PIJANA????????

Niemiła scenka z dzisiejszej pracy w przychodni:


Akurat ruch niesamowity,jestem w rejestracji i w tym samym czasie mam dwa telefony,na jednym jest bardzo niemiła pacjentka,na drugim służbowo Ania,która na odległość usiłuje mi przekazać,gdzie i kiedy mam przekierunkować źle wysłane paczki ze strzykawkami.Do teg tłum pacjentów ,z których co chwilę ktoś o  coś się dopytuje-typowy przychodniany harmider i ja sama miotająca się pomiędzy  rejestracją,telefonami i wykonywanymi badaniam rtg.


Nie dziwne więc,że nieco roztargniona, dwa razy spytałam Panią o nazwisko(aby poprawnie wpisać),o telefon,bo komputer czasami zmazuje numer w trakcie jego wpisywania.Fakt,przyznaję,że trochę nie panowałam akurat w tym momencie nad sytuacją,zbyt wiele naraz się dzialo,ale żeby mnie owa pacjentka oskarżyła,że jestem pijana,to już lekka przesada.


Czekałam tylko,aż przyjdzie Służba Miejska z alkomatem i każą mi dmuchać w balonik.


No nie,tego jeszcze, jak pracuję 34 lata nie przerabiałam.


Po pierwsze w pracy nigdy nie piję,a teraz szczególnie,gdyż moja dieta wyklucza alkohol,z wyjątkiem kieliszka czerwonego wina,ktorego też bałabym się wypić nawet w domu,a co dopiero w pracy.Na szczęście nie przyszli ,w balonik mi nie kazali dmuchać,ale spokojna byłam,bo na  sumieniu miałam tylko 2 jabłka,które możeby i śladowy  odczyn pokazał,ale czy jabłek też mi nie wolno jeść w pracy.????


Matko,jacy ludzie bywają wredni,aż strach pomyśleć,o to za babsztyl po drugiej stronie słuchawki siedział,za dwa tygodnie pewnie się przekonam,już ja ja sobie przyuważę……

a wczoraj…..

 

 

Znów zawitała do nas ciepła  i kolorowa jesień,,,,,,,,

Podobno nie na długo,ale kto by tam wierzył przepowiadaczom pogody??

Pogoda jest zawsze,raz lepsza,raz gorsza,a prognoza jej albo się spełnia,albo nie.

Wczoraj ,pomimo porannego deszczyku, calutki dzień było bardzo ciepło,nawet nie trzeba bylo zimowej czapki ubierać.

Popołudniu,jak za miłych,październikowych dni , nawet słońce mocno, jak na ta porę roku przygrzewało.

Tylko juz widać,że dzień coraz dłużej budzi się ze snu.

Niebo rozjaśniło się dopiero o jakieś 3 przystanki później,niż poprzedniego dnia,a jeżdżę od poniedziałku tą samą linią autobusową,o tej samej godzinie, bacznie obserwując , jak czerń nocy pomału przemienia się w dzienne światło.

Poprzedniego dnia ,wysiadając na przystanku autobusowym w Witkowicach, było już całkiem jasno,wczoraj dopiero po dłuższej chwili wygasili przydrożne lampy.

Cóż,wkraczamy teraz w porę najkrótszych dni.

Ale połowa mojego nielubianego listopada już na szczęście minęła,do Świąt coraz blizej…..

A już niedługo znów zacznie dnia przybywać i odrazu jakoś raźniej wtedy na duszy się robi.

Cierpliwie wiec poczekam na nieco jaśniejsze dni,zastanawiam sie tylko teraz,jak należy się ubrać-wczoraj zdecydowanie ubrałam się za ciepło,a dzisiaj znów pogoda zmienić się może…

W sumie kapryśna ta jesień,ale nie ma co bardzo narzekać,bo narazie dosyć  jest łagodna i w miarę sucha.Mogłoby być gorzej-na szczęście nie jest

A teraz…tak,tak,pora na ogarnięcie siebie i na niedługi wymarsz w tą mroczną noc.

Myślę,że i dla mnie i dla czytających mnie będzie to miły dzionek.

Czego i sobie i wszystkim życzę.

Dzisiaj imieniny Edmunda-muszę zadzwonić do mojego znajomego Mundola  z życzeniami .