ja pracuję…

No to miłego weekendu Kochani.

Ja niestety dzisiaj pracuję.

Oj, nie mam co znowu narzekać, czasami trzeba nawet sobotę poświęcić dla pracy.

A dzisiaj uczciwie będę pracowała, bo doktór od skolioz przyjeżdża – znów będę „fotogafowała”

Zresztą co innego miałabym dzisiaj robić?

Ważna Osoba pojechała sobie precz, nawet obiadku dzisiaj gotować nie muszę.

Okropnie bym się nudziła…….

Widać Tam z góry martwią się, abym nie za bardzo się rozleniwiła……

A już po godzinie 14 – stej…….tylko zakupy ( znowu te zakupy) i…….

dolce vita, będę sama, nikt mi spokoju nie zakłóci.

Przynajmniej mam taka nadzieję, że i JUlka, która ostatnio gości do domu sprowadza,

pod nieobecność matki, dzisiaj też sobie gdzieś pojedzie.

Młodzi nie są znów tak rażąco za głośni, ale siedzą do 3-4 rano – mają na to siłę.

Ot, młodość, myśmy też tacy kiedyś byli.

Tylko kiedy to było???

Teraz nie wyobrażam sobie nieprzespanej nocy,sen to zdrowie.

No to do popołudniowego odpoczynku

 

 

 

porównania

Wczoraj sprzątała u mnie pani Iwonka.

Nie, żebym miała jakieś uprzedzenia do ludzkiej pracy, w końcu żadna praca nie hańbi.

Pani Iwonka jest osobą około 40 lat, zwinną, uśmiechniętą i bardzo w swoim zawodzie

kompetentną

Ale nie o to mi akurat chodzi.

Czekałam na nią rano,niestety musiałam wyjść już do pracy, więc schodzę na dół i….

Pani Iwonka zajechała sobie pod dom  swoim samochodzikiem, a ja….

musiałam potuptać na tych swoich biednych, chorych nóżkach do autobusu.

Pewnie, istnieją taksówki, z której od czasu do czasu korzystam , szczególnie, gdy jest późno,

lub nie najlepiej się czuję,ale nie często,…nie zarobiłabym wtedy nawet na chleb, już nie

mówiąc o masełku do niego……

Fakt, gdy po pracy wróciłam do domu, Pani Iwonka jeszcze u mnie pracowała, jak pisałam,

jest bardzo dokładna i sprzątanie zajmuje jej około 9-10 godzin.

No ,ale są domy większe, tam spędza  na sprzątaniu więcej godzin, więc na samochód i nie

tylko śmiało zarobi,(od poniedziałku do piatku ma wszystkie dni zajęte).

Więc nie prawdą jest, ze zawód nie hańba, grunt, że pieniądze przynosi???

Zresztą samochód wśród młodych ludzi to teraz żaden rarytas.

Wystarczy rozejrzeć się po miejskim autobusie, kto  nim jeździ?

Na ogół studencka młodzież i ….. emeryci.

Reszta wiary wsiada w swój własny pojazd, co wcale nie mozna powiedzieć, że zawsze jest

rewelacyjne wygodnym środkiem lokomocji, przy ich nadmiarze, korkach i innych

przeciwnościach losowych.

Ale te są w końcu do pokonania,a przynajmniej można podjechać prawie do samego

wymarzonego celu.

Pomimo, że mam prawo jazdy , nie dane mi  posiadać własnego samochodu,

no, kiedyś miałam  malucha, ale to był okres tylko 2 miesięcy, samochód uległ

poważnemy wypadkowi ( bez mojego udziału na szczęście) i od tej pory popieram miejską

komunikację.

Ma to i swoje zalety zdrowotne, bo  jednak troszkę muszę zażyć przy tym spacerków, chociażby

do i od przystanku.

A że nóżki bolą?????

Trudno, zawsze jakaś cenę zapłacić trzeba.

Przedemną jeszcze dwa dni pracy: dzisiaj popołudniu i jutro rano.

Ale są szczęśliwcy, którzy  już dzisiaj,za kilka godzin  rozpoczynają weekend.

