Nabita w butelkę?

 

Nie wiem co kupiłam, zdecydowanie nie jest to książka telefonicna, tylko coś w rodzaju kota w

worku.

No bo co to za książka telefoniczna, w której nie ma prawie żadnych moich znajomych?

W dodatku dostałam ja w dwóch wersjach ” ksiażkowej i  w elektronicznej, czyli w płytce, która

z wielkim trudem się otwiera, a w dodatku nie daje się skopiować do komputera.

I to w dodatku na kilka dni przed pierwszym wyciagnięto o zgrozo z mojej kieszeni 65 zł za ten

bubel.

No fakt, zgodziłam się, gdy zaproponowali mi tą książkę telefonicznie, ale widzę, że to co

kupiłam niestety będzie tylko służyło jako następny połykacz kurzu.

Tylko czemu za sume 65 zł????

Ale co tam, do wypłaty wszak daleko, ale zawsze wodę mineralną można pić i już dieta

gotowa.

Gorzej z  tymi moimi „smoczkami,” czyżbym przez te kilka dni na odwyk musiała iść?

Ale nie ma co sie załamywać, albowiem życie takie jest, że raz jest pod gókę, raz z górki….

Mimo wszystko życzę wszystkim miłego i kolorowego dzionka.

A może postawić tego lotka dzisiaj?