Wyobraźcie sobie, że zadzwonili do mnie z Telekomunikacji Polskiej.
Niesamowite, nareszcie po miesiącu ( nie licząc już moich interwencji) łaskawie się odezwali
i….. kazali jeszcze do czwartku rano poczekać, aż moje sprawy się zarchiwizują.
Nie wiem, czy ze szczęscia mam podskakiwać, czy może krzyczeć ?????
Najdziwniejsze to jest to, że nikt w tej całej telefonicznej biurokracji nie zauważył,
że 21 grudnia zeszłego roku dokonałam formalnie cesji, zrzekła się nr telefonu moja siostra a
ja podpisałam z nimi umowę.
Ale nic to, może do końca roku jakoś do tego też sie dokopią….
Póki co ,internet i tak mam, więc się zdziwią, jak im za neostradę podziękuję
( przynajmniej na rok, a co potem się zobaczy).
Można powiedzieć jednym słowm, że jest to najwolniejsza i najbardziej denerwująca instytucja,
z jaką udało mi się cokolwiek załatwiać.