Znów koniec weekendu

 

A ten weekend był bardzo miły dla mnie, gdyż spędziłam go, jak już pisałam w Modlnicy. i razem z wielką gościnnością  Gospodarzy, również i pogoda była dla mnie bardzo łaskawa, więc prawie całe dnie spędzałam sobie na zewnątrz, oddychając świeżym powietrzem.
Jednak jest wielka różnica między miastem i wsią, o czym przekonałam się wieczór, gdy po powrocie do Krakowa wysiadłam pod domem z auta. Od razu poczułam się, jakby jakiś smok(g) usiadł mi na piersiach, nie było czym oddychać, a zaduch był taki, że od razu zakręciło mi się w głowie.
No proszę, jak łatwo w ciągu dwóch tylko dni odzwyczaić się od miasta. Wiem, że znów się do tego niezbyt sprzyjającego mi klimatu się przyzwyczaić, nie będę przecież miała innego wyjścia, ale……… na razie łato mi nie jest.
Dzisiaj zaczyna się dla mnie bardzo frapujący i stresujący mnie czas remontu mojej łazienki. Nawet przyszła mi do głowy taka myśl, żeby na te 3-4 dni przenieść się do jakiegoś niezbyt drogiego hostelu, abym mogła mieć łatwy dostęp do kąpieli, bo przecież, gdy rozwalą mi dokładnie podłogę w łazience,nie będę mogła tam nawet z moją miską do mycia wkroczyć, może być niebezpiecznie, np może się całkowicie zawalić podłogi i wyląduje nagle u sąsiadów, piętro niżej. Ale czekam na plany ekipy remontowej i wtedy będę mogła podjąć odpowiednie kroki. Jak na razie odpadła mi jeszcze jedna, przyznam najlepsza koncepcja, by przez te dni zamieszkać w Modlnicy, ale niestety przyjechał tam na kilka dni teść Magdy, który będzie wraz z Jackiem robić ogrodzenie wokoło domu, więc nie miałabym wtedy gdzie tam spać.
Cholewka, wszystko razem sprzysięgło się przeciwko mnie.
Na znajomych też jakoś liczyć nie mogę, więc…..ale na razie pozostawiam ten problem. Może nie będzie tak źle?, może nie tak długo ten remont będzie trwał?

Dzisiaj około czwartej nad ranem przeszła nad Krakowem olbrzymia burza. Pioruny waliły jeden za drugim, a od błyskawic zrobiła się całkiem jasno.
Jeden z tych piorunów uderzył gdzieś chyba w okolicy mojej kamienicy, bo to on właśnie mnie obudził, z wrażenia aż z pozycji poziomej natychmiast przyjęłam pozycję siedzącą. Poczekałam jeszcze troszkę, aż burza nieco ustanie i z ostatnimi jej dalekimi pomrukami spokojnie jeszcze sobie zasnęłam.
Obudził mnie całkiem deszczowy, acz dosyć ciągle jeszcze mimo opadów poranek. W głowie mi się kręci z tego zaduchu i dzisiaj chyba bez kawy nijak się nie obędzie.
Dzisiaj przyszła do mnie Renia, będziemy razem więc robić porządki, bo ja do pracy dopiero na popołudnie idę.
Byleby tylko znów jakaś burza nie napotkała mnie po drodze.
Podobno jaki poniedziałek, taki i cały tydzień, więc życzę wszystkim miłego poniedziałku.