Dzień dobry w czwartek

 

 

A czy ja wiem, czy dobry, skoro wciąż jestem w szpitalu?
Ale widać tak musi być. W każdym bądź razie ostro się za mnie zabrali. Chcą wyjaśnić, czemu to żelazo nie chce mi się dobrze przyswajać.
Wczoraj dostałam następną porcję krwi, może już ostatnią. Taka kroplówka z krwią trwa ciut dłużej, bo około 2 godziny, ale z każdą minutą nowe życia wraz z nią spływało do moich żył. Ładnie to napisałam, prawda?
Myślałam, że już dzisiaj rano zrobią mi kontrolną morfologię, ale na razie  pobierali krew komuś innemu, na wszelki wypadek pozostanę sobie jeszcze troszkę na czczo. Coś pani doktor mówiła o gastroskopii, jeżeli będę ją miała wykonywaną, to dopiero jutro, ale może, nie, już nic nie będę pisała, że mnie wypiszą do domu, bo co tak napiszę okazuje się, że jeszcze nadal muszę tu pozostać. Ot, taki jest los pacjenta.
Najważniejsze tylko, by ta moja gospodarka żelazem doszła już do normy.
Ale coś musi być w tym, że człowiekowi największy smak przychodzi na to, czego organizm najwięcej potrzebuje.
Wczoraj miałam okropny apetyt na barszczyk ( a w nim jest właśnie sporo żelaza), zaczarowałam i…na obiad podano właśnie czerwony barszcz. Co prawda nie był taki wspaniały, jak domowy, może za mało kwaśny na mój gust, ale i tak bardzo mi smakował.
Muszę sobie po przyjściu do domu kisić buraczki i taki zakwas potem pić, na pewno zaraz do zdrowia powrócę.
Tak samo bardzo mi ostatnio smakują buraczki, a u nawet robią je dosyć często i dosyć smaczne.
Jak to zawsze V.I.P. mawia? Muszę porozmawiać z moim brzuszkiem, żeby dowiedzieć się, czego mój organizm najwięcej właśnie potrzebuje.
Ja też tak robię i okazuje się, że wcale nie są mi potrzebne tłuste frytki, hamburgery, czy kebaby, najwięcej właśnie potrzebuję jarzyn.
A teraz nadchodzi wspaniały ku temu czas, tylko patrzeć, jak pokażą się wszystkie nowalijki, czyli samo zdrowie.
Gdybym mieszkała gdzieś na wsi, pewnie jeszcze zbierałabym pokrzywę, która jest bardzo zdrowa. Niestety ta miejska przesiąknięta jest wszelkimi pierwiastkami dla zdrowia wcale niepotrzebnymi, wręcz szkodliwymi.
Ale na śniadanko biały serek (najlepszy prawdziwy wiejski) do tego zieleninka ; cebulka, koperek, pokrzywa, natka pietruszki, samo zdrowie, niech się nawet najsmaczniejsza szynka, czy kiełbasa schowa.
A potem jeszcze przyjdą owocki: truskawki, poziomki, czarne jagody, no czekam niecierpliwie na tę najzdrowszą porę roku.
Życzę wszystkim miłego czwartku, może prognoza o deszczowych opadach jednak się nie spełni. Grunt, że są nawet dosyć przyjemne temperatury, tylko żeby słonko chociaż na moment zza chmurki wyjrzało…..