Trzynastego…….wszystko (co dobre) zdarzyć się może

I ja w to wierzę.
Chociaż właśnie trzynastego lipca onego roku (a nie pamiętam, czy akurat to był piątek) przydarzyło mi się coś ważnego, ale niezbyt miłego, ale nie chcę tego wspominać. Może tylko wiem, że własnie ta data 13 lipca na zawsze zapisała się w mojej głowie.

Ale dzisiejszy dzionek zaczął się nawet dla mnie bardzo przyjemnie, przynajmniej inaczej, niż wszystkie dotychczasowe, bo musiałam się od bladego świtu zmobilizować.
Wczoraj przyprowadzono mi do domu buldożkę Peppe, która przez kilka dni będzie u mnie. Myślałam, że mogą być jakieś kłopoty, że może będzie tęsknić, tak jak kiedyś na początku tęsknił Banzaj, ale nic z tych rzeczy. Peppa nawet nie poleciała się pożegnać z właścicielami, siedziała ze mną w kuchni, gdy wychodzili. Zresztą też potem nie podchodziła do drzwi wyjściowych, raczej bardziej mnie pilnowała, czy czegoś dobrego przypadkiem w ukryciu przed nią nie jem, bo z Peppy jest okropny łakomczuch. Niestety z powodu jej alergii pokarmowej może dostawać tylko specjalną karmę, inaczej okropnie się drapie. Ale   kupiłam w Buczku moje ulubione paluchy jaśkowe, które są co prawda twarde, ale i tak jej bardzo smakowały, więc ze dwa trzy takie paluchy z wielka radością schrupała, ja zresztą też.
Noc była raczej spokojna, Peppa spała w swoim posłaniu, co prawda dwa, albo trzy raz w nocy łaziła po chałupie i niestety wtedy okropnie chrapała, mruczała i sapała, ale jakoś dało się wytrzymać.
Ranek obudził nas sporym deszczem, chlapało za oknem zdrowo, więc już byłam przerażona, jak będzie wyglądał nasz pierwszy spacer (wczoraj przyprowadzili mi ją późnym  wieczorem, więc na nocny spacer już z nią nie musiałam iść). Ale od czego są moje czary – mary? pokiwałam palcem,w prawo i w lewo, zrobiłam nim kilka młynków, wypowiadając swoje sławetne słowa: deszczu a kysz, idź sobie i…….rzeczywiście po chwili przestało padać.
No to wzięłam szybciutki prysznic, wskoczyłam w ubranko i poszłyśmy na spacerek po parku. Przynajmniej nie muszę teraz po nim chodzić samotnie.
Nie poznawałam Peppy, kiedyś bardzo niechętnie wychodziła dalej niż pod  pobliskie drzewko, a dzisiaj z radością obleciała ze mną przez cały park, wszędzie węsząc i …zostawiając „swoje namiary”. Co prawda trawka była mokra, więc buty nieco mi przemokły, ale w sumie było fajnie.
Jedyny kłopot mam tylko ze smyczą, bo to jest ta taka wysuwana i nie bardzo umiem ją zabezpieczać, by odwijała się tylko na żądaną przeze mnie odległość, trochę się naszarpałam z tą cienką linką, która z zabezpieczenia się wysuwa i mam pocięte w związku z tym paluchy. Ale jeszcze tylko kilka spacerów i zorientuję się, jak zabezpieczać lub odbezpieczać jej długość.
Byleby tylko deszcz nie padał, bo czekają nas fajne spacery, chociaż muszę troszkę uważać na Peppę, bo po pierwsze ma cieczkę i niewskazane by były jakieś w tej sytuacji seks skandale, a po drugie nie bardzo wiem, jakie jest jej nastawienie do innych czworonożnych osobników, więc wolę ich na wszelki wypadek  omijać z daleka. Zawsze to bezpiecznie. Co prawda znam przecież Peppę,  ona też zna i jak widać lubi bardzo mnie i nie czuje się przez to  zagubiona.  Ale może troszkę już zapomniałam, jak to się chodzi z psem na spacery, a poza tym cały czas wiem, ze nie jest to mój pies, więc tym bardziej muszę uważać i być ostrożna, wzięłam  na siebie nie lada obowiązek, ale przecież  też i odpowiedzialność.