I tym osobom miłego, spokojnego i słonecznego weekendu zyczę.

 

 

 

 

 

 

zapracowana…

Oczywiście zapracowana jestem na plemionach.

Skaczę po tych trzech kontach i pomału dostaje obłędu.

Tu atakuj, tam atakuj, tu broń, ale w końcu mam już dosyc i idę spać.

A śpię ostatnio całkiem nieźle, niestety dzisiaj musiałam juz o 6stej rano wstawać,

bo dzisiaj pracuję rano.Istny przekładaniec, codziennie inaczej.

A dla polepszenia humoru malutki kawał z serii czarny humor.

Temat może drażliwy, ale kawał niezły,zwłaszcza dla pomysłowych kobiet i dla

mężczyzn, którzy myślą, że są mądrzejsi od kobiet :-):

 

Żył sobie pewien człowiek, który ciężko pracował przez całe swoje życie,

oszczędzał wszystkie swoje pieniądze, a przy tym był wielkim sknerą.
Krótko przed swoją śmiercią, powiedział do swojej żony:

„Kiedy umrę, chcę żebyś wszystkie moje pieniądze włożyła razem ze mną do trumny.

Chcę zabrać moje pieniądze ze sobą na drugi świat.”
Tak wiec zmusił swoją żonę, żeby mu obiecała, że spełni jego prośbę po jego śmierci.
No i zmarł.
Leżał w trumnie, jego żona siedziała obok ubrana na czarno, a obok niej siedziała jej przyjaciółka.

Po skończonej ceremonii, tuż przd zamknięciem trumny, żona powiedziała, żeby chwilkę zaczekać.

Podeszła do trumny i włożyła do niej małą metalową kasetkę, którą przyniosła ze sobą.
Wtedy jej przyjaciółka powiedziała:”Dziewczyno, wiem, że nie jesteś na tyle głupia,

żeby włożyć wszystkie te pieniądze razem z twoim mężem do trumny.”
Lojalna żona odpowiedziała:”Posłuchaj, jestem chrześcijanką, nie mogę cofnąć swojego słowa.

Obiecałam mężowi, że włożę pieniądze do trumny.”
Przyjaciółka zapytała zdziwiona:” Czy chcesz mi powiedzieć, że rzeczywiście włożyłaś wszystkie

pieniądze do trumny?”
„Oczywiście, że tak”, powiedziała żona, „zebrałam wszystkie pieniądze, wpłaciłam na swoje

konto i wypisałam mu czek.

Jeśli go zrealizuje, wtedy będzie mógł wydać wszystkie swoje pieniądze.”

 

Obietnica dotrzymana 🙂

I tak powinno być, zawsze danego słowa trzeba dotrzymać

Ważne jest tylko, w jaki sposób maksymalnie wykorzystać to z pożytkiem dla siebie 🙂

 

 

 

metoda na burzę

Opracowałam najlepszą pod słońcem metodę na burzę.

Gaszę światło, gaszę telewizor i oczywiście komputer, odwracam się tyłem do okna,

zakrywam uszy poduszką i  udaję, że mnie nie ma…śpię.

Żadna burza mi wtedy nie straszna.

Bo tak po prawdzie, przyznaję się bez bicia, okropnie się burzy boję.

No, może nie tak jak biedny Putek mojej siostry, który lata jak oszalały po wszystkich

pokojach i ziaje jak wawelksi smok, tylko tyle, że bez ognia na szczęście.

Nie ziaję, najwyżej pochrapuję przez sen ( też metoda na zagłuszenie grzmotów hihi).

Nareszcie pogoda nieco pofolgowała, chociaż nie przepadam za deszczem, szczególnie,

gdy nie mam porządnego parasola.

Ten mój jest nieco parasolem – inwalidą, wylatuje kołek i czasami czuję się, jakbym szła pod

liściem, a nie pod parasolką,

Oczywiście, gdy spada następny deszcz solennie sobie obiecuję, że kupię sobie nareszcie  porządną

parasolkę – nie taką za „dychę”, bo to są naogół jendorazówki, no czasami, na upartego,

dwa, trzy razy można ją użyć, potem juz nadaje się do wyrzucenia do śmieci.

