
Więc nie będę sobie dzisiaj (no i Wam oczywiście) głowy polityką zawracała, no może tylko tyle, że wspomnę, że wczoraj została mi wreszcie przez Ksawra dostarczona książka od Beatki „Prezes i spółki – Imperium Jarosława Kaczyńskiego” napisana przez dwie dziennikarki Gazety Wyborczej, przez Agatę Kondzińską i przez Iwonę Szpalę (obie są laureatkami nagrody dziennikarskiej Grand Press), które opisują co się działo przez dekady na zapleczu partii Jarosława Kaczyńskiego, opowiada o podwójnych standardach w polityce i w biznesie, o tym jak zwalczać układ, a z zaufanymi ludźmi tworzyć sieć spółek i fundacji, o tym jak tępić komunistów, równocześnie robiąc z nimi brudne interesy, jak tropić szemranych biznesmenów, równocześnie biorąc od nich pieniądze, czy jak udawać, że brzydzi się obcym kapitałom, wyciągając po nich ręce.
Czyli będzie to bardzo ciekawa i dosyć obfita lektura (ponad 400 stron) jako kwintesencja całego „pisiowania” w Polsce, obłudy i zakłamania i tak zwanie robienie lodów przy (niestety) poparciu ogłupionej części społeczeństwa.
Jednym słowem mam zapewnioną ciekawe zajęcie na dłuższy czas (niestety mój wzrok nie pozwala na raz spożywać sporej ilości literek, te są na szczęście nie takie małe, lupy używać nie będę musiała) i bardzo dziękuję Ci Beatko (bo wiem, że czytasz mój blog) za tą wspaniałą pożywkę dla mojej duszy i mojej głowy, mam nadzieję, że nie przypłacę jej jakimiś palpitacjami serca, bo w sumie wiem, czego po tej partii, a szczególnie po tym człowieku jakim jest Jarosław, można się spodziewać – to prawdziwy WILK w OWCZEJ SKÓRZE. Naiwny ten, który myśli o nim biedny, nieszczęśliwy zagubiony człowieczek, to wszystko OBŁUDA, nawet śmierć własnego Brata i własnej Matki potrafił wykorzystać dla swoich niecnych planów.
Sorry, ale dla mnie nie jest to człowiek!!!!
I to tyle o polityce i tak napisałam więcej, niż zamierzałam.
Ponieważ poprzednia noc (tę z soboty na niedzielę) miałam nieszczególną i poszłam nad ranem dopiero spać, myślałam, że dam radę trochę później tę noc odespać, ale niestety nie udało się.
Najpierw przyszedł zapowiadany Maciek i zaczął majstrować przy moim telewizorze, wreszcie gdy wydawało się, że już wszystkie możliwości wyczerpał, zatelefonował do Cyfrowego Polsatu, gdzie mu poradzili po prostu na chwilę wyłączyć dekoder z sieci. Rzeczywiście to pomogło i głos mi powrócił, (niestety klawisz regulacji dźwięku dekodera nie działa, muszę głos ustawiać na ekranie telewizora tym drugim, głównym pilotem), tylko w sumie mogłam dzień wcześniej sama tam zatelefonować i sama ten dekoder wyłączyć, a nie zawracać w niedzielę głowy Maćkowi. Wszak jemu też należy się odpoczynek po całym tygodniu ciężkiej pracy, a tu musiał jeszcze jechać do Ciotki i coś tam jej naprawiać).
No ale przynajmniej napiliśmy się wspólnie kawusi, z mojego ekspresu oczywiście.
Dobra, ale ja i tak nadal wolę pić tę kawę rozpuszczalną, po prostu tak już mam i już!!!
A gdy już Maciek pojechał do domu i jeszcze przez chwilę sprawdziłam, czy rzeczywiście nadal mój telewizor działa, ułożyłam się wygodnie na tapczanie z myślą: „a teraz chwilkę sobie podrzemię”
Nic z tego, dosłownie po chwili zatelefonował Ksawery, że wybierają się do mnie z prezentem, oczywiście bardzo się uradowałam, bo co prawda z niewyspania w głowie nieco mi się kotłowało, ale zawsze bardzo mi miło ich zobaczyć.
No i rzeczywiście po chwili przyjechali, z tym, że Diana z Zeldką, zaopatrzoną w hulajnogę zaraz pojechały do Parku, a my z Ksawrem sobie miło rodzinne i nierodzinne sprawy obgadywaliśmy.
Pewnie ciekawi jesteście, jaki to prezent od nich dostałam?
Ten własnie, który umieściłam na początku mojego blogu, czyli kalendarz ze zdjęciami mojej rodziny.
Prócz Zeldy, Diany i Ksawra oraz Kota Bonzaja są jeszcze na pozostałych kartach kalendarza zdjęcia Poli, Zojki, Julki. Mii, Mony, tak więc mam przy sobie całą Rodzinę z którą w sumie bardzo blisko i długo, bo przez ponad 10 lat byłam związana, gdy z nimi mieszkałam jeszcze na Smoleńsku.
Ale to już jest historia, to wszystko już było.
I nadal podkreślam, że wcale nie jest mi źle w mojej „samotni” mieszkać, zbyt dużo na raz ludzi wręcz mnie męczy – ot na zasłużone seniorskie lata trochę się wyciszam, co nie oznacza wcale, że się od mojej Rodziny odgradzam, zawsze każdego bardzo serdecznie u siebie widzę i goszczę.
Miły prezent prawda? – przyznam, że byłam nim bardzo wzruszona.
No a potem jakoś czas tak szybciutko już mijał, co prawda na którymś serialu lekko się zdrzemnęłam, ale i tak spać poszłam dopiero po północy i spałam bardzo długo, aż do 10.30.
Obudziło mnie za to piękne słonko no i dobry humorek, bo nie ma nic lepszego, niż wreszcie porządnie się wyspać.
Przede mną ważny tydzień, bo jak już wiecie, już pojutrze idę się zaszczepić przeciwko temu wrednemu wirusowi z koroną i już zaczynam się (oczywiście pozytywnie) do tej sytuacji nastawiać.
A propo’s : bardzo denerwuje mnie, gdy słyszę w telewizorze słowa „musimy ludzi wyszczepić”
Wyszczepia się drzewka owocowe, a nie ludzi, ludzi się po prostu szczepi. WRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR!!!!!!
No to zwyczajowo pięknego i tak słonecznego, jaki jest dzisiaj u mnie w Krakowie poniedziałku życzę i wszelakiej pomyślności na nadchodzący tydzień, chociaż nadal nas mrozami i śnieżycami straszą.
ALE MY SIĘ NIE DAJEMY, prawda!!!








