jeszcze o Mii – Dorotce z Krainy OZ

 

Jeżeli napiszę, że Mia była wspaniała, wręcz rewelacyjna, to pewno będziecie podejrzewać mnie o stronnictwo.
Ale tak właśnie było, Mia grała swoją rolę wprost rewelacyjnie.
Sama potem zresztą mi powiedziała, Ciociu, ani razu nie pomyliłam się, a przecież jej  bardzo długi tekst był mówiony przez cały czas przedstawienia.
Ale nie tylko o to chodzi. Mia była bardzo rozluźniona, swobodna i miało się cały czas wrażenie, że ona naprawdę jest tą Dorotką.
Tańczyła, śpiewała i solo i z zespołem, a przede wszystkim bardzo pewnym głosem wyrażała swoje kwestie.
Skąd w niej było tyle werwy? Wiem, jest jeszcze bardzo młoda, pewnie i stąd energię czerpie, ale również i można powiedzieć, że wynika to z jej profesjonalnego podejścia do swojej roli, ona w nią się do końca wczuwała.
Jestem nią po prostu zachwycona, myślę, że śmiało mogłaby swoją aktorską karierę w niedalekiej przyszłości kontynuować.
Tylko do tego Mia jest zwyczajną dziewczynką, która też chce chodzić na urodzinowe party do koleżanek ( np odbywały się one w sobotę, gdy Mia musiała iść akurat na prawie całe popołudnie na próby), też chce wyjeżdżać z rodziną na weekendy,  czy mieć chociaż spokojną sobotę.
Wcale się jej nie dziwię, jednak aktorstwo to bardzo ciężki kawałek chleba, a już szczególnie dla jedenastoletniej dziewczynki to pasmo wyrzeczeń, gdy najpiękniejsze dziecinne lata trwają.
Występ naszej Mii był kręcony przez TVP, więc na pewno będzie też wpuszczony do emisji, albo chociaż w You Tubie, wtedy na pewno w swoim blogu zamieszczę odpowiedni link, chciałabym, żeby wszyscy mogli talent naszej Mii podziwiać.
Na mój zachwyt również zasługuje rola psa Toto, którego grała koleżanka Mii. Co prawda pies nic nie mówił, ale szczekał, piszczał i cały czas na tych swoich czerech łapach, czyli na kolanach jeździł za Dorotką, była bardzo przekonywująca i wspaniała w swojej psiej postaci. Tylko cały czas współczułam jej, że te jej małe kolanka musiały ją pod koniec spektaklu bardzo boleć.
Inne postacie też wspaniale grały swoje role, to były nie tylko dzieci i młodzież, ale również i profesjonalni aktorzy z teatru Muzycznego.

A z innych rzeczy: wczoraj ubrana byłam w to moje śliczne, białe spodium i z przykrością stwierdziłam, że moje spodnie właściwie nadają się już do zwężenia, po prostu ich pasek spadał mi na biodra. Z jednej strony to hurra!!!, a z drugiej……….coraz bardziej nie mam się w co ubierać, wszystko zaczyna na mnie wygląda jak namiot.
A propos, wczoraj czekając na spektakl rozmawiałam z bardzo, ale to bardzo tęgą młodą dziewczyną (miała śliczną buźkę) i trochę zagadnęłam ją na temat bariatrycznej operacji. Okazało się, że ma już termin operacji tam gdzie i ja ją miałam na wrzesień tego roku, a wcześniej termin na badania przygotowawcze w tej samej klinice, w której też robiłam te badania. Była zadowolona, że ją o to zagadnęłam, bo jednak trochę obiekcji miała, ale ucieszyły ją moje słowa otuchy i nadziei na poprawę życia. Sama wiem, jak bardzo zbawiennie takie słowa działają, gdy człowiek niby się już zdecyduje, ale jeszcze ma wątpliwości. Może mój głos zaważy w jej decyzji?

Ponieważ wczoraj zaraz po przestawieniu musiałam jechać na Żabiniec, więc zdecydowałam się zjeść obiad w restauracji obok mojej pracy.
Po raz pierwszy, od czasu mojej operacji. WOW, obiad to za dużo powiedziane, zdecydowałam się na krem chrzanowy z grzanką. Nie powiem, pyszne było i całkiem wystarczające, Po południu zjadłam jeszcze tylko kilka truskawek, a wieczorem pomidorka. Ale i tak po tej grzance zastanawiałam się, czy nie przesadziłam, okazuje się, że mój cukier znów pokazał dzisiaj rano całkiem normalny poziom cukru, czyli 5,2 ( poniżej 100 mg)
Tak po prawdzie, to nie jem w ogóle pieczywa, więc taka grzanka raz na jakiś czas nie mogła mi za bardzo zaszkodzić.

Dzisiaj czwartek, czekam więc na obiecaną ekipę remontową i……
Pogoda za oknem słoneczna, chociaż jak na razie jeszcze jest dosyć chłodno, ok 15 stopnie, może potem nieco pociepleje powietrze nam troszkę?
Niestety weekend zapowiadają zimny, deszczowy i burzowy, Szkoda.

Dobrego dnia

.