Sushi i pałeczki

Wczoraj postanowiłam przedłużyć jeszcze  urodziny o jeden dzień i zrobiłam sobie  sobie FUN. Wybrałam się  do restauracji, w której serwowano sushi.
Nie wiedziałam, czy to dobry, czy zły pomysł, bo co prawda już jadłam sushi kiedyś u Maćka i to w dodatku bardzo dobre sushi, robione przez niego samego, ale to było jeszcze przed operacją. Nie wiedziałam, jak teraz mój brzusio zareaguje na surową rybę, dlatego bardzo starannie i długo wybierałam sobie potrawę.
Przemiła pani z obsługi poradziła mi, że skoro mam kłopoty z żołądkiem, lepiej bym sobie nie brała tych kawałków otoczonych glonami, bo one mogą być ciężkostrawne, Poleciła mi surową co prawda rybę, ale na samym ryżu, oczywiście specjalnie do tego przeznaczonym. Wybrałam dwa kawałki z tuńczykiem i dwa kawałki z doradą. No i całe szczęście, że nie zamówiłam więcej kawałków, bo już po tych mój żołądek zareagował ostrzegawczo, co prawda nie było żadnych sensacji, ale wiedziałam, że na nic więcej nie mogę sobie pozwolić. Może nie tyle zareagował tak na rybę, co na płatki imbiru i na wasabi?
Najpierw pani przyniosła mi przystawkę z surowego buraka, a ponieważ zauważyła, że nie daję sobie rady z pałeczkami, przyniosła mi specjalne drewniane szczypczyki, które wystarczyło tylko nacisnąć, by potrawę podnieść do ust. Niestety te szczypczyki też jakoś nie były dla mnie za wygodne, co chwilę pokrojony burak z powrotem spadał mi do miseczki, więc spytałam, czy może mi podać jakieś cywilizowane sztućce, dostałam więc normalny, „ludzki” nóż i widelec, którym już potrafiłam dobrze się obsługiwać. Najwidoczniej na japonkę się nie nadaję.
Potem pani przyniosła mi na deseczce 4 niewielkie  kawałeczki mojej ryby na ryżu, obok podany były płatki imbiru i troszeczkę wasabi, bardzo ostrego japońskiego chrzanu, którym dosłownie pomazałam leciutko moją porcję (znałam jego moc), ale i tak w pewnym momencie moje oczy zaszły łzami, w gardle zaczęło mnie niesamowicie palić, aż się rozkaszlałam.
Na szczęście pani podała mi szklankę zimnej, niegazowanej wody i moje kłopoty z oddychaniem skończyły się szczęśliwie, za to w moim żołądku poczułam lekkie zawirowanie. Najwidoczniej mój żołądek też sushi nie toleruje, więc raczej nie będę częstym gościem tej restauracji.
Oczywiście zdążyłam jeszcze nadać sobie Lotka, bo po ostatnim losowaniu, gdy nie padła główna wygrana pula kumulacji wynosiła już 12 milionów złotych, a V.I.P. mi wczoraj powiedział, że czuję, że tym razem na pewno wygram, więc poszłam do kolektury, bo ja się V.I.P-a słucham.
Najwyżej co  stracę 8 zł – pomyślałam sobie, a ile mogę wygrać, ho, ho, ho!!!!
Ale niestety, jednak tylko znów straciłam 8 zł, coś przewidywania V.I.P.-a się nie spełniły, a może po prostu źle zaczarował???
Z dwóch kuponów za 4 zł, czyli po 2 losowania na jeden „rząd” miałam zaledwie dwa trafienia po jednej cyfrze, czyli…nic.
Wyraźnie nie mam szczęścia w grach liczbowych ( a w miłości??) i teraz mogę sobie najwyżej tylko zaśpiewać „mały biały domek, co noc mi się śni…..”
A może następnym razem będzie lepiej? Pomarzyć zawsze można, ale szczęścia takie marzenia raczej jak widać, mi nie przynoszą.
Zresztą co to jest szczęście? Rzecz względna…. pieniądze ? – nie, dobra materialne? – nie, najważniejsze jest jednak zdrowie, bo ono, chociaż nie do końca doceniane, ale gdy go nie ma, wtedy niestety już jest bardzo źle. Pieniądze można stracić i potem znów odzyskać, przy poważnej chorobie zdrowia niestety się tak łatwo nie odzyskuje, a czasami nawet bywa, że w ogóle go nie można z powrotem przywrócić.
Tyle osób i to młodych, albo stosunkowo młodych musi żegnać się na zawsze  tym światem, chociaz jest to wbrew im samym.
Więc cieszmy się życiem i tymi, którzy nas otaczają,  a do niepowodzeń z wygranej trzeba podchodzić na luzie. Chociaż nie ukrywam, że w mojej sytuacji taka wygrana byłaby wręcz zbawienna, rozwiązałaby wiele moich problemów.
Za to dzisiaj wstała brzydka, zapłakana i dosyć chłodna niedziela.  W związku z tym dzisiaj żadnych spacerków uskuteczniać nie będę. Pooglądam sobie jakieś filmiki w internecie (nadal politykę odsuwam na bardzo daleki plan), bo raczej już dzisiaj żadnej wizyty się nie spodziewam.
Moje tulipanki coraz bardziej  i coraz piękniej mi się rozwijają i cieszą moje oczy,
A może rzeczywiście następnym razem mi się wreszcie uda wygrać  to Lotto? Kto wie, kto wie….
Popołudnie też spędziłam miło, albowiem wpadł wczoraj do mnie na kawę Maciek, tym razem solo, bez „przynależności” Dobrze, że po drodze kupiłam kawałek szarlotki, przynajmniej miałam go czym poczęstować.
A późne popołudnie spędziłam na oglądaniu seriali na IPLI i tak właśnie minęła mi sobota.
Ostatnio straciłam już całkiem ochotę na zajmowanie się polityką, mierzi mnie ona, tak więc nie tylko nie oglądam TVP, czy Polsatu  TVN, ale przestałam też przeglądać portale internetowe, w których o polityce wspominają.
Wolę pooglądać sobie stare zdjęcia, ciekawe filmiki przyrodnicze, wolę oglądnąć sobie na necie jakiś serial, czy jakiś film, ewentualnie poukładać sobie pasjansa, przynajmniej nie tracę wtedy niepotrzebnie nerwów. Napisałam niepotrzebnie, bo jest tak jest i tak nic nie zmienię. Kto wie, może przyjdzie i na to lepszy czas???