Tak więc widzicie, że mimo, że to trzynasty dzień miesiąca i w dodatku piątek, jestem bardzo radosna, pełna energii i przepełniona samymi pozytywnymi myślami.

A jeszcze taka ciekawostka dla tych, którzy mają ogródki działkowe. Znalazłam w internecie fantastyczną szkółkę różaną , gdzie zamówiłam dla mojej Magdy z okazji zbliżających się Jej  imienin pięknego krzewu różanego o fantastycznej nazwie Ghislaine dr Feligonde, popularnie nazywaną Gizelką.
Ma ona przepiękne kwiaty w kolorze morelowo – brzoskwiniowym, pod wpływem słońca wybielające się. A ponieważ kwitną  obficie przez cały czas to różane drzewko wygląda bajecznie w trzech kolorach od białego, przez morelowy po brzoskwiniowy odcień.Oczywiście w szkółce jest cała gama odmian różnych rodzai róż, polecam zatem stronę tej szkółki : https://rozaria.pl/pl/index.
Do tego muszę dodać, że firma jest niebywale solidna, przesyłają zamówione kwiaty w doskonałej kondycji, wspaniale zabezpieczają je przed podróżą, tak, by nie ucierpiała po drodze, a ponad to jest przez cały czas mailowy kontakt z firmą, począwszy od potwierdzenia zamówienia, przez potwierdzenie przygotowania wysyłki, potwierdzenie daty wysyłki i potwierdzenie  daty dostawy, aż po wiadomość od kuriera o przesyłce, a na koniec przysyłają podziękowanie za zakup w ich sklepie.
Naprawdę jestem zbudowana z tak fantastycznie przeprowadzonej transakcji i dlatego z całą odpowiedzialnością polecam ewentualnym klientom. Czas dostawy bł przewidziany do 5 dni,, ale przesyłka została dostarczona już w trzecim dniu od zamówienia.
 

Tak więc zasypałam w tym roku Magdę różami, najpierw dwa krzewy na urodziny, teraz dwa krzaki na imieniny, ale będzie kolorowo w Jej ogrodzie, no i ja będę miała co fotografować, gdy do niej przyjadę. Sama radość 

No to jakbym miała teraz denerwować się tym, co nastąpi, tym, że za moje i Twoje pieniądze w wypożyczonym  namiocie przed Belwederem, pan pełniący obowiązki prezydenta będzie wygłaszał orędzie na omen omen 550 lecia polskiego parlamentaryzmu. Tak, jakby nie mógł tego prezydent zrobić w stosownym do tego miejscu, czyli własnie w parlamencie. A potem będzie feta, w której brać znów za nasze pieniądze posłowie napychać będą swoje brzuchy – bo im się to po prostu należy!!!!  I na pewno nie będą to tylko ośmiorniczki.
Ale „totalna opozycja”, której już z góry zabroniono zabrania głosu, jednak zdecydowanie od takiej imprezy się odżegnuje, bo jaka to parlamentarna uroczystość, skoro nie można swojej opinii wyrazić.
Co prawda podobno nikt prócz prezydenta nie będzie przemawiał w tej dziwnej uroczystości, ale coś nie wierzę, że nagle ozdrowiony z zabójczej kolankowej bakterii samozwańczy Naczelnik bez żadnego trybu nie wygłosi z tej okazji swojego zdania.
Ale jemu przecież wolno, jemu Marszałek K. nie wyłączy przecież mikrofonu, nieprawdaż?

Ech, miało nie być przecież nic o polityce, zawsze jakieś licho mnie skusi………..

No to cieszmy się piątkiem i nadchodzącym weekendem. Wszystkiego dobrego.