no bo ja się boję burzy…..

 

 

… tak jak nie wiem kto…..

Jak zwykle moje kolanka były wczoraj wieczorem niezawodne. Darły mnie jak cholera, znów musiałam swój Nimesil rozpuszczać  we wodzie i  tą mieszankę wypić.
Niby nie ma złego smaku, ot, taka oranżadka, ale z kolei za często jej pić nie można, bo ( podobno) bardzo źle wpływa na wątrobę.
Jak to lek, na jedno pomaga, na drugie szkodzi…….
No i całkiem niedługo okazało się, że kolana znów miały rację, one tylko wieszczyły mi deszcz i burzę.
Prawie już zasypiałam, gdy za oknem zaczęło się błyskać i grzmieć. Szybko wyłączyłam mój ” usypiacz” czyli Rodzinę Zastępcza, bo bardzo