A teraz to już wszystko wiadomo, no prawie wszystko, przynajmniej wiadomo czego
Jarek zazdrości Donaldowi, mianowicie tego cysarskiego życia.
Teraz ju też wiadomo, czemu tak często pod tym Pałacem urzęduje, domaga się tego, co się
mu należy, czyli cysorskiego pałacu,a tak już blisko, bliziutko był w jego zasięgu, nawet
dwukrotnie. A tu przyszedł najpierw hrabia i mu sprzed nosa pałac gwizdnął, a potem ten
chłystek Donek świsnął go z pałacu premierowskiego i jak tu żyć teraz?
Więc każdego 10 tego dnia miesiąca chodzi smutny pan prezes wraz z wierną mu
cysorską świtą doglądać tego pałacu, bo nóż widelec raz jeszcze jakiś zamach na ten
pałac uda mu się przeprowadzić??? Tylko jakoś do tej pory przynajmniej część społeczeństwa
tymi wędrówkami ludu pisowskiego była zainteresowana, lecz ostatnio nawet media straciły
w tej materii zainteresowanie i nawet słowa na temat owych kaczych tęsknot nie wspomina.
Niewdzięczność prawdziwa, zaiste.
Zresztą Pis wyraźnie ostatnio trzyma prezesa na krótkiej smyczy, żeby znów coś głupiego
nie palnął ( jakoś ostatnio długo coś pan prezes był niewidoczny) i słusznie, bo wczoraj udało
mu się jakoś z tej smyczy urwać i przebierając krótkimi nóżkami szybciutko pobiegł wprost
do dziennikarzy, żeby swoją następną mądrość życiową potomnym przekazać, no i jaki tego
był skutek???, ano znów strzelił łbem w płot, bo pomylił odtwórcę znanego kiedyś szlagieru
właśnie o cysorzu i jego klawym życiu. Chciał być dowcipny i chciał ośmieszyć premiera, a
tymczasem sam stał się obiektem śmieszności. Czyli klasyczny przykład : nie rób drugiemu, co
tobie nie miłe, panie prezesie. A po drugie gdy chce się koniecznie coś do mikrofonu
powiedzieć, trzeba dokładnie się do tego przygotować, żeby potem na durnia nie wyjść.
No chyba, że ktoś lubi robić z siebie durnia, ale wtedy stanowczo nie nadaje się taka osoba
na piastowanie wysokich państwowych stanowisk.
Znowu o polityce??. Czasami człowiek musi, inaczej się udusi, jak ongiś śpiewał Sthur.
Co prawda on nie wyrażał się tak o polityce, ale o śpiewaniu, ale teraz nastąpiła moja
własna interpretacja i już.
A poza tym mamy zimę, dziwne co? w styczniu zima? No niby zima, bo w Krakowie raczej na
pluchę wygląda, chociaż coś na kształt śniegu wczoraj spadło, za to stolica Tatr jak na stolicę
przystało przybrała się w zimową szatę ( pokazywali nawet jako ewenement), dobrze, bo
wnetki cepry zjeżdżać się tam będą na zimowe ferie i dutki góralom w kiesach przybędzie.
No to wstał nowy dzień, dla mnie niezbyt szczęśliwie się zaczął, już od 5.15 rano biegi
terenowe do WC urządzałam, nie wiem czy to zwyczajna niestrawność, czy znów ta grypa
żołądkowa, muszę się pozbierać jakoś, bo mam porejestrowanych pacjentów, a brzuch boli i
boli…… ech zawsze pod górkę