Pytanie zasadnicze

 

Pytanie na niedzielę: co zrobić z tak pięknie zapowiadającym się świątecznym dniem?
Odpowiedź jest jedna, trzeba koniecznie wyjechać z Krakowa!
A gdzie? Wiadomo,  jedyny, możliwy kierunek to Modlnica. Tam odpocznę na świeżym powietrzu, z daleka od miastowego zgiełku.
I jak to dobrze, że mam tam zaprzyjaźniony, prawie drugi dom.
Życzę wszystkim wspaniałej niedzieli, a ja……znikam.

czy to Darka?

Trochę pewnie i podobna, przecież to jest jej prababcia Irena ( czyli moja Mamusia), gdy miała 12 lat.
Darka teraz też ma więcej niż 12 lat, ale coś w tej twarzy jest podobnego……
Proszę zwrócić uwagę na piękne, długie i ślicznie kręcone włosy Mamusi. Nie nikt jej ich nie kręcił, one same miały takie tendencje do loczków, jak pamiętamtak było aż do śmierci Mamusi, nawet gdzieś mamy schowany jeden lok-kosmyk jej włosów, które Tata zachował po jej śmierci jako relikwię.
Ale jako dziewczynka pewnie  miała kłopot z takimi włosami, trzeba było o nie bardzo dbać, codziennie rozczesywać……

Ale popatrzcie, jak daleko dziedziczenie  cech działa, przecież Daria to już trzecie pokolenie, widać miała moja mamusia silne te swoje geny.

Dzisiaj sobota, miłego i ( chyba) słonecznego dnia życzę.

Miało być słońce……

Ten piękny kwiatek Eluni, to tylko  potwierdzenie dla  naszej super słonecznej pogody, która ma podobno dzisiaj nastąpić, podobno, bo na razie nic na słoneczny dzień nie wskazuje,ale czekamy….. Miało być słonko, ale go nie ma, wciąż nie ma……

Dzisiaj już piątek, pewno ten weekend  będzie bez zarzutu.

Jednak moje kosteczki  dały mi mylny obraz prognozy pogody, bo wczoraj ani jedna kropelka nie spadła z nieba, wiec nie rozumiem, skąd te reumatyczne bóle  przedwczoraj mnie męczyły?
Na szczęście kolanko mi już wczoraj ” odpuściło” i przestało boleć, a to dzięki  rozgrzewającej maści końskiej, którą mi dała Monika. Co prawda nie rozumiem skąd taka nazwa tej maści, bo bynajmniej z koniem nie ma ona nic wspólnego, za to pełna jest wszelakiego rodzaju ziół, które pozwalają uśmierzyć ból. Miała ta maść  podobno „rozpalić do białości i piec ” jak cholera”, nic takiego się nie działo ( na szczęście), ale za to na pewno pomogła, bo rano i przez cały dzień kolanko mi już nie dokuczało. A to jest przecież najważniejsze.
Dzisiaj nadal nie dokucza, więc spokojnie do pracy mogę sobie iść.Tylko muszę bardziej uważać, żebym, podobnie jak wczoraj na panów nie ” polowała”, bo taki „słodki ciężar” gdy nastąpi na nogę pana ( nawet najbardziej przystojnego) raczej w owym osobniku nie wzbudzi wybuchu radości i miłości, ale  wywoła wręcz oburzenie. Ale takie są właśnie skutki podróżowania autobusem miejskim.
Biedny pan do dzisiaj pewno stopę leczy, ale fakt przepraszałam go za ta niedogodność kilkakrotnie, w końcu musiałam przestać przepraszać i wysiąść z tego pojazdu, dopiero odetchnęłam.
To była chyba jedna wczorajsza przygoda, Reszta już szła swoją normalną drogą.
Serdecznie wszystkim miłego piątku, czyli weekendu początku życzę.

nie mogę inaczej

 

 

Dostałam wczoraj od Uli wspomnieniowy wiersz ze spotkania w” Utraconym Raju” w Krakowie czatusiów z Polchatu, z pokoju 50+. Spotkanie odbyło się już pewien czas temu, 5 lipca 2007r
Czy mogłam się oprzeć, żeby tego wiersza dzisiaj nie zamieścić? nie nie mogłam.
Mogę jeszcze tylko dodać słowa piosenki ” To były piękne dni, niezapomniane dni”
Już nie raz wspominałam o tym spotkaniu, pozwólcie raz jeszcze, że raz jeszcze to wspomnienie widziane oczami naszego kolegi Pana Kawusi przytoczę..

