piątkowo

Dziś są urodziny V.I.P-a. Z tej okazji dzisiaj zamieszczam różyczki właśnie tylko dla Niego, wraz ze serdecznymi życzeniami, tradycyjnie życzę dużo zdrowia, bo nam wszystkim ono jest potrzebne, dużo miłości i przyjaźni, bo to są takie motory życia, gdy są człowiekowi po prostu chce się żyć. Życzę też sporo spokoju i mało nerwów, chociaż to nasze życie tak bardzo jest nerwowe i ciągle człowiek poddawany jest stresowi. Kaziku! niech dla Ciebie słonko zawsze świeci, a złe ponure chmury odpłyną gdzieś daleko i nigdy już nie wrócą. Wszystkiego najlepszego Kochany Solenizancie.

Wczoraj powróciłam już ze szpitalnych wojaży do domu, nie ma to jednak jak własny, znajomy kąt, gdzie wszystko jest poukładane według Twojej modły.
Co prawda ledwie weszłam do domu zostałam wywołana do pracy, albowiem nie zostali odwołani dwaj pacjenci i ktoś musiał ich obsłużyć. Na całe szczęście mogłam wsiąść w taksówkę i na Żabiniec sobie pojechać. Piszę na szczęście, bo miałam mieć dopiero wypis ze szpitala na dzisiaj, jednak w ostatniej chwili odwołano u mnie gastroskopię (będę ją miała wykonywaną ambulatoryjnie w Szpitalu, tam, gdzie byłam operowana), więc przyspieszyli moje wyjście o jeden dzień. Prawda, jak to dobrze się wszystko złożyło?, przecież ze szpitala na pewno nie pozwolili by mi jechać do pracy i biedni głodni pacjenci musieliby odejść z kwitkiem. No, ale było, jak było i dobrze się skończyło (by), gdyby nie okropny ból brzucha, który wczoraj popołudniu mnie dopadł. mimo, że nic poza szpitalnym jedzeniem nie jadłam. Wdać raz na jakiś czas mój brzuszek musi zrobić taki protest. Czyli skończyło się jak zwykle, na nocnych biegach do toalety przez całą noc, aż do 7 rano.
Ale za to dzisiaj mam kiszeczki jak u niemowlaczka, byleby tylko znów ta biegunki nie zaowocowała w spadek hemoglobiny i żelaza.
Na odchodnym dostałam wczoraj w szpitalu jeszcze nieco bolesny zastrzyk domięśniowy z Witaminy B, ale zacisnęłam zęby i nawet nie jęknęłam.
Za dwa tygodnie znów muszę taki zastrzyk wziąć, by mi się potem to żelazo dobrze wchłaniało i nie uciekało, inaczej znów wyląduję w szpitalu na przetoczeniu krwi. Tym razem przetoczyli mi „tylko” dwie jednostki, co wystarczyło, bym się poczuła jako ta wampirzyca, która wyssała  nieznanej mi osoby ten drogocenny płyn. Swoją drogą ciekawa jestem, od kogo tę krew dostałam, niestety nigdy tego się nie dowiem – to tajemnica lekarska, a dawca musi pozostać anonimowy.
Ale muszę się przestać nad sobą rozczulać, bo życie nadal trwa i trzeba jakoś szczęśliwie go przebyć.
Wczoraj dostałam bardzo smutną wiadomość o koleżance z Warszawy, która leży umierająca w hospicjum. Halinkę poznałam na czatach w pokoju 50 plus, ale również widziałam się z nią osobiście na spotkaniach krakowskich czatusiów, które wraz z Basią urządzałyśmy parę lat temu.
Boże mój, taka miła, spokojna i przede wszystkim bardzo życzliwa kobieta, oddałaby swoim przyjaciołom całą swoją duszę i całe swoje serce.
Dlaczego Bóg tak bardzo ją pokarał? Halika jest mniej więcej moją rówieśnicą, może dzieli nas 2-3 lata. Czyli już biorą z naszej półki? Niestety rak, to bardzo zdradliwa i wredna choroba, siecze nożem ile wlezie, a potem już po niej przychodzi tylko kostucha.

Dzisiaj pogoda jest nieszczególna, deszczowa i tak ma się podobno utrzymywać, przez najbliższe 3 dni, potem znów powróci wiosna i słonko, ale po tym deszczu zrobi się wokoło zielono i wesoło.
Życzę wszystkim przyjemnego piątku