a we wtorek w szpitalu…..

 

Wczoraj odwiedził mnie w szpitalu Piotr. Ten sam, z którym byłam operowana rok temu.
Obydwoje padliśmy sobie w ramiona (dobrze, że Karolina, żona Piotra tego nie widziała, ha, ha) z okrzykami : ale schudłeś, ale schudłaś!
No tak  ostatni raz widzieliśmy się rok temu jako 2 grubasy, wczoraj  spotkały się dwa cieniasy. Było mi bardzo miło, że Piotr mnie odwiedził, tyle razy już umawialiśmy się na kawę i zawsze nam coś po drodze przeszkadzało. Dowiedziałam się ciekawej sprawy, a właściwie nawet dwie ciekawe sprawy.
Po pierwsze Piotr przyznał się, że to nasze pierwsze  spotkanie na 3 dni przed operacją, gdy czekaliśmy na rozmowę z anestezjologiem miało kolosalny wpływ na dalsze decyzje Piotra. Wtedy był bardzo wątpiący  w podejmowaniu ostatniego kroku i nawet był zdecydowany odejść od decyzji  operacji, ale po naszej rozmowie doszedł do wniosku, że skoro ja jednak podjęłam takie kroki i w tym jestem zdeterminowana, on pójdzie w moje ślady.
No proszę, jak to nigdy nie wiadomo kogo się spotka na swojej ścieżce życia i jakie potem mogą być tego skutki. Dzisiaj Piotr jest podobnie jak i ja bardzo zadowolony z tej operacji i nawet namawia na takową grubszą część swojej rodziny. Niestety, ja takiego przebicia nie mam, moi najbliżsi są zdecydowanie oporni, a teraz po tych moich ostatnich kłopotach podejrzewam, że żadnymi perswazjami bym ich nie przekonała. Ale jak pisałam już kiedyś, coś za coś.
Może nie miałabym teraz anemii, za to na pewno „siadła” by mi wątroba, nerki i inni flaczki o sercu nie wspominając.
To była ta pierwsza ciekawostka, drugą było dla mnie to, że Karolina, żona Piotra również zdecydowała się na operację bariatryczną  i bardo się z tego ucieszyłam. Mam nadzieję, że jej też się uda i trzymam mocno za nią kciuki. Już zaprosiłam Karolinę i Piotra po wszystkim do siebie na kawusię, oczywiście po czasie, gdy wolno już jej będzie się kawusi napić.
Wiem, że również ojciec Piotra też już ma wyznaczony termin na podobną operację. Jednym słowem Piotr górą w naprowadzaniu na dobrą drogę walki z otyłością..
Mnie się jakoś to nie udaje. I nawet nie będę próbowała.

Wczoraj pani doktor odstawiła mi Glucophage. Podobno nie tylko wpływa on na odchudzanie, ale równocześnie ma ujemny wpływ na wchłanianie żelaza.
Trochę się obawiam, co będzie teraz, gdy rzeczywiście przestanę go zażywać, oby tylko znów mi nie podskoczył do niepożądanych , wysokich wartości.
ale to będzie nie tylko mój problem, ale i problem tych, którzy będą prowadzić moje dalsze leczenie, bo jednak nie mogę zapominać, że zarówno z otyłości jak i z cukrzycy definitywnie wyleczyć się nie da, zawsze jest ryzyko, że oba te schorzenia powrócą.
Stąd moja czujność będzie musiała być jeszcze bardziej wyostrzona.
Ale mimo to, wciąż jestem dobrej myśli, skoro udało mi się definitywnie opanować te biegunki, to i sprawa cukru też będzie możliwa do okiełzania.
Wreszcie nie mam co szaleć, dopiero za 9 dni mija pierwsza rocznica operacji, a i tak już dużo przeciwności  udało mi się opanować, dlaczego nie miałoby tak pozostać nadal, prawda?????
Niecierpliwie czekam na dzisiejszą wizytę i ostateczną decyzję pani doktor, wczoraj dostarczyłam poprzednie badania i karty wypisowi ze szpitali, w których przebywałam w okresie tego mijającego roku, dzisiaj powinny już ujawnić się wyniki z pobranej wczoraj morfologii  krwi, oraz z wykonanych w dniu wczorajszych badań, EKG i zdj klatki piersiowej (czy po tych papieroskach zostało mi jeszcze chociaż troszkę zdrowych płuc?) i wydawało mi się, że pani doktor wyrazi ocenę, że nie ma mnie po co już dłużej w szpitalu zatrzymywać. A jednak okazało się skoro świt, że przede mną następne długie badanie, tym razem mam robioną tzw krzywą obciążenia żelazem, tak więc co najmniej jeszcze jeden dzień dłużej tu pozostanę.
Na razie rano zabawiłam się w prawdziwą wampirzycę, bo wysunął mi się podczas porannej kąpieli wenflon z ręką i zalałam i siebie i całą   łazienkę krwią.
No to się porobiło…. znów będę na nowo kłuta, a właściwie mam tylko lewą rękę z normalnymi żyłami, bo w prawej żyły tylko udają, że są, ale gdy się w nie pielęgniarka wkuje, zaraz żyła ucieka Podobne kłopoty z żyłami miała zresztą moja siostra, też zawsze trudno było jej pobierać krew i wykonywać u niej dożylne  iniekcje, musiała mieć robione tzw centralne wkłucie w żyłę podobojczykową. Tak źle jeszcze u mnie nie jest, ale kto wie…..
Ale jednak  te moje zawroty głowy były nie tylko spowodowane anemią, ale również z nieco obniżonym poziomem cukru. W domyśle jeszcze wiosenne przesilenie też pewno dołożyło się jeszcze do kompletu.
Ale wiosna to wiosna, z niej akurat się bardzo cieszę, chociażby nie wiem jakie wielkie miałabym z jej powodu miewać zawroty głowy.
Dzisiaj skoro świt, no prawie skoro świt poszłam na poranną „wentylację płuc”  i już słonko świeciło, ptaszki świergotały i nawet było całkiem ciepło, nawet dla takiego zmarzlucha jak ja.
Miłego  wtorku życzę wszystkim