II-ga miesięcznica

Dwa miesiące temu, 14 kwietnia leżałam sobie na sali operacyjnej i o świecie w około nie wiedziałam. No oczywiście dopóki mnie nie wybudzona i „maltretowano” a to siedzeniem, a to spacerkami. Ciągle tylko słyszałam proszę nie spać a ja właśnie o tym najbardziej marzyłam.
Ale na szczęście ten „zły” przeminął niczym zły sen i dzisiaj jestem wesoła, szczęśliwa i o 20 kilogramów lżejsza.

Wczoraj rano pojechałam sobie do Modlnicy i całe szczęście, bo  było okropnie gorąco, a w Krakowie aż duszno. Temperatura przekroczyła aż 32 stopnie. Nareszcie było mi gorąco, bo do tej pory tylko ciągle marzłam. Zdrzemnęłam się troszkę na kanapie na tarasie i obudziłam się zlana potem, musiałam  ściągnąć bluzkę i siedzieć bez, nie dało się inaczej wytrzymać.
Mówię Wam, jak pięknie jest teraz w ogrodzie Magdy. Najpiękniej rozkwitły róże, nawet te kupione 2 miesiące temu, ale najpiękniejsza jest żółta róża, którą Magda dostała ode mnie rok temu na urodziny.


Prawda, że śliczna? A na tym krzaczku jest sporo takich pięknych róż.
W ogóle bardzo obficie krzaczki obrodziły w róże, z wyjątkiem tego białego na kiju, który na razie ma tylko małe pączki. Ale jeszcze kilka dni i one pięknie się rozwiną. A jak pięknie te śliczne róże pachną, gdy się nad nimi nachylałam, by je sfotografować słodki zapach mile łechtał moje nozdrza.
A tak w ogóle wszędzie wokoło jest kolorowo i cudownie, aż miło teraz na tarasie posiedzieć sobie i pomarzyć troszkę.
O czym? ano o wygranej w Lotka, tym razem nic nie wygrałam, ba nawet ani w normalnym Lotku, ani w Plusie szóstka nie padła. Ale może następnym razem??????? To oznacza tylko tyle, że znów powiększy się pula kumulacji……
Ale ile osób jest chętnych do trafienia takich szczęśliwych numerów…….
Ale teoretycznie to mogę być ja, czemu nie, ale co przyniesie praktyka?

Dzisiaj zapowiada się też śliczny i słoneczny dzień, chociaż podobno z ciut mniejszą temperaturą. Byłam już przed szóstą rano na tarasie, obserwowałam, jak budzi się słoneczko, a nieco chłodnawy jeszcze poranny wiaterek owiewał moje plecy. I pewnie na tym tarasie spędzę też, podobnie jak wczoraj miły dzień, a potem będę musiała tylko żałować, że znów muszę w te zadymione mury Krakowa powracać. Już jutro rano nie będę miała niestety możliwości wyjścia na taras i pełną piersią napawać się wspaniałym, świeżym oddechem, już moje oczy nie będą mogły podziwiać piękna wspaniałych wokoło kwiatów, zacznie się normalny, pracowity tydzień. I tylko znów będę oczekiwać dnia, gdy będę mogła ponownie odwiedzić gościnną Modlnicę.
Ale nie chcę tego dnia stracić na moich smutnych przemyśleniach, więc cieszę się, że przede mną znów piękna, letnia pora i te wspaniałe chwile.
Życzę wszystkim dzisiaj samych takich wspaniałych letnich (chociaż to wciąż jeszcze wiosna) uniesień