Wpis na pierwszą niedzielę lata

 

 

Dzisiaj mamy pierwszy dzień lata, najdłuższy dzień roku, trwać będzie 16 godzin i 46 minut.
Od jutra już nam dnia niestety zacznie ubywać 😦

Dzisiaj rano zapowiadała się piękna, słoneczna niedziela. Wyszłam na taras tuż po godzinie szóstej, słoneczko pięknie sobie świeciło i było cieplutko i miło.
Niestety już pół godziny później niebo pokryło się chmurami, zrobiło się szaro i ponuro i nawet całkiem chłodno, tak więc z żalem musiałam wypić swoją poranną kawusię w pokoju, a nie, jak zawsze sobie marzyłam, na tarasie z widokiem na piękny różany ogród, otoczony blaskiem słonka. Szkoda.
Być może, że dzisiejszy dzień będzie podobny do wczorajszego, czyli trochę wiosny, trochę lata, z małą nutą jesieni. Słonko wczoraj było, a i owszem, ale raczej dopiero późnym popołudniem. A chłodny wiatr też nie pozwolił na dłuższe siedzenie na tarasie, o czym też marzyłam, będąc w Krakowie.
No cóż, może następnym razem?

Dzisiaj spędzę nieco samotnie tą niedzielę w Modlnicy, bo Jasiek ma dzisiaj występ – turniej taneczny,  aż w Gliwicach, on pojechał już wraz ze swoją kuzynką Manią  i całą grupą taneczną rano autobusem, a za trzy godziny do Gliwic, już na ten występ jadą Magda i Jacek, tak więc zostanę sama na gospodarstwie.
Proszę, jaką mam artystyczną młodzież w mojej rodzinie, najpierw Mia, która grała główną rolę w musicalu, teraz Jasiek, który będzie tańczył, pewnie również i solo i w grupie. Ciekawe, co im z tego artystycznego zacięcia pozostanie im na później.

Wczoraj w Krakowie odbyła się Międzynarodowa Wystawa Psów Rasowych, w której brała udział nasza Pepa. Dostała ocenę doskonałą i drugą lokatę, co uważam za sukces w początkach jej wystawowej kariery. Co prawda wolałabym, żeby zdobyła złoty a nie srebrny medal, ale….. jeszcze jest trochę czasu przed nią. Dzisiaj jest druga część psiej wystawy w Krakowie, tym razem Krajowa,  podobnie jak wczoraj będzie ją wystawiał Ksawer. Pewnie znów dostanie ocenę doskonałą, ale dzisiaj będzie już ocenia inny sędzia niż wczoraj, więc o lokacie na razie nie ma co mówić.
W każdym bądź razie trzeba będzie ją jeszcze raz wystawić, by mogła mieć potem potomstwo. Ale będzie fajnie, gdy takie małe kluseczki pokażą się u nas w domu, tylko potem żal jest z nimi się rozstać, sama pamiętam, ile łez wylałam za każdym wydanym szczenięciem Tiny, chociaż dobrze w domu narozrabiały. Ach, te wspomnienia, te piski, a potem prawie, że bokserski ring, bo zawsze znajdowało się jedno dominujące szczenię, które namawiało innych do walki „na śmierć i życie”, aby wszystkim pokazać, kto tu rządzi.
Ale kto wie, może jedno szczenię, mały buldożek, pozostanie jednak  u nas w domu na zawsze! Bo francuskie buldożki też są bardzo słodkie,to  taka trochę miniatura bokserów.

Życzę wszystkim chociaż przyjemnej, jak już nie może być całkiem słonecznej niedzieli.
Dzisiaj wieczorem wracam już niestety do Krakowa, koniec tego dobrego. A jutro do pracy, ale jeszcze przede mną bardzo długi dzień.