A dzisiaj wstała całkiem chłodna i w dodatku deszczowa niedziela. Pada i pada za tym oknem, tak więc dzisiaj żadnych spacerków uskuteczniać nie będę.
Pooglądam sobie jakieś seriale lub filmiki na necie (bo w TVP naprawdę teraz nie ma już co oglądać), odsunę całkowicie politykę na bok, żeby się nie denerwować.
Gości też raczej dzisiaj już się nie spodziewam (no chyba, że jakiś niezapowiedziany gość mnie odwiedził), więc wchodzę pod kocyk i…. może też troszkę podrzemię, chociaż trzeba przyznać, że wyjątkowo dobrze spałam tej nocy, ani razu w nocy nie obudziłam się i nie musiałam robić pieszych wycieczek.
Ale taka drzemka, gdy pluszcze na polu deszczyk jest całkiem przyjemna.
Z radością patrzę na moje piękne urodzinowe tulipanki, które już się rozwinęły, szkoda tylko, że to są tak bardzo krótkotrwałe kwiatuszki, szybko opadają z nich płatki. Ale tulipany to małe „pijaczki”, potrafią z wazonu wypić ode do cna, więc trzeba je bardzo pilnować, by zawsze sporo wody miały, inaczej zaraz umierają 😦


Przyjemnej niedzieli wszystkim życzę, może nawet deszcz nie musi tak do końca zepsuć nam humorków???