panta rhei?

 

 

Ale skąd, wręcz przeciwnie.
Za oknem piękny słoneczny, październikowy dzień, już pewnie jeden z tych ostatnich ciepłych, a może się jeszcze jeden chociaż tydzień nam uchowa?
Przydałoby się, bo za tydzień Jaś ma urodziny.

No i w łazience nic nie płynie, nie cieknie, nie denerwuje… Na szczęście, bo nie ma nic gorszego niż kapiące krany, czy spłuczki.
Wczoraj przyszedł ów młodzieniec – hydraulik i wszystko już do końca mi pozakręcał i poprawił, tak, że przez najbliższy czas będę miała z tymi kłopotami spokój.

Dobrze, że dzisiaj jest już sobota, wczoraj wieczorem wróciłam wyraźnie padnięta  i musiałam się zdrzemnąć, no właśnie, ta popołudniowa drzemka, mimo to i tak o całkiem przyzwoitej godzinie jak na mnie poszłam spać i spałam jak zabita aż do godziny dziesiątej.
Ale i tak wstałam w nie najlepszym humorku, całkiem nie rozumiem dlaczego, jestem sobie dzisiaj na „NIE” i już.
Z ciekawostek: wracając wczoraj z pracy siadłam sobie prawie o szóstej wieczór na ławce w letniej sukience z krótkimi rękawami i…wcale mi zimno nie było,
właściwie taka pogoda mogłaby trwać cały rok, właśnie taka, nie za zimno, nie za gorąco. Nawet tej nocy spałam przy uchylonym oknie, może dlatego tak wspaniale mi się spało?

No to tylko wypada wszystkim miłej soboty życzyć.