nadrabiam błędy

 

 

… a raczej powinnam powiedzieć, że tracę.
Co? kilogramy, których mi niestety ostatnio troszkę przybyło.
Niestety, po takiej operacji, jaką ja przeszłam nie można się czuć całkiem bezkarnie, o czym się przekonałam na własnej skórze.
Teraz mam szansę ich się znów pozbyć, bo prócz drastycznego ograniczania jedzonka mam dodatkowo zapewnione spacery z Peppą.
Nie ma to, tamto, przynajmniej trzy razy dziennie trzeba ten park z nią oblecieć. W dzień to jeszcze, jeszcze, gorsze są te wieczorne spacerki.
Kiedyś, to znaczy gdy byłam młodsza chyba jakoś mniej się takich spacerków bałam, chociaż teoretycznie chyba prędzej mogłam być narażona na  jakiś atak. Chociaż to wcale nie do końca prawda, na babcię tez można napaść i dać jej czymś w łeb. A może nawet można na jakiegoś dewianta trafić, zaciągnie w krzaki i……. Ech, co ja mówię!!
Dlatego przyznam wam się, ze wczoraj jednak troszeczkę miałam pietra, gdy po 21 spacerowałam po parku. Spacerowałam, to może za dużo powiedziane, ale jednak kilka alejek sobie przeszłyśmy.Mało raczej ludzi o tej porze jest w parku o tej porze, prawdę powiedziawszy nawet żadnego pieska na spacerku tez nie widziałam. Może chodzą jeszcze w późniejszych godzinach niż my??? Strach – pomyśleć nawet, co by się tam mogło dziać, ale nie będę nad tym sie zbytnio zastanawiała, pozostawiam wszystko opiece sił nadprzyrodzonych. 
I tak nie mam wyjścia, to jedyne miejsce gdzie sunia może zrobić wieczorne siusiu – takie jej prawo, czyli mówiąc klasykiem, a raczej klasyczką, jej się to po prostu należy !!!!!

A nie mówiłam, że trzynastego w piątek może być dniem szczęśliwym, jeżeli tylko tego się chce?

Wczoraj znowu Zeldusia z Rodzicami mnie odwiedziła w domku. Po obfitym obiadku Zelduni (my piliśmy tylko kawkę) poszliśmy na spacerek, oczywiście do parku.
Ale byłam dumna, gdy mogłam popychać wózeczek z Zeldunią. Szkoda tylko, że spacerek trwał  krótko, bo chociaż nawet pogoda dopisywała, ale niestety Diana z Ksawrem musieli już wracać do domu, tak to jest z małym dzieckiem, że musi często jeść.
A my z Peppą jeszcze chwilkę pozostaliśmy w domu, na szczęście deszcz nas nie dopadł, ten wraz z jakąś dziwną wichurą dopiero spadł nieco później.
Na szczęście znów nie był długotrwałym, więc jak już pisałam, mogłam jeszcze i wieczorkiem troszkę z Peppa pospacerować.
Co prawda Peppa jest teraz w okresie godowym, a my spotkałyśmy na popołudniowym  spacerku bardzo sympatycznego francuskiego biało – brązowego buldożka, ale….. nie,  pieski zainteresowały się sobą na szczęście  tylko zabawowo, gdyby było inaczej… dopiero narobiłabym sobie kłopotów.

To co, mam coś teraz jeszcze politycznego w moim wpisie zamieścić?
 Z premedytacją nie oglądałam tego całego cyrku, który odbywał się wczoraj w namiocie rozbitym u wrót Królewskiego Zamku.
Jak dla mnie, była to bardzo żałosna, urągająca powadze i dostojeństwu tak doniosłej rocznicy impreza, ale tak chciał Pis, tak chciała i opozycja.
Jak zwykle, nie poszli na kompromis, każdy z nich miał swoje racje, tylko teraz trzeba zastanowić się, które racje były bardziej racjonalne, bardziej prawdziwe.
No, ale to zalezy od punktu widzenia.
Jak pisałam, żadna wczorajsza racja mi się nie podobała, Pis zrobił swoją prywatną imprezę, opozycja stanęła w opozycji i uczestniczyła też w swojej własnej imprezie, tylko tyle, że  ta pisowska kosztowała nas, podatników  milion złotych, opozycyjna była bezpłatna.
Ale to też o niczym nie świadczy.
A raczej świadczy, że jesteśmy strasznie poróżnionym narodem i  na razie nie ma widoków na to, żeby cokolwiek w Polsce zmieniło się na lepsze.
W takiej politycznej aurze, jaka obecnie u nas panuje, nie można mówić o jedności narodu, a to jest niestety bardzo przykra wiadomość.
A to jest tylko świadectwem naszej słabości politycznej, na której ktoś niestety może skorzystać, w ten sposób własnie można stracić niepodległość, o którą tak niedawno jeszcze  przecież walczyliśmy.
I obym nie była złym prorokiem – Licho na wschodzie nie śpi !!!!!

Dzisiaj 14 lipca- święto Narodowe Francji. Zostało ono ustanowienie na pamiątkę wybuchem Wielkiej Rewolucji Francuskiej, rozpoczętej zburzeniem Bastylii, a skończyła się   obaleniem monarchii absolutnej. Symbolem tego dnia jest Marsylianka, która do tej pory jest hymnem narodowym Francji.

A u nas jest po prostu tylko zwyczajna sobota. Niestety nie słoneczna i pogodna, nawet deszczyk troszkę mnie rano pogonił ze spacerku po parku z Peppą.
Obie zresztą deszczu nie lubimy, trzeba było nawiewać.

Ale od czego moje ABRA KADABRA, deszczu idź precz?
Takie zaklęcie właśnie wykonuję i życzę wszystkim przyjemnej soboty. Niech słonko będzie dzisiaj nasza radością. ☼