 

Kraków oszalał i pęka z radości,
  Tylu zjechało tu znakomitości ,
  Spis aż się roi od nicków znanych ,
  Mamy tu wszystkich gości kochanych.
 
  Jest i z pyrlandii rodem „agrafka”
  Jest jej mamuśka też z tego miasta ,
  Jest „kornelka”co kiedyś z Krakowa ,
  A teraz Poznań ma reprezentować !
 
  Jest i „słonko”, jest ” free”z wa-wki ,
  Co miodzio spija z pięknej karafki ,
  I „muchomorek”co zwie się „bimborek” ,
  No i „szajbusik”przyjechał rowerem.
 
  Rozsiadły się panie jak to w zwyczaju ,
  Bywa w krakowskim ” Utraconym raju”
  „Samotna” z „kilimką” gwarzą z lewa ,
  A „kawusia” z butelki szampana polewa ,
 
  „Mikra” cichutko w kąciku siedzi ,
  Obok niej jeszcze inni sąsiedzi ,
  „Jacekb” i „repcio” się bystro uwija ,
  „arethcie” za panami kręci się szyja,
 
  I wreszcie sama E….Prezesowa,
  Oj ! nie określą ją żadne słowa,
  Chodzi po sali jak duszek żwawy,
  Kochany opiekun czatu i zabawy.
 
  Ilu tu jeszcze by trzeba wymienić?
  Każdego wychwalać i dobrze wycenić,
  Co by nie urazić szanownych gości,
  I w mieście centusiów ich syto ugościć.
 
  Więc bawcie się miło drodzy czatusie ,
  Wszystkie wy babcie , dziadki i wnusie,
  Pijcie i bawcie się do zatracenia,
  A ja wam mówię: cześć .. do widzenia.

Jak swoiście brzmi to zakończenie  ” a ja wam mówię cześć, do widzenia”, tak jakby autor przewidział, że już te czasy nigdy nie powrócą, że Jego z nami  już niedługo nie będzie….
Bo to była zabawa na naprawdę wysokim poziomie, same panie nas obsługujący stwierdziły, że nawet się nie spodziewały, że osoby w wieku 50 lat z plusem tak świetnie potrafią się bawić, były nie tylko tańce, ale zagadki, wiersze, konkursy, śpiewy, energia wprost z nas emanowała na tyle, że zabawa nie skończyła się w „Raju Utraconym” , a po północy przeniosła się do ogródka kawiarnianego na rynku Głównym.
Ech te czasy raz jeszcze i dzisiaj wspominam, mimo, że nie ma już wśród nas ani Mikry, ani Pana Kawusi….
Nasz Raj został naprawdę utracony, szkoda, wspaniałe  wspomnienia pozostają w pamięci i przynoszą uśmiech na twarz i chwilę nostalgii……

Zawsze takie wspomnienia są przyjemniejsze od wczorajszego mojego  politycznego wpisu, na razie znów z polityce dam chwilę wytchnienia, bo za dużo wczoraj się działo, bym mogła to dzisiaj mogła ogarnąć, potrzebuje chwilę oddechu i dystansu do tych ostatnich dwóch dni.
Stąd ten dzisiejszy mój nieco relaksowy wpis.

