie.
O 13- stej panie przywożą obiad ( a wszystkie posiłki są pyszne, urozmaicone i zdrowe), więc wszyscy przenoszą sie do położonej obok jadalni, gdzie pełnosprawni sami mogą taki obiad zjeść, ale osoby, które sobie nie radzą z łyżką, z widelcem czy nożem są po prostu karmione przez Panie terapeutki, zresztą do pomocy schodzą wtedy opiekunki z piętrer i też pomagają. Część kuracjuszy je posiłki we własnym pokoju, tam tez panie opiekunki pomagają w ich spożywaniu.
Zajęcia na dole trwają mniej więcej do 15- 15, 30, potem zjawiają się opiekunki, które przewożą chorych na górę, na sale chorych i tam nimi się dalej opiekują. Zarówno lekarze jak i pielęgniarki i opiekunki są bardzo serdeczne dla chorych, nigdy na nich sie nie gniewają, nie łają ich, wręcz przeciwnie, starają się pomagać.
Oczywiście najbardziej zaawansowane w opiece nad chorym są opiekunki , zawsze uśmiechnięte, mimo, że niektórzy pacjenci są naprawdę bardzo wielkim utrudnieniem do pracy, nie dość, że trzeba je myć, przewijać, bywają bardzo nerwowi, np rzucają pampersami, przeklinają itp. Ale to jakoś wcale nie przeraża pani opiekunki, są zawsze na każde wezwanie.
Rano przeprowadzają one toaletę i przebierają pacjenta w nowe, czyste rzeczy (ale o czystą bieliznę i ubrania naogół dba rodzina) popołudniu też sprawdzają, czy wszystko jest w porządku, czy ktoś leżący nie potrzebuje przewijania. Po południu około 16 podawany jest podwieczorek, posiłek wieczorny podawany jest o 17 00, potem, około 17-17 30 po wieczonerj toalecie i wymianie ubrania na nocny strój zakładają pampersy i układaja do snu, oczywiściście nie wszystkich, ci w miarę sprawni robią to pod ich kontrolą, a kto nie chce spać, może oglądnąć telewizję (w każdym pokoju jest telewizor). Potem panie Opiekunki idą do domów, a opiekę obejmują pielęgniarki.
Bardzo zwracana jest tam uwaga na higienę, szczególnie na występujące u osób leżących odleżyny, czy odparzenia, zawsze pacjent i w tym kierunku jest zaopiekowany.
A teraz coś z mojej „działki”, bo nie mogę pominąć samego procesu rehabilitacji, która przeprowadzana jest na bardzo wysokim, fachowym poziomie. Jak wspominaam, na parterze jest sala ćwiczeń z najnowocześniejszym sprzętem rehabilitacyjnym, ćwiczącym wszystkie mięśnie, najpierw (jak w moim przypadku) przeprowadzane jest wstawanie z fotela przy drabinkach (ćwiczenie mięśni nóg), co wcale po zabiegu nie jest łatwym procesem i ćwiczenia na leżankach mięśni rąk, ud, podudzi, rąk, potem jest nauka chodzenia na chodziku (zresztą jest kilka rodzajów takich chodzików, dobieranych przez panie fizjoterapeutki w zależności od możliwości pacjenta), potem jest nauka chodzenia najpierw o 2 kulach, (najpierw w pełnej opiece rehabilitanta), potem nauka chodzenia o jednej kuli, a na końcu chodzenia bez kuli- co już jest dosyć ciężkie, szczególnie, gdy ktoś ma uszkodzoną, tak jak ja, jeszcze drugą nogę) No i na końcu chyba najtrudniejsze ćwiczenie – chodzenie po schodach w górę i w dół, czego wielu pacjentów się obawia – ja sama pierwszy raz na schodach popadłam w histerię, potem już poszło lepiej.
Każdy chory ma swojego stałego opiekuna, w moim przypadku była to p. Kasia), zresztą drugą panią, która ze mną ćwiczyła była p. Weronika (obie wspaniałe, bardzo miłe i widać, że dobro pacjenta jest dla nich jest bardzo ważne, wykazywały się wielką wyrozumiałością, każde nienależycie wykonane ćwiczenie bardzo delikatnie, bez złości korygowały, ale również potrafiły i pochwalić pacjenta, co dodawało choremu tylko chęci do dalszej „walki”
Zresztą również czasami ćwiczyłam i z innymi fizjoterapeutkami i każda z nich byla bardzo podobna w działaniu.
Osoby, ktore zdecydowanie nie mogą chodzić ani o balkoniku, ani o kulach są przez panią terapeutkę wożone po długim korytarzu na wózkach. Chodzi o to, by pacjent nie zaległ w łożku, był poddany jakiemuś ruchowi, inaczej mięśnie się zastaną i już nigdy nie będą chciały pracować, powodując przy tym często wwystępujące zapalenia płuc, mogące doprowadzić nawet do zgonu, czy spowodować odleżymy, które są bolesne i bardzo ciężkie do wylecznia.
Jak widać z mojego opisu, opieka w Klinice Rehabilitacyjnej „Kwitnąca” jest naprawdę wspaniale prowadzona i to we wszystkich możliwych kierunkach.
A dlaczego Klinika ma taką nazwę? po pierwsze dlatego, ze mieści się przy ul. Kwitnącej, a poza tym naprawdę wszystko w około tam cudnie kwitnie, co cieszy oko i duszę i pozytywnie działa na proces leczenia. Gdyby ktoś potrzebował dla kogoś bliskiego dobrej Kliniki, polecam właśnie Kwitnącą umieszczoną w Zagórzycach Dworskich. Służę ewentualnie kontaktem, zresztą można tę Klinikę odnaleźć w Googlach, wpisując słowo Kwitnąca – tam jest zresztąwiele odnośników w różnych językach.
Ale się rozpisałam dzisiaj, ale czułam, że muszę sie z Wami podzielić swoją relacją stamtąd, bo naprawdę zasługują na reklamę.
Jeszcze trochę żyję tym Ośrodkiem, chociaż jutro już minie 2 tygodnie, jak jestem w domu.
Ale często myślę sobie, jest godzina ta i ta, co oni tam teraz robią?
A ponieważ jest godzina 13 i w Kwitnacej jest obiad, tak więc i ja do kuchni idę, by podgrzać sobie zupę.
Dzisiaj popoludniu przychodzi pani Kasia i znów idziemy do Parku, ale trochę się obawiam, co z tego wyniknie, bo straszą nas opadami.
Do jutra 🙂

Reklama