Tak wygląda ostatnio moja codzienność: dzisiaj znów musiałam wziąć wolny dzień, bo dziewczyny idą odbierać świadectwa, a remont w łazience………..jeszcze nadal się nie skończył, ktoś musi więc w takiej sytuacji pozostać w domu.
Oczywiście podobno ma dzisiaj już się wszystko definitywnie zakończyć, ale to tylko podobno, bo takie same słowa „już dzisiaj koniec” słyszę od 3 dni, a ciągle im coś dziwnego się w łazience wydarza i w sumie końca robót nie widać.
Moja cierpliwość już się kończy, wczoraj zaczęłam warczeć, a dzisiaj to już chyba będę ze złości gryźć.
W dodatku w nocy co 2 godziny się budziłam, bo łapały mnie bardzo bolesne skurcze stóp, musiałam wstawać i chodzić po mieszkaniu.
Nawet zażywany o pierwszej w nocy magnez i Nimesil mi nie pomógł, Czyli znów mam następną noc do tyłu, a potem najbliżsi się dziwią , że dosypiam sobie w dzień. Dzisiaj rano aż dwa razy z wielkim zdziwieniem mierzyłam cukier, bo raz pokazała się wartość 4.6, niestety powtórny pomiar był taka sam, więc znaczy się, że cukier spadł mi poniżej normy, nawet glukometr pokazał mi wykrzyknik, który oznacza UWAGA!!!
Nie wiem, czy to ma jakieś powiązanie z tymi moimi skurczami, bo i poprzednia noc była fatalna, a ta jeszcze gorsza.
Jednym słowem : zachciało się starej babie odchudzać 🙂 No nie, oczywiście żartuję sobie w tej chwili, moim marzeniem była przecież mniejsza waga i oczywiście mniejszy poziom cukru, ale żeby aż tak mi spadł??? Jestem tym nieco zdziwiona i zaniepokojona.
Inna sprawa, że teraz popadam w jakieś dziwne stany omalże lękowe, zastanawiając się, czy to mogę zjeść, czy nie utyję.
Ale (mam nadzieję) do anoreksji mi jeszcze bardzo, bardzo daleko. Ale jedno jest pewne: normalnie, czyli tak jak kiedyś już jeść nie będę.
Za to mam mój przepis na nie tucząca, a sycącą śniadaniową sałatkę : 1 pomidor pokroić cieniutko, dodać pokrojone w plasterki truskawki ( tak, tak, truskawki), kawałek pokrojonego serka mozzarella, posypać zieloną cebulką i dodać na końcu kilka kropel oliwy i octu balsamicznego, oraz do smaku sól i pieprz. Smacznego.
A co w polityce? Oj sporo się wczoraj działo, bo sejm przegłosował wczoraj ustawę in vitro, wzbudzając tym niesamowity atak wściekłości nie tylko pisowców (bo to trochę wytrąci z rytmu ich biegi po władzę), ale przede wszystkim wielki sprzeciw kościoła i jemu przychylnym dziennikarzy,
Suchej nitki nie pozostawili na tych, którzy głosowali za ustawą, a sławny redaktor Terlikowski nawet odsyłał ich za to głosowanie pro, prosto do piekła.
Na szczęście pan Terlikowski na Sądzie Ostatecznym nie będzie rozdawał miejsc złej lub dobrej wieczności, tylko sam z pokorą stanie w ogonku i cierpliwie, acz pewno z niepokojem, będzie czekać na Boży werdykt.
Zresztą PIS tak okropnie nam się ostatnio rozbisurmanił, że już między sobą rozdają rządowe synekury, a jeszcze do końca wcale nic nie jest przesądzone.
Zastanawia mnie i pewnie nie tylko mnie, ich buta przy tych swoich rządowych ustawkach, oby nie zdziwili się, gdy demokracja jednak na końcu na nich postawi kropkę i obudzą się z ręką w nocniku. I oby tak było!!!!. Bo skoro teraz są tacy bezkrytycznie zadufani w sobie i swoich możliwościach, to co się będzie działo, gdy do tej władzy faktycznie się dorwą???? Strach pomyśleć. Ale czytając różne fora widzę, że sporo ludzi zaczyna widzieć niebezpieczeństwo, które na nas czyha, gdy jako partię rządzącą wybierzemy PIS. Wystarczy tylko pełna wyborcza mobilizacja, bo co innego jest pisanie na forum, a co innego realne oddanie głosu.
Dzisiaj piątek, więc oznacza to weekendu początek. Podobno zapowiada się w miarę ciepło, ale na pewno przyniesie odpoczynek po dobrze przepracowanym tygodniu. A dla mnie, mam nadzieję, będzie to odpoczynek od łazienkowych tarapatów, co daj Panie Boże. Amen.
Zatem życzę miłego piątku i i wspaniałego całego weekendu