Od wczoraj niesamowicie boli mnie lewe kolano, ledwo na niego staję, chyba zrobił mi się znów jakiś stan zapalny w tymże stawie i będę musiała przez kilka dni uważać na to jak chodzę no i czekać cierpliwie, aż spawa się sama wykończy. w najgorszym razie będę musiała w poniedziałek odwiedzić miłego pana doktora chirurga, aby mi jakąś blokadę wykonał. Fakt, bardzo dawno już go nie odwiedzałam, więc najwyższa pora trochę się mu ponarzucać. Ale spokojnie, może jednak samo przejdzie???? Jak to „coś” weszło do kolana, to jest szansa, że i samo wyjdzie,  nieprawdaż? Monika dała mi końską maść, wczoraj dwa razy nią natarłam kolano,( wieczorem miałam trudności z wejściem do brodzika przez to moje  bolące kolanko, dzisiaj już wskoczyłam do niego bez większego trudu), dzisiaj rano jeden raz i …..do poniedziałku jakby co, jakoś chyba wytrzymam, mniej, zdecydowanie mniej boli.

Wczoraj wieczorem miałam  niespodziewaną wizytę mojego siostrzeńca Maćka i jego córki Darki. Oczywiście o moim biednym kolanku tylko napomknęłam, ale nad  tym tematem się nie rozpływałam, coby gości nie przestraszyć, rzadko przychodzą, a ja tu tylko o chorobach, trzeba fason było trzymać, co nie?
Tak więc porozmawialiśmy o tym i o owym i było miło. Okazało się, że moje modły zostały na szczęście wysłuchane i Darka egzaminu na prawo jazdy na motocykl nie zdała, odetchnęłam z ulgą. Wystarczy, że o Maćka jeżdżącego na tym diabelskim sprzęcie się martwię. Tak, tak, motor jest to chyba pojazd wymyślony przez samego diabła, co z tego, że kierowca motocykla jest ostrożny, skoro niestety nie zawsze jest tak z pozostałymi użytkownikami drogi, a w spotkaniu auto – motocykl kierowca tego drugiego pojazdu  ma jednak  dużo mniejsze szanse na wyjście bez szwanku.
Ale lepiej nie zapeszać.

Dzisiaj wstał całkiem pogodny dzionek, od samego ranka słoneczko wesoło już świeci na niebie, chyba jednak tym razem prognozę wygrają nie moje kości, ale fachowi prezenterzy, którzy nawet upały  pod koniec tygodnia odważyli się nam wieszczyć.

No to miłego czwartku życzę.

Wuj SAM i wolność

I znów mamy dzisiaj ten magiczny dzień, środę, który jest pomostem pomiędzy Krakowem i Poznaniem. Ulu Kochana, pozdrawiam Ci serdecznie w ten dzień nadziei i radości.  Pan Kawusia na pewno wpisu ze swoim wierszem do mojego blogu by dokonał z okazji tego odświętnego dla nas dnia, szkoda, że się dzisiaj takiego wiersza nie doczekam. Tak, Pan Kawusia był prawdziwym Patriotą, bardzo mi go tutaj w blogu brakuje, zwłaszcza dzisiaj, gdy możemy obchodzić święto  dwudziestu pięciu naszej wolności.
Raz jeszcze Cię całuję posyłając Ci wszystkie promyczki słoneczne, które od rana rozjaśniają niebo nad Krakowem.

Wczoraj był bardzo doniosły dzień dla Polaków, mianowicie przyjechał ze Stanów Wielki WUJ SAM , czyli prezydent Obama i sypnął ( przynajmniej obiecał, że sypnie)) miliardem dolarów na bezpieczeństwo nasze i innych państw nam pokrewnym i sąsiadującym. A jak to się potem na realia obróci????, bo obiecać przecież
łatwo .
Cieszył się tą wizytą nasz prezydent Komorowski i nasz premier Tusk, którzy łask uściśnięcia wielkiej, opiekuńczej ręki doznali, przypuszczam, że w tym samym czasie, gdy wszyscy wielcy politycy objadali się  samymi smakołykami w Pałacu Prezydenckim na wieczornym spotkaniu i wznosili toasty za pomyślność, jeden z byłych polskich  premierów siedział w swoim wygodnym fotelu i palce z zazdrości i złości obgryzał (??), że to  jego ta przysługująca mu z Niebios  oczywista oczywistość  grania pierwszych skrzypiec w spotkaniu z  Wujem SAMEM ominęła, a oczywiście wszystko to jest wina…… no zgadnijcie kogo?
Znów jestem przekorna, moja jedna z  koleżanek, która ten blog ( jednak!) odwiedza, znów będzie mi stronniczość i złośliwość zarzucać. Jej prawo, ja myślę tak, a ona inaczej i kto jej i mi zabroni?