Ale kto by tam pamiętał o kupnie parasolki, gdy za oknem świeci słońce???

I tak jakoś ten zakup odkładany jest do lamusa, dopóki następny deszcz nie

poleje.A że w drodze między domem a pracą  nie mam żadnego stosownego sklepu z wyżej

wymienionym sprzętem, nadal posługuję się moja parasolką – „liściem”.

Trzeba będzie jednak pomyśleć nad tym tematem poważnie.

Kiedyś co prawda na ławeczce koło windy w mojej kamienicy  ktoś zostawił fajną małą parasolkę,

była na wyciagnięcie ręki,ale moja wrodzona uczciwość nie pozwoliła mi jej zabrać.

Co prawda pomyślałam, że pewnie ktoś inny ją zachamęci, bo jak nie ja, to ktoś, ale…

Możliwe, że trafiła do prawowitego właściciela?? Kto wie…..

Dzisiaj środa – czyli środek tygodnia, tylko, że ja niestety w tym tygodniu nieco dłużej

popracuję sobie.

Nie dość, ze w piątek idę do pracy na popołudniu, to jeszcze będę pracowała również i w sobotę,

a kto wie, czy i nie w następną również.

Tak, że ten weekend niestety będzie bardzo króciutki.

Ale odbiję to sobie w sierpniu, na urlopie.

Tylko, gdzie tu jechać na te kilka dni?

Na razie żadnych fajnych pomysłów nie mam,zdaje się więc na ślepy los.

A na to mam nieco jeszcze czasu…..

A los czasm nie bywa całkiem ślepy.

Może ktoś ” z góry” mi pomoże……

Teraz jestem okropnie zajęta, bo nie dość, że opiekuję się swoim kontem na plemionach

( a muszę go pilnować, by nikt nie podebrał moich wiosek), to jeszcze mam pod opieką konto

Zbyszka i  konto ostrego.

Koniec świata.

Nuda na pewno mnie nie doścginie!!!!

 

przespałam popołudnie

Wczorajszy upał całkowicie mnie uśpił.

Wróciłam do domu koło 18 tak śpiąca, że nawet przez telefon nie miałam siłiy

rozmawiać ( przepraszam Magdusiu).

Już kiedyś pisałam, że do trolpików się nie nadaję…..

Fakt, upał w mieście jest okropnie męczący,to nie to co nad morzem, nad rzeczką,

czy pod gruszą.

A więc pospałam sobie od 18 do 22-giej, po czym wstałam, umyłam się,

chwilę pooglądałam TV  i….  poszłam spać.

Myślicie, że wstałam wypoczeta?

ale skąd, najchętniej bym sobie jeszcze pospała, ale do pracy trza iść.

Okropnie człowiek musi się namęczyć podczas tego życia.

 

tydzień w mieście

Wróciłam dzisiaj dopiero do domku.

Wczoraj obchodziłyśmy jeszcze z Magdą Jej urodzinki ( nie bój się Magda, nie napiszę które!!)

Piłyśmy pyszne winko i wspominałyśmy poprzednie urodziny, gdy moja siostra a Magdy mama jeszcze była z nami.

Mój Boże któż by sie wtedy spodziewał, że tak to sie skonczy???

Piszę szybko blog, bo zaraz maja mi zabrać prąd w domu ( cholewka od poniedziałku nieprzyjemności)

Przynajmniej tu kot nie lata mi po klawiaturze, hehe, ale zawsze to jakaś była atrakcja.

Chyba sie z panią kocicą troche zaprzyjaźniłam, ona co prawda ma pomieszanie ADHD i wscieklizny  psa,ale w sumie jest sympatyczna.

Łazi za cżłowiekiem zupełnie jak pies, niby rano śpi,a jak tylko zobaczyła, że jestem na nogach juz przy mnie była.

Młoda, to ją energia poprostu rozpiera.

Portem sie juz do pracy zbieram

Zaczyna sie nowy tydzień pracy.

Pozdrawiam tych co są na wakacjach!!!

Ostatni dzień pobytu na wsi

I dobrze.Wszystko kiedys musi sięe skończyć,

Jednak ja jestem……miastowa.

