wtorkowo

I co tu ciekawego pisać, skoro dopiero mamy wtorek.
Pogoda jest, jaka jest, czekamy z nią do weekendu.
W Polityce jak zwykle” czyli Elekt „szaleje” i  coraz bardziej wyraźnie pokazuje wszystkim, że będzie prezydentem jednej słusznej partii.
A to łapie w przelocie Hostię, a to śpiewa i tańczy do utworu Arki Noego „taki mały, taki duży może świętym być”, a to modli się na Jasnej Górze w dwa dni po wyborach, wszystko pod rozradowaną pisią publiczkę, nawet ostatnio zastanawiał się, czy nie zostać ojcem chrzestnym dzieci, które mu rodzice przyniosą. Jednym słowem koniec świata. Może nie świata, ale Polski, która miała być demokratyczna, a pomału staje się Katolandem, mimo, że Polska podpisała konkordat, który wyraźnie mówi o rozdzieleniu państwa od Kościoła. To znaczy ma być tak, by każdy Polak czuł się u siebie w domu, niestety to, co się ostatnio wyprawia wyraźnie pokazuje, że tylko Kościół ma prawo do samostanowienia o losie Polaków.
Nawet religia w szkole będzie miała dodatkowe godziny.
Ciekawe jak ma się łamanie podpisanego konkordatu do Konstytucji, która tak podobno elekt respektuje.
Rozumiem, jest wierzący, ale jego wiara jest jego osobistą sprawą, a nie hucpą na pokaz.
Nie ten wejdzie do Królestwa Niebieskiego, który woła Ojcze, Ojcze, ale ten, którego Bóg powoła za jego czyny.
Przy tym wszystkim ciekawe jest to, że we wszystkich kościelnych uroczystościach bierze udział solo, już żonka i córka do dekoracji nie jest mu potrzebna
Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść.
Jakoś Pierwsza Dama, Anna Komorowska zawsze współuczestniczyła w uroczystościach, stojąc tuż obok swojego męża.
Pewnie na przysiędze przyszła prezydentowa będzie, ale potem znów nie będzie zawracała sobie i swojemu mężowi głowy.
No to się nieco wywnętrzyłam i jest mi lżej na duszy, ale poczekam cierpliwie może krócej nawet niż te 5 lat (oby), aż będzie znów jakiś sensowny prezydent, a nie taki fircyk na pokaz.
Tylko jeszcze zastanawiam się, jak tak bardzo wierząca osoba, za jaką się podaje pan Duda może przyjmować Komunię świętą, skoro tak perfidnie, z pełną świadomością kłamie?
Jedno jego kłamstwo – obietnica już padła, poczekamy na inne.

 

Zresztą PIS tak ma, każdego 10-tego modlą się w kościele, przyjmują Komunię św, po czym wychodzą z kosami i dawajże pluć na przeciwników, rzucając na nich  i obelgi i przekleństwa. Całkiem po chrześcijańsku.
Biedny będzie ten Pan Bóg, gdy będzie każdemu musiał udowadniać, czemu dla nich niebo jest raz na zawsze zamknięte. Tam już kler im nie pomoże. Zresztą kler nie lepszy. Oni też wszystko na pokaz robią Teraz ma się odbyć konferencja biskupów, w której będą mówić o biedzie w Polsce. A czy wspomną przy okazji chociaż słowo o bogactwie i rozpasaniu polskich biskupów?

A propos kłamstw, Duda ostatnio powiedział, że przez ostatnie 8 lat Polacy mieszkali w domu z tektury, dopiero do władzy musi dojść PIS, by budować wszystko normalnie i oczywiście od nowa. Kiedyś nam już 3 miliony mieszkań obiecywali, pamiętacie?
Kto mieszka w domu z tektury??? – ręka do góry!!!
Oj Duda, centralne miejsce, tuż koło prezesa ci się w piekle już szykuje, już diabły ogień rozpalają……
Dosyć już, bo się za bardzo rozentuzjazmowałam, to trochę o czymś innym.
Ba, ale o czym? polityka była, pogoda też już dzisiaj była, chyba co raz nudny jest ten mój blog.
Ale chociażbym miała wchodzić tu tylko po to, by wklejać zdjęcia i tak będę wchodziła i już.
To może jeszcze na koniec wspomnę o tragedii na krakowskim kąpielisku, gdzie przy całym kąpiącym się tłumie osób nagle zniknął pod woda młody,25 letni chłopak. Straszne, czy nikt nie zauważył, że potrzebuje on pomocy?? Znieczulica, czy już na prawdę nikt będący obok nas już nie obchodzi?