Ale dla Polaków dzisiejszy dzień jest szczególny i bardzo ważny.

4 czerwca 1989 roku pokonaliśmy komunizm. Odzyskaliśmy wolność.
A co to oznacza?, mianowicie to, że mieszkamy w wolnej i demokratycznej Polsce, która niestety może nie wszystkim się podoba, ale malkontentów zawsze i wszędzie jest pełno. Jest jeszcze trochę osób, mówiących „Komuno wróć”, bo wspominają te czasy jako dobro dawane im za darmo, zapominając, że nic za darmo w życiu  dostać nie można, zawsze jest ktoś, kto za to zapłacić musi, manna z nieba tylko raz w historii świata spadała i to w dodatku nie u nas w Polsce. Pewno, że ten nasz ustrój nie jest jednakowo sprawiedliwy dla wszystkich, osoby chore i mniej zaradne nie potrafią sobie w nowej rzeczywistości poradzić, stąd  tyle zgorzknienia wśród ludzi, szczególnie tych, którzy pracy nie potrafią, lub nie mogą  sobie znaleźć i nie mogą zapewnić dobrego bytu sobie i swojej rodzinie.  Ale takie niestety są koszty tych zmian, które niektórzy muszą ponosić. Gdyby tak dobrze się rozejrzeć, to każdy ustrój miał swoje i dobre i złe strony, w każdej byli i ci bogaci i ci biedni, a nawet skrajnie biedni. Ale zawsze jest nadzieja, że pomału idziemy ku lepszemu. Mamy za sobą dopiero 25 lat prób i błędów, to w porównaniu z tym co Polska przeżywała wcześniej, a więc i czas wojny, a potem czas dziwnego zniewolenia, to  nie jest długo. Ale potrafiliśmy podnieść się z kolan, podnieść wysoko czoło i szukać nowych dróg.
Przyczyniliśmy się też do bardzo szybkich zmian zachodzących nie tylko u nas w Polsce, ale i innych państw Europy Środkowej, którzy śmiało kroczyli przetartymi przez nas ścieżkami i też wykorzystali swoje szanse, może raz lepiej, raz gorzej, ale też próbowali zmieniać rzeczywistość, podobnie jak my.
Bardzo przeszkodził nam wszystkim i Polsce i naszym krajom ościennym nagle spadający jako miecz Damoklesa kryzys, który pomieszał wszystkim szyki, trzeba było wiele rzeczy  zmieniać i zaczynać od nowa, jeszcze nadal liżemy kryzysowe rany.
Dużym osiągnięciem było wstąpienie Polski najpierw do NATO, które ma zapewnić nam bezpieczeństwo militarne, a potem do Unii Europejskiej, która pozwala nam  na bezpieczeństwo gospodarcze. I tu też znajdziemy wiele maruderów, którym Unia Europejska się nie podoba, bo uważają ją za symbol zniewolenia, ale równocześnie ci sami ludzie tak chętnie ręce wyciągają po unijne dotacje….. Polacy zawsze byli i są  pełni sprzeczności.
Ale nikt  nie może zaprzeczyć, że Polska robi nam się coraz piękniejsza, coraz bardziej kolorowa i zbliżona do innych europejskich krajów. Pewno nam jeszcze trochę do tego brakuje, ale już pomału leczymy się z kompleksów bycia w ogonie Europy. I gdy wreszcie wszyscy zabierzemy się za robotę i przestaniemy marudzić, że wszystko jest beznadziejne, gdy wszyscy na tyle się zjednoczą, że potrafią wykrzesać z siebie tą radość i optymizm, na pewno w Polsce będzie jeszcze lepiej. Tu wszelkie nadzieje położyć można w naszej młodzieży, która na razie chętnie wyjeżdża za granice, by szukać dla siebie i rodziny lepsze warunki bytu, ale kiedyś może zrozumieją, że to oni właśnie ponoszą wielką odpowiedzialność za przyszłość naszej Ojczyzny. Może to są wielkie słowa pełne patosu, ale taka jest prawda, trzeba kiedyś na tyle  dorosnąć, by spełnić testament naszych przodków i zachować , a nie  roztrwonić ich dziedzictwo.