Co tu dużo mówić, najlepiej jest u siebie.

Zwłaszcza jak rodzinka wyjeżdza na wczasy.

Będę 3  tygodnie sama.

Cisza, spokój, nikt mnie nie będzie po nocy budzić,jak ostatnio.

Nikt mnie nie będzie dzwonkami prześladować.

Jednym słowem ..ELDORADO.

No i swoje łóżko najwygodniejsze jest pod słońcem.

Nie mogę powiedzieć, to u Magdy, na którym spałam też fajne łoże,

ale kot mnie nie bedzie drapał,komputer będzie lepiej”chodził”.

Jednym słowem wracam do normalności.

P.S.Nie wiem, czy komuś udałoby się przeczytać kocią epopeję,

on,a raczejona( to kotka) pisze przecież w kocim języku.

 

Fruwający kot

Czy kot może fruwać????

Tak, ten Magdy kot, mimo, że skrzydeł nie ma, fruwa doskonale.

Co chwilę widzę go w powietrzu,podczas polowania na muchy

Zostałam w Magdy domu z inwentarzem zwierzęcym: kot, pies,

już nie wspominając o muchach, które mnie tylko denerwują,

dzisiaj jakaś namolna i okropnie bzykajaca,

obudziła mnie o 6 rano, nie pozwoliła spać,

a to wredna mucha.

Honda to jamnik, rudy,ostrowłosy bardzo już stareński, więc czasem nie

dowidzi i na swojego szczeka.Wracałam wczoraj od szwagra ( a kiedyś mówiłam od

siostry),a ta ruda oczywiście mnie obszczekała, a potem jej głupio było.

Kot, który jest po prostu Kicią, jest młoda, zywa jak srebro i pełno go wszędzie.

Najwięcej lubi siedziec na klawiaturze, zwłaszcza jak coś sie na komputerze pisze,

dzisiaj już kilkakrotnie wyłączyłsa moją stronę i musiałam od początku pisać

Właśnie przed chwilą kota przepędziłam z klawiaturki, bo koniecznie chciał sie do blogu

dopisać.

Czterema łapami naraz

Pogoda śliczna a ja zostałam zaproszona na kawę,więc pędzę.

 

 

 

 

u

strugi deszczu

Obudziłam się w strugach deszczu i z  groźnymi pomrukami burzowymi.

Wyjrzałam przez balkon…..za oknem ściana deszczu.

Już zastanawiałam się, czy kajak mam kupować, żeby do pracy dzisiaj dojechać?

To nie jest  wcale śmieszne.

Te ostatnie anomalie pogodowe, te gwałtwone opady deszczu, podtapiające kolejne miasta…

Coraz bardziej widzę, że wizja konca świata  23 grudnia 2012 jest  całkiem możliwa…..

Właśnie istnienie na naszym dobrym świecie ma skonczyć się potopem.

Jak za czasów Noego wybrańcy do arki będą zabierani.

Ja się pewno i tak nie załapię, zbyt wiele miejsca bym zajęła.

No to po co mam rzucać palenie?

Do roku 2012 już nie daleko……..

Kupiłam wczoraj tabletki gardlox ( bez cukru), zjadłam już pół opakowania i…

Jakby ciut lepiej, dalej co prawda drapie w gardle i w nocy nieco kaszlałam,ale…..

Weekend będę spędzała w Modlnicy, będę pilnowła domu Magdy, która ,nomen omen,

wyjeżdża …na wieś hehe.

Dobrze, niech wyjedzie i nieco odpocznie, po wszystkich ostatnich przejściach jej się to należy.

Będę tam miała dostęp i do TV ( w dodatku mają Cyfrę) i do swojego ukochanego netu.

Pod warunkiem, że burza nie pokrzyżuja moich planów.

A burze w Modlnicy niestety często kończą sie wyłączeniem prądu i to na kilka dni nawet.

W sumie też weekend będę miała na wsi, tylko pod Krakowem.

Życzę miłego odpoczynku wszystkim.

P.S.Maciej, Twój słoik ciągle czeka na pieniązki…..może kiedys się doczeka!!!