Życzę dobrego dnia

Ale gorąco!

Ale  wczoraj było gorąco, nawet jeść się wcale nie chciało.
Więc wczoraj na obiad zrobiłam sobie lekką przekąskę : porwałam sałatę, pokroiłam pomidorka, dodałam troszkę oliwy, sól i pieprz i to mi wystarczyło za cały obiad. Dziwne, czyżbym nagle polubiła sałatę i pomidorki?, jeszcze niedawno ani na jedno, ani na drugie patrzeć nie mogłam, a wczoraj zajadałam to danie z wielkim apetytem.
Potem jeszcze popołudniu schrupałam jabłko, a na kolację zjadłam 2 plasterki białego twarogu z pomidorkiem i przyprawami. Konieczne są przyprawy, bo nadają ostrzejszy smak, a na taki właśnie mam ochotę, nie na cukier, ale właśnie na coś ostrzejszego, czyli  na sól i pieprz. Widać, że właśnie  tego mój organizm potrzebuje.
Nawet moje kiszeczki już się przystosowały do nowej diety i wcale, ale to wcale już się nie buntują. Czasami tylko burczą, ale wydaje mi się, że to jest powodem szybszego trawienia. Za to cukier dzisiaj miałam idealny……….. tylko 5.3 czyli poniżej setki. Nie ma to jak zielona sałata!!!
Ciekawe, za to ostatnio nie smakuje mi zupełnie ryba (kiedyś ją bardzo lubiłam), ani gotowana, ani wędzona. Jak to smaki potrafią się błyskawicznie zmieniać.
Wczoraj z powodu tego upału  lekko się popołudniu  zdrzemnęłam i śniło mi się, że uwodził mnie…………….  prezydent –  elekt, Andrzej Duda.
Że też takie okropne sny muszą do mnie przychodzić. Przyznam, odetchnęłam z ulgą, gdy się już przebudziłam z tego koszmaru. To na szczęście był tylko sen.

A dzisiaj pogoda jak na razie nijaka, niebo dosyć zachmurzone, chociaż słońce czasami  usiłuje się zza chmur nieco wychylić. No, ale jeszcze jest za wcześnie na jakieś pogodowe, pewne wieści, z tym, że to co sprawdziłam, temperatura dzisiaj ma być zdecydowanie niższa niż wczoraj. I dobrze, trochę odpoczynku od zaduchu zdecydowanie się przyda.
A zielona sałata i tak będzie smakować, bo widać, że przynosi efekty.
Ostatnio mój spadek wagi nieco spowolniał, co nie znaczy wcale, że przytyłam ( bo i po czym skoro nie jadam chleba, kluch, makaronów itp), ale albo waga stoi w miejscu, albo spada tylko o 1kilogram. To było do przewidzenia, że najwięcej chudnie się na początku, potem już idzie wszystko pomalutku. I to jest całkiem normalne zjawisko. A przecież nikt mnie nie pogania, nie mam nad sobą żadnego bata, jak na przykład niejedna aktorka, która musi ileś tam kilogramów schudnąć, by dostać rolę w filmie. Taki właśnie przypadek miała chociażby Anna Mucha, chociaż jest szczupłą kobietą, ale i tak kazali jej się odchudzić.
Czasami człowiek cieszy się, że nie jest na świeczniku, że nie jest tak strasznie brany pod lupę i ma swoją osobistość wyłącznie dla siebie.
Ale też, z drugiej strony taki „świecznik” ma i dobre strony, chociażby finansowe, już sama nie wiem, co jest lepsze. Można przecież i mieć niezłe pieniądze, gdy człowiek ma życiowe szczęście plus tak zwaną głowę na karku, ale czy na pewno tylko pieniądze w życiu się liczą???
Daję to wszystkim pod rozwagę życząc równocześnie nie tylko miłego poniedziałku, ale również i dobrego nowego tygodnia.
Wiadomość z ostatniej chwili (TVN-24) : Następny weekend ma być tak samo gorący, jak ten ostatni!