Pamiętam, gdy raz podczas stanu wojennego uciekając przed jadącymi  zomowskimi  wozami skryłam się w jakiejś bramie i czekając na możliwość bezpiecznego opuszczenia mojej kryjówki ułożyłam solidarnościową  piosenkę o smutnej, rzeczywistości stanu wojennego, a refren tej piosenki brzmiał: „teraz rządzi świata marność, lecz zwycięży Solidarność, zapanuje praworządność, spokój, ład ” I te słowa przypomniałam sobie właśnie podczas tych  jakże ważnych wyborów 4 czerwca 1989r, gdy szłam do urny glosować i potem, gdy okazało się, że to właśnie Solidarność zdecydowanie  zwyciężyła, czułam się jak Kasandra, której wypowiedziana, a właściwie wyśpiewana w tej bramie przepowiednia właśnie się spełniła. Miałam łzy w oczach, pewien wyraz niedowierzania i uśmiech, że jednak to wszystko właśnie kolo się mnie dzieje naprawdę. Takie jest moje właśnie wspomnienia z tego czerwcowego dnia.
I mimo, że idea tamtej Solidarności jest daleka od tej dzisiejszej, wiele z tamtego entuzjazmu i radości po drodze straciliśmy, jednak i tak zrobiliśmy wielki krok w przyszłość i szkoda by było to wszystko zmarnować.

„Młodości ty, ty nad poziomy wylatuj”, ale nie w sensie Mickiewiczowskiego romantyzmu, nie w ciągłym, rocznicowym  rozdrapywaniu  tragicznych ran naszej przeszłości, ale w  twórczym dziele naprawy tego, co nie jest jeszcze  poprawne, nie w podziałach politycznych, ale w  narodowej zgodzie. Może to jest jeszcze jedna moja kasandryczna wróżba? W tamtą kiedyś też nie wierzyłam, że się spełni, a jednak stała się prawdą, może i teraz……. może jednak i takich czasów  kiedyś doczekam…….
Mam nadzieję, że żadna wojna, żaden  inny straszliwy kataklizm nie będzie mógł tego dzisiejszego mego marzenia przerwać.
Za nami ćwierć wieku wielkich  zmian, ile czasu potrzebujemy, aby dojść do tej wyczekiwanej przez wszystkich granicy szczęśliwości?

Radosnego świętowania życzę

 

Ząb

 

Bolący ząb to straszna rzecz, o czym przekonała się nasza mała Mia. Akurat rodzice jej wyjechali na 3 dni, była pod opieką 2 cioć, dziadka i dodatkowo Ksawerego i Diany, ale nikt bez zgody rodziców nie mógł zdecydować o losie jej zęba. A tu wczoraj okazało się, że policzek Mii zdecydowanie spuchł, tak, że nawet z powodu dużego bólu zęba trzeba była ją wcześniej ze szkoły odebrać. No i zaczęło się, niestety Mia nie należy do dzieci, które bez protestu usiądą na dentystycznym fotelu. Rodzice telefonicznie wyrazili zgodę na wizytę u dentysty i ( biedny) dziadek tam ją zaprowadził. Nie wiem, kto większa gehennę przechodził, czy Mia, czy jej dziadek, który przez 2 godziny namawiał ją do otwarcia ust, no w końcu ząb został jakimś cudem wyrwany, a spocony z nerwów dziadek i spocona z nerwów i bólu Mia wrócili do domu. W sprawę została zaangażowana też przyjaciółka Moniki, która jest lekarzem i u której Mia spędziła noc po owej kaźni.
Mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończyło ( dziecka jeszcze nie ma w domu), a jedyną nagroda jest to, że dzisiaj Mia ma dzień wolny od szkoły.
Nie ma co jej krytykować, gdy przypomnę swoje „wygibasy” na dentystycznym fotelu, gdy byłam wieku podobnym do Mii…….wstyd bawet pisać, może ona ma to po mnie?????

