a jednak Francja

 

 

Trudno się mówi, jakoś to przeżyję, bo nie mam innego wyjścia.
Co prawda wolałabym, żeby to Chorwacja została Mistrzem świata, bo na to zasługiwali, ale trzeba przyznać, że Francuzi tez  byli  doskonali i zasłużenie ten tytuł sobie wywalczyli.
Przecież nie musi mi się wszystko podobać, prawda?

A wczorajszy dzień był dla mnie szalony i to nie tylko przez  mundialowe rozgrywki.
Wyszłyśmy z Pppą  około  ósmej rano na spacerek, a tu  już zaczynali w Parku rozbijać traki.
Przeczytałam na Facebooku, że w Parku, podczas pikniku odbędzie się pokaz ładnych buldożków francuskich, pośród których będzie przeprowadzony mały konkurs piękności. Jednym z warunków było to, żeby każdy z buldożków miał jakiś francuski element w ubiorze. Niestety nawet nie miała żadnych trójkolorowych kokardek, ale postanowiłam pójść przynajmniej pooglądać ten show, oczywiście biorąc ze sobą Peppę.
Ledwie podeszłam w okolicę stolika jury poprosili mnie, abym wpisała Pepę na listę, więc nie omieszkałam tego zrobić. Dostałyśmy numer 9.
Akurat rozmawiałam przez telefon z Ksawrem, gdy okazało się, że jury własnie ocenia wystawione buldożki i….UWAGA, UWAGA : Pepa  zajęła drugie miejsce. Byłam zdziwiona i przyznam, że ucieszona. Dostałam, a właściwie to Peppa dostała  od jury nagrodę w postaci bonu na pierwszą wizytę weterynaryjną w kwocie 100 zł.
Tam naprawdę były śliczne buldożki, ale widać, że Peppa ma swój wdzięk, którym zauroczyła komisję.
BRAWO PEPPA !!!!!

A swoją drogą dziwny zbieg okoliczności: wczoraj było Narodowe święto. w południe francuskie buldożki w Parku Krakowskim się prezentowały, a na koniec Mundial wygrała Francja.  Czyli przez dwa dni mieliśmy Francji na max !!!

Jednym słowem można wykrzyknąć VIVE LA FRANCE !!!!!!!!

Oczywiście wczoraj w parku spędziłam około 3 godziny, bo naprawdę tyle się tam działo!!!|
Ludzie leżeli na leżakach, albo wprost na trawie (czasami przeganiał ich mały deszczyk), dzieci miały malowane farbkami buzie, jakie były przy tym radosne, a ja nawet sfilmowałam aerobik, który na trawie był przeprowadzony przez fachową trenerkę. Oczywiście do tego było wiele kolorowych stoisk, ze samymi smakowitościami, które nawet nie da się wymienić, by czegoś nie pominąć, ale prócz jedzonka były stoiska z naturalnymi kosmykami i z suszonymi kwiatami i różnymi z nich robionych pyłkami.
Były też i jakieś konkursy, na przykład jazdy rowerem na czas, ale nie widziałam, żeby się wielkim powodzeniem cieszył, trasa tego przejazdu była krótka i raczej mało ciekawa, ale przy tym tłumie ludzi, który przetaczał się przez alejki trudno byłoby raczej jakiś większy etap przejazdu zorganizować.
Może i posiedziałabym troszkę dłużej w parku, ale jak już pisałam, co chwilkę deszczyk padał, co prawda krótka, ale za to bardzo intensywnie, musiałyśmy się z Peppą chować pod namiot, gdzie zrobił się spory tłumek, a przy drugiej takiej ulewie po prostu ewakuowałam się.
Zresztą czekałam na gościa, przyszedł wczoraj do mnie Maciek  który pomógł mi rozliczyć faktury za prąd. Próbowałam co prawda wcześniej sama jakoś ten problem rozgryźć, ale te faktury to prawdziwa masakra, plątania liczb, osobno za przesył, osobno za sprzedaż, osobno za coś tam jeszcze, plus do tego jeszcze Vat, w dodatku każda z tych pozycji rozdzielana była na taryfę dzienną i na taryfę nocną, a w dodatku jeszcze były dostarczone prognozy wpłat, które nijak nie mają się do faktycznych opłat, raz jest nadpłata, raz niedopłata – jednym słowem czarna magia. A niestety w dodatku te faktury obejmowały cały okres mojego pobytu na nowym mieszkaniu (wcześniej nie dostawałam faktury, więc nie mogłam dokonywać wpłat), czyli za okres od września 2016 do  lipca 2018, więc wyobraźcie sobie, jaki to był galimatias liczb. Całe szczęście, że Maciek jakoś to rozwiązał, ale i tak suma do wpłaty pozostaje niebotycznie wielka, nawet nie chce jej tu wymieniać. Ale tak to jest, gdy ma się ogrzewanie elektryczne – chcesz mieć ciepło, to nie płacz, tylko płać!

No a potem był już mecz do oglądania, ale i tak nie oglądnęłam go w całości, bo w pewnym momencie się zdenerwowałam i przełączyłam TV na inny kanał. No cóż, nie wszystko musi mi się w życiu udawać.
A po wieczornym spacerku z Peppą oglądałam jeszcze ulubione Szkło Kontaktowe, ale też wprawiały mnie w nerwy niektóre zawarte w nim wiadomości, więc poszłam sobie grzecznie spać.

A dzisiaj…..  no cóż, jesteśmy już po pierwszej połowie miesiąca lipca (chyba te dni uciekają coraz szybciej, też tak czujecie??), a za oknem nawet słonecznie i ciepło.Wiem, bo już prawie skoro świt musiałam na spacerek z Peppą wyjść, tak to jest, gdy się ma obowiązki.
Ale jeszcze tylko kilka dni.. Żartowałam, rano park wygląda cudownie, a panowie z obsługi rozpoczynają dzień od porządków w parku i od podlewania roślinek.
Dbają jednak o to piękno wokoło.
Zyczę miłego poniedziałku i bardzo przyjemnego i fajnego całego tygodnia