Idę więc kupować sałatę i pomidory 🙂

Dorotka

Przedstawiam Wam naszą „domową” Dorotkę z Krainy Oz, czyli Miję.
Wczoraj wróciła z próby bardzo zmęczona, ale i szczęśliwa.
I o to chodzi, bo przecież dziecko ma być szczęśliwe.
Mia chodzi do Szkoły Muzycznej, więc ma wielkie muzyczne predyspozycje.
Okazuje się, że nie tylko muzyczne (słuch ma prawie doskonały), ale i teatralne, przecież już występowała w kilku reklamach i miała epizodyczne role w kilku filmach. Epizodyczne, ale jednak zauważalne. Ciekawa jaka ją przyszłość czeka? Czy pójdzie w tym kierunku? Jak na razie, branie udziału we wszystkich takich performansach jest dla niej wspaniałą zabawą, a co dalej?
Ja nie chodziłam do Szkoły Muzycznej, ale do zwyczajnej podstawówki i też brałam udział w różnych przedstawieniach, wystawianych nawet w dwóch krakowskich teatrach (nasza szkoła podpisywała z nimi umowę na wynajem sceny teatralne i nawet  na prawdziwe garderoby), miałam nawet dwie role solowe, raz byłam kurą, która wracała z targu i po przechwałkach innej kokoszki, której nie do końca podobało się moje menu, ja odśpiewywałam jej „Kudkudak, a ja owszem, a ja tak”.
Drugim razem (chyba rok później) byłam Jankiem – pastuszkiem i śpiewałam solówkę ” A za lasem wołki moje za lasem”
Boże, kiedy to było? Miałam wtedy akurat tyle lat, ile obecnie ma Mia. No i żadna artystka ze mnie nie wyrosła, Wtedy też nie było  przeprowadzanych żadnych castingów do reklam telewizyjnych (reklam?, jakich reklam? wtedy ich w ogóle nie było), ani do filmów. Co najwyżej do filmów zatrudniali wtedy dzieci partyjnych prominentów, jak np bracia Kaczyńscy, którzy zagrali w filmie „o dwóch takich, co ukradli księżyc”, czy brali też do ról dzieci artystów, aktorów, czy aktorek. Zwyczajne dzieci takich szans nie miały.
Castingi przyszły dopiero z latami (przynajmniej u nas w Polsce) i sporo małych dzieci, którzy brali udział w tamtych czasowych filmach już powyrastało na prawdziwych aktorów, niektóre gdzieś po drodze się zwyczajnie  zawieruszyły lub pozmieniały swoje życiowe preferencje.
Trzymam mocno kciuki za „moją Dorotkę”, chociaż trzeba przyznać, że to jest bardzo śmiała i otwarta dziewczynka i nie ma żadnych zahamowań w występach artystycznych. Może dlatego, że ma dopiero 11 lat?

Dzisiaj ostatni dzień z długiego weekendu. Trzeba będzie go mądrze zagospodarować, by nabrać sił na jutrzejszą pracę i cały, już normalnie długi weekend.
Zatem miłej niedzieli

Aha, kwiatek też obowiązkowo musi być. Jeden na górze wpisu (Mia), drugi, prawdziwy na dole wpisu:

No ro raz jeszcze najlepszego!

Tararam, taram, tararam

 

Lubię śpiewać, lubię tańczyć, lubię zapach pomarańczy……

Z tą piosenką zasnęłam wczoraj w nocy i rano się z nią z powrotem obudziłam. Tak jakoś się do mnie „przyczepiła” i bardzo dobrze, bo od razu mi się humor poprawił. Fakt, lubię śpiewać, lubię tańczyć i zapach pomarańczy też mnie nęci, ale jakoś jej smak nie za bardzo do gustu mi przychodzi, chociaż sam sok z pomarańczy jest bardzo dobry, wczoraj wlałam sobie troszkę świeżo wyciśniętego soczku pomarańczowego do herbatki, zamiast cytryny i owszem, ta herbata mi  bardzo smakowała.
– Lubię śpiewać……… owszem, niestety od papierosów nieco mi się głos popsuł, nie jest już czysty jak ongiś bywało, gdy jeszcze w szkolnym chórze śpiewałam, ba nawet miałam solówki, które ładnie mi wychodziły. A dzisiaj?…wstyd nawet coś zaśpiewać !
– lubię tańczyć……… hm kiedyś w tańcu byłam niezniszczalna, dzisiaj moje  chore stópki już mi na taneczne krok niestety nie pozwalają, bardzo nad tym ubolewam.
Ale jak ktoś kiedyś powiedział, na wszystko jest odpowiednia pora i wszystko z czasem przemija.
A więc zadowolić się muszę tylko słuchaniem tej pięknej piosenki  Tadeusza Woźniaka, chociaż moja dusza i do śpiewu i do tańca ochoczo się wyrywa.