Aż dziw, że cokolwiek udało mi się w szewski poniedziałek załatwić Otóż zadzwoniłam do  Cyfrowego Polsatu raz jeszcze w sprawie tego dekodera, tym razem trafiłam na bardzo profesjonalną  panią, która potraktowała moją rozmowę z wielką perfekcją i zaproponowała mi nowy dekoder za symboliczną złotówkę, z tym, że muszę podpisać nową umowę z Polsatem na 24 miesiące, właściwie na podobnych zasadach jak teraz.  Nowy dekoder miałam dostać w terminie do 27 czerwca, a  okazało się,że ten dekoder przywiozą mi już, dzisiaj. Cud jakiś, czy co? ( nie chwal dnia przed zachodem Ewusiu !)

Za to nie udało mi się załatwić sprawy z Tauronem, przysłali mi nowa fakturę, która do dziś miałam opłacić, ale przecież w miesiącu maju wystawili mi już 2 faktury, ta była trzecią Okazuje się, że w „ogólnym” Tauronie mam nadwyżkę ponad 400 zł, a w tzw dystrybucji mam zapłacić 300 zł i nijak nie da się tego załatwić. Co prawda kolejne 3 panie odsyłały mnie telefonicznie kolejno do następnego działu i gdy już miałam finalizować sprawę telefon złośliwie mi się wyłączył.
Zatelefonowałam raz jeszcze i tym razem trafiłam na jakiegoś pana ” urzedola”, który mnie przekonywał, że jednak muszę zapłacić tą fakturę raz jeszcze, a z tamtej wycofać ewentualnie pieniądze, bo to jest całkiem inny dział i nie da się nic zmienić, bo takie są przepisy…..ple, ple, ple.
Nie wytrzymałam, rzuciłam telefonem ( prawie, że o ziemię ze złości) i postanowiłam dać sobie kilkudniowy dystans od tej sprawy.
Nie rozumiem tylko jednego, dlaczego różni  pracownicy mają całkiem inne podejście do załatwianej sprawy, jedni chcą pomóc, inni rzucają kłody pod nogi. Przecież to ta sama ciągle firma, w której mam swoje konto, więc jaka to trudność przelać moje  pieniądze  z jednego działu do drugiego, szczególnie, że wciąż jest to to samo konto.

No dobra, przestaję już o tym myśleć, a ponieważ dzisiaj pogoda jest deszczowo – ponura, dla poprawienia humoru dodaję dzisiaj do wpisu śliczny i słoneczny
kwiatuszek Elusi, życząc wszystkim miłego dnia.

1 czerwca to…………

 TRADYCYJNY   D Z I E Ń   D Z I E C K A

 

 

Z tej okazji wszystkim Dzieciom i tym malutkim, tym średnim i całkiem dużym życzę szczęśliwego i radosnego dnia.
Już od wczoraj trwa wiele ciekawych imprez dla dzieciaczków ( i dla całkiem dorosłych też). Wczoraj wieczorem nad Krakowem szalały Smoki Wawelskie, nad Wisłą, opodal Wawelu odbyła się wielka plenerowa smocza zabawa zakończona pokazem sztucznych ogni. Ich piękne, rozpryskujące się kolorowe iskierki zaglądały do mojego okna, dochodził też i do mnie odgłos wypuszczanych fajerwerków.
Dzisiaj też imprez będzie co niemiara, jak to dobrze, że dzisiaj jest niedziela, dzień wolny od pracy i rodzice nareszcie będą mieli czas dla swoich pociech.

No to nie przynudzam więcej, coby świątecznego dnia nie psuć.
Aha, wszystkie demony dna przedwczorajszego pognałam precz ( przynajmniej na jakiś czas)  i za Andrzejem Grabowskim od rana sobie śpiewam: ” ja wam mówię jest dobrze, jest dobrze, ale nie najgorzej jest”. Co prawda gorzały nie piłam, a cycate anioły  piwa mi nie przynoszą ( jak jest w tekście), ale ogólnie mówiąc jest dobrze!

Miłej niedzieli wszystkim  Małym i Dużym