
Oczywiście Rodzinka, jak to Rodzinka, wypięła się na mnie i na wizytę Księdza też
i………wyjechała.
Fakt, już od pewnego czasu zaplanowany był ten wyjazd na narty , coroczny zresztą, ,a ta
impreza organizowana jest ( chyba) przez Koło Radiologów. Trudno więc im było się z niej
wycofać tylko dlatego, że przyjdzie do nas dzisiaj na ( z górą) 15 minut z wizytą osoba
duchowna. Przyjdzie, poświęci mieszkanie, chwilkę porozmawia i …pójdzie dalej, albowiem
nie mam zwyczaju częstowania kawą, herbatą, ciastami i czy nawet obiadem, tak jak
wielu wiernych robi. Najwyżej co, przygotuję kopertę z ofiarą na kościół.
Niestety pozostałam prawie że sama w tym przedsięwzięciu, ale wpadłam na doskonały
pomysł i w tym czasie będzie też w domu Ksawer, syn Moniki i będzie mi w takim razie raźniej.
Co prawda przyznam się bez bicia, że miałam takie pokusy zamknąć mieszkanie na 100
spustów, powyłączać TV i udawać, że mnie nie ma, ale…… potem pewnie miałabym
strasznego „moralniaka”,że postąpiłam nie godnie, nie zgodnie z rodzinną tradycją.
Tak więc koniec w końcu muszę się na tą wizytę duchowo przygotować, nie ma zmiłuj się.,
Tak więc jedni będą gościć inni będą na narciarskich stokach szaleć, ale tak jak patrzę na
informacje ze stoków, nie można powiedzieć, że śniegu tam pod dostatek, ale jak widać,
jeździć się da, dzięki zresztą dodatkowemu dośnieżaniu specjalnymi armatkami, ot
nowoczesność nawet tutaj wkroczyła szerokim łukiem: nie ma naturalnego śniegu? jest już
sztuczny śnieg, który praktycznie niczym od tego prawdziwego dla narciarzy się nie różni.
Koniec wymądrzania, idę ogarnąć trochę chałupę i…czekam na miłego Gościa.
P.S. a ja nigdy na nartach nie jeździłam, miałam i mam nadal lęk wysokości i gdy mnie uczono
tego sportu i tylko zaczynałam zjeżdżać ze stoku, siadałam na pupie i to już był koniec mojej
jazdy. Czy ja wiem, czy żałuję? Wolę zdecydowanie pływanie.