Dzisiejszy poranek spędzę z naszą Mią na nauce roli Dorotki do Musicalu „Przygody Dorotki w krainie Czarnoksiężnika z Krainy Oz”
Dzisiaj jest próba generalna tego musicalu, który odbędzie się już niedługo, bo już 17 czerwca w Nowohuckim Centrum Kultury. W tym dniu odbędą się aż trzy spektakle, z obsadą trzech różnych dziewczynek w tytułowej roli Dorotki. Ja oczywiście k o n i e c z n i e   muszę pójść na ten spektakl o godzinie 11, bowiem wtedy rolę Dorotki będzie grała nasza Mia.
Tak więc czekam dzisiaj, aż Mia się obudzi (wczoraj przyjechała specjalnie wieczorem z Zawoi), aby dokładnie jeszcze doszlifować jej rolę.
Ale i tak wiem, że na pewno jej się to przedstawienie uda. Szkoda tylko, że jest to dzień powszedni, konkretnie środa, na szczęście w środy pracuję popołudniu, więc na pewno zdążę i oglądnąć ten spektakl i być wtedy w pracy.

Przepiękny nam dzisiaj powstał dzień, wesoły i słoneczny, jak ta pomarańcza na moim zdjęciu.
Tak więc wszystkim życzę sporo przyjemnych chwil, bądź to na spacerach, bądź w ogródkach i działkach na pracy przy pięknie rozwijających się roślinkach.
I śpiewajmy sobie dzisiaj wesoło: Tararam, tararam, tararam  

odpoczynek po…..odpoczynku

Dzisiaj jest ten drugi dzień odpoczynku, przed nami jeszcze 2 takie.
Pogoda od samego świtu ( a blog piszę o godz.5.30) jest ślicznie zapowiadająca się.
Tylko ja niestety nie zapowiadam się ciekawie, bo znów jestem po nieprzespanej całej nocy.
Już dawno tak nie miałam, trzeba przyznać, niestety wczoraj widać za długo się zdrzemnęłam popołudniu i taki był tego skutek w nocy, nie mogłam spać.
Nawet  mój „usypiacz”, czyli Rodzina Zastępcza nie pomagała. To znaczy kilkakrotnie oczy mi się nawet zamykały, ale gdy tylko wyłączyłam komputer, już z powrotem sen się ulatniał. W ten sposób gasiłam i zapalałam w nocy komputer czterokrotnie. Niestety!!! Pewnie dzisiaj będę zła, niewyspana i jak zwykle więcej będą mnie bolały….nogi. Bo  właśnie moje nogi są teraz najbardziej wrażliwą częścią mego ciała, najbardziej reagującą na niewyspanie.
Czytałam kiedyś, że jest nawet w katalogu  choroba narywających stóp. Polega to na tym, ze same stopy machinalnie poruszają się, wprowadzając w człowieka w zdenerwowanie. I co jest ciekawe, że nie ważne, czy człowiek wtedy leży, siedzi, czy stoi, ten nerwowy tik nóg jest bardzo dokuczliwy.
Niestety ja mam bardzo podobne objawy, a najczęściej, gdy zbyt późno kładę się spać i jestem bardzo zmęczona, wtedy właśnie moje nogi zaczynają  „narywać”. I tu następuje paradoks, jestem bardzo śpiąca , a zasnąć nijak nie mogę. Mówię wam, koszmarne jest to uczucie.

