Żal w obliczu śmierci

 

 

Żal mi Jarosława, został zupełnie sam na tym świecie.
Nigdy nie przypuszczałam, że takie słowa napiszę, ale strata Matki dla każdego, obojętnie w jakim by nie był wieku,  jest bardzo bolesnym doświadczeniem.
I na pewno był on w pewnym sensie   przygotowany na tą tragiczną dla niego sytuację, ale nigdy człowiek do końca nie jest z takim rozwiązaniem  pogodzony.
Jarosław już po  tragicznej śmierci swojego brata – bliźniaka był bardzo rozgoryczony życiem, teraz znów jego świat się zawalił, stracił następną ukochaną przez niego osobę. Został sam, nie ma żony, dzieci, z którymi swój żal mógł dzielić, jest co prawda córka jego brata, ale czy ja wiem, czy ona tak bardzo jest bliska jego sercu, wiemy, że były pomiędzy nimi nieporozumienia, chociaż może w obliczu śmierci ich relację ulegną poprawie?
Ma swoich niby przyjaciół w Pisie, ale czy oni będą teraz na pewno dla niego podporą? Może nawet wielu z nich będzie się starało w mniejszym, lub większym stopniu tę sytuację wykorzystać dla siebie? – ludzie różni bywają, mogą chwilową psychiczną  niewątpliwie słabość prezesa zagospodarować. I tego najwięcej się boję, bo teraz znów Jarosław w swoją skorupę się schowa, z czego oczywiście będzie bezapelacyjnie wytłumaczony, pytanie jest za to takie: czy znów psychicznie się podniesie? Obawiam się, że dla niego polityczna działalność już się kończy, albo i skończyła. Tylko co mu jeszcze pozostało?????
Boję się tylko, czy to wszystko nie odbije się na nas i na naszej demokracji, bo może jeszcze powrócić wzmożona ostatnimi wypadkami  wściekłość, nie tyle Jarosława, ale przede wszystkim  jego koleżków, co może znów zaowocować różnymi niepokojami, tak w samej partii Pis, jak i w naszej całej polityce.
 Jednak obojętnie co będzie, samemu Jarosławowi w dniu dzisiejszym serdecznie współczuję, czeka go naprawdę bardzo ciężki i smutny czas.
Śmierć bliskiej, ukochanej osoby, szczególnie, gdy jest to Matka,   jest zawsze taką granicą, z którą ciężko się jest pogodzić, ale czasami też powoduje, że po czasie buntu przychodzi opamiętanie i inne spojrzenie na to, co nas w około otacza i często wpływa na zmianę priorytetów, czego właśnie mu dzisiaj życzę.

A zima? a jest sobie, czemu nie, dzieciaki dalej na nartach zjeżdżają ( rodzice też), czasem sobie  niektórzy wykręcają kolana, ale na szczęście na drugi dzień szybciutko zdrowieją i dalej oddają się ulubionemu sportowi. Ot, taka jest właśnie  młodość.
A za oknem temperatura w Krakowie osiąga wartość  minus sześć – zgroza, ale na razie jest dosyć wcześnie i nie muszę nigdzie jeszcze wychodzić.
Dzisiaj zaczynamy następny weekend.
Życzę miłego piątku