Wczoraj, podczas prawie wszystkich większych procesji z okazji Bożego Ciała hierarchowie głównie poruszali tematy: gender, wadliwej ustawy o przemocy, pracujących niedziel w marketach, o in vitro i o konieczności głosowania na jedną słuszną partię, która wszystko  zmieni w Polsce na lepsze życie, tudzież na pochwałach naszego prezydenta- elekta, który jest Prawdziwym Polakiem i dąży do wspaniałości naszej Ojczyzny.
Nie było mowy o Wielkim Czwartku, o ustanowieniu Sakramentów, o obecności Boga w naszym życiu, głównie w homiliach była poruszana polityka i tylko polityka.
A potem Kościół się dziwi, że coraz mniej ludzi do Kościoła przychodzi.
Zostawmy Bogu, co boskie, a cesarzowi, co cesarskie. Nie każdy Polak koniecznie musi być katolikiem, są w Polsce wyznawcy innej wiary, są i też ateiści, i też są przecież Polakami i też mają prawo do samostanowienia.
Nieraz denerwujemy się na wyznawców Jehowy, którzy chodzą po domach i nawracają nas na siłę na swoją wiarę. Biskupi robią całkiem podobnie.
Moja wiara to jest sprawa między Bogiem i mną, księża owszem, powinni mi pomagać moją wiarę pielęgnować przez udział w mszy św, przez udzielane Sakramenty, ale nie mają prawa na siłę wszystkich swoich idei wtłaczać wszystkim ludziom do głowy, mimo ich sprzeciwu.
Takie jest moje zdanie, chociaż jestem katoliczką. Księża powinni uszanować wolną wolę człowieka, bo sam Jezus tą wolność ludziom  ofiarował i dał prawo wyboru.
Tam, na Sądzie Ostatecznym nie będzie zbiorowej odpowiedzialności, tam człowiek sam stanie przed obliczem Boga i sam będzie rozliczany ze swojego życia.
Niestety przykre jest to, że nasz kościół katolickie nie robi tego całkiem bezinteresownie, popierając jedną „słuszną” partię zapewnia sobie ciągły dobrobyt na tej ziemi, czy to chociażby w nie płaceniu podatków, czy w luksusowym trybie życia, we wspaniałych apartamentach i poruszaniu się luksusowymi pojazdami.
Czy taki biskup pomyślał kiedyś, aby dać na nocleg jeden, czy dwa pokoje w swojej rezydencji, już nie mówię bezdomnym, chociaż to też ludzie, ale chociażby matce z dwójką, czy trójką dzieci, która uciekła od męża pijaka i awanturnika? Czy któryś z nich zaproponował takiej matce, że zabierze ich dzieci na przejażdżkę swoim wypasionym autem, żeby maluchy miały troszkę radości z życia?? Nie, oni nastawieni są głównie na siebie, więc te wszystkie górnolotne ich kazania, dotyczące innych, a nie siebie są po prostu dla nas i dla Boga mało wartościowe.
Chodziłam kiedyś do kościoła Sióstr Felicjanek, gdzie o godzinie 12 – stej odprawiał mszę św Ojciec Edward. Zawsze o tej godzinie były tłumy w tym kościele, bo jego kazania były interesujące i pouczające, ale nigdy nie nawiązywał do polityki, zawsze jego kazania dotyczyły Ewangelii, czyli Słowa Bożego.
Teraz mało jest takich księży, teraz łatwiej im „iść w politykę”. zwłaszcza, gdy się ma z tego zyski.
Smutne to, ale niestety prawdziwe.

No to po tych moich „mądrych”  wywodach pozostaje mi tylko życzyć wszystkim miłej, spokojnej i słonecznej soboty

wolne

Dzisiaj mamy bardzo ważne kościelne święto, Boże Ciało.
Obchodzimy go na pamiątkę utworzonego przez Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy  Sakramentu Komunii św. w postaci Chleba i Wina.
Święto to obchodzimy dwa razy w roku: w Wielki Czwartek, gdy obchodzony jest Dzień Kapłana i właśnie w Boże Ciało, gdy całą naszą uwagę zwracamy właśnie ku Hostii, niesionej uroczyście w procesji.
Tak więc wierni dzisiaj licznie będą brali udział w procesji do czterech ołtarzy, w Krakowie uroczysta procesja dąży z Wawelu do Rynku Głównego.

Dla tych nieco mniej wierzących dzisiejszy dzień jest dniem laby. Kto mógł „uciekł” wczoraj z Krakowa, który dosyć wydatnie opustoszał i wyjechali na swoje dacze, by w rodzinnym kręgu dzisiaj grilować i bawić się na świeży powietrzu.
Wiele osób wzięło sobie jeszcze wolny od pracy dzień i w ten sposób znów mamy tak zwany długi weekend.
Oby tylko szczęśliwie potem wszyscy powracali do własnych domów, bo ludzie jeżdżą bardzo nieostrożnie i często dochodzi do tragicznych wypadków na drodze, wiele osób traci niestety życie.
Nasi domownicy też na ten weekend wynoszą się z Krakowa, tak więc znów przede mną kilka spokojnych dni – będę sobie w cichości ducha odpoczywała.
Jak na razie pogoda jest nieco „dziwna”, tzn niebo jest zachmurzone, ale  dopiero jest 9-ta godzina, wszystko jeszcze zdarzyć się może.
Szczególnie, że Jasiek w Modlnicy czeka na kąpiel w swoim nowym basenie, oby nie był dzisiaj zawiedziony.
Miłego dnia wszystkim życzę.

tak się cieszę


Właśnie tak, tak bardzo się cieszę Ulu, że zarówno Ty i ja jesteśmy już bezpieczne i wszystko co złe za nami, że nie mogłam nie zamieścić tej optymistycznej róży w dzisiejszą środę. Te płomienie miłości mówią chyba wszystko, prawda?
Popatrz, pogoda nam się piękna zrobiła i trzeba szybciutko za siebie się brać. Pewnie na te kilka dni pojedziesz do Magdy na wieś?
Ja jeszcze weekendowych planów nie mam, tym bardziej, że w piątek rano koniecznie muszę być w domu, ale myślę, że to i tak będzie bardzo miły dla mnie czas. Tylko muszę go jakoś mądrze  zagospodarować,
Serdecznie Cię pozdrawiam Ulu i życzę dalszego powodzenia w pokonywaniu zdrowotnych trudności.

I znów coś o filmie. Tym razem to był animowany film familijny – Paddington.
Jest to historia misia, który po trzęsieniu ziemi w swoim rodzinnym Peru. jedzie do Londynu, aby odnaleźć znajomego swojego ojca i  przypadkowo trafia do miłej angielskiej rodziny.
Przygód ma miś sporo, ale jest tak sympatyczny, że wszystkie jego „przewinienia” zostają mu wybaczane. Najdłużej oporny na wdzięki misia jest ojciec rodziny, ale i on pomału też się do niego przekonuje, zwłaszcza w obliczu zagrożenia, które wisi nad biednym pluszakiem.
Ot, ciepła, rodzinna komedia z przesłaniem. Oczywiście „sztuczny” jest tylko miś, reszta rodziny to normalni aktorzy.
Trochę ten film kojarzył mi się ze znanym serialem „ALF”, z tym, że miś jest o wiele bardziej sympatyczniejszy, no i przede wszystkim mniej bezczelny.
Dobra i ciepła komedia do oglądania z dziećmi, lub z wnukami w ten ciepły czerwcowy wieczór.
Bo kto nie pokocha małego, pluszowego misia w czerwonej czapeczce?
Oczywiście po uskutecznieniu już wszelakich spacerów i zabaw na świeżym powietrzu, bo pogoda temu wyraźnie ostatnio sprzyja.
Przed nami długi weekend, kto załatwił sobie wolny od pracy dzień w piątek, będzie miał cztery dni na dobry odpoczynek.
Można sobie gdzieś pojechać, można popielić sobie roślinki w ogrodzie……
Wypada mi zatem wszystkim miłego odpoczynku życzyć. Dzisiaj sobie jeszcze troszkę popracujemy, a potem…hulaj dusza, piekła nie ma 🙂

po filmie

 

Oglądałam wczoraj dobry (wg.mnie oczywiście) „Wiek Adaline”. Typowy melodramat z bardzo dobrą obsadą, z piękna Blake Lively, czy Michiel Huisman,  ale  na szczególną uwagę zasługuje jeszcze wciąż świetny Harrison Ford. Co prawda jego rola jest raczej drugoplanowa, ale jakże znacząca.
Treść niby banalna, miłość, tak zawsze wszystkim potrzebna maszyna naszego życia, ale  tutaj rozłożona w czasie, tzn trwająca przez jedno stulecie.
Może właśnie dlatego ten film mnie zainteresował?
Ludziom, którzy lubią spokojne romanse polecam gorąco ten film. Wydaje się, że nic człowieka już nie zaskoczy, ale wizyta głównej bohaterki w domu swojego ukochanego całkowicie odmienia tempo fabuły, chociaż zakończenia właściwie można się było domyśleć – zresztą obejrzyjcie sami!.
Produkcja tego filmu jest całkiem nowa – 2015r, obecnie jest na ekranach kin, ale można go oglądać online np w Zalukaj.pl, czy w chomiku.

 Prawdę powiedziawszy, wczoraj okropnie mnie „łupało”  w kolanie,  musiałam się „ratować” Nimesilem. Już bardzo dawno tak  kolano mi nie dokuczało, nawet się dziwiłam, że nagle się „odezwało” i od razy wykombinowałam sobie, że idzie chyba jakaś zmiana pogody, deszcz, czy burza,
Jak na razie wczoraj bez burzy się obyło, czyżby tym razem kolanko się pomyliło?????
Chyba jednak się pomyliło, bo znów dzisiaj wstał piękny, słoneczny wtorek i jak na razie  za nic nie zanosi się na deszcz.
Chociaż właśnie porę burzową na dzisiaj  zapowiadają….
Ale za to ten długi  weekend ma być po prostu przepiękny, słoneczny i bardzo gorący. Oby!!!

No to wszystkiego dobrego na dzisiaj.

dzisiaj mamy 1 czerwca, a więc mamy…….

D Z I E Ń     D Z I E C K A  !!!!!!!!

Wszystkim Dzieciom i tym malusieńkim, nieco większym i największym w dniu Ich święta życzę, by zawsze były pogodne,  zawsze miały uśmiechnięte buźki , by były szczęśliwe i pozostawały jak najdłużej bez żadnych kłopotów i zmartwień.
A ponieważ każdy z nas, dorosłych, też w duszy na zawsze  pozostaje dzieckiem, więc i nam życzę wiele pogody ducha na co dzień i pojmowania tego, jak ważne jest cieszyć się z rzeczy nawet tych najmniejszych, które składają się przecież na nasze szczęście.

Okazało się, że wczorajsza niedziela była całkiem przyjemna. Po obiedzie odwiedził mnie V.I.P i chwilę pogawędziliśmy sobie.
Gdyby nie jego przywiązanie do serialu „Wspaniałe stulecie” pewnie posiedział by jeszcze dłużej, ale cóż, on lubi oglądać ten serial w spokoju ducha w swoim własnym domu, a mnie z kolei jakoś ten serial wcale nie zainteresował.
Za to podziwialiśmy, jak pięknie rozwinęły się te kwiatki, które dostałam od niego 2 tygodnie temu.

 

Wtedy tych „różyczek” było mniej, więcej było pączków, teraz kwiatki pięknie i obficie się rozwinęły.
Pewnie dlatego, że mają dobre, jasne miejsce, no i oczywiście dlatego, że z nimi, zgodnie z prośbą ofiarodawcy, codziennie rozmawiam.
Coś w tym gadaniu z roślinkami ma się na rzeczy.

No i proszę, zanim się człowiek obrócił, już mamy czerwiec. Zapowiedział się dzisiaj wyjątkowo piękną pogodą od samego rana, aby tak było przez cały ten miesiąc. No i możemy powiedzieć, że prawie niepostrzeżenie mija pół roku. To pierwsze półrocze zaznaczone były dla mnie dużymi zmianami, a co przyniesie następne półrocze?, ale poczekajmy jeszcze te 30 dni, potem dopiero będę o tym myślała. Może jednak wygram w tego Lotka? Szczególnie, że ostatnio znów nikt nie trafił ostatnio „szóstki”, więc kumulacja rośnie i rośnie. Może teraz właśnie pora na mnie?
Ech, pomarzyć sobie można, szczególnie w poniedziałkowy poranek.
A dzisiaj wyjątkowo idę na poranną zmianę, więc pomału trzeba będzie się zbierać.
Życzę miłego poniedziałku i miłego całego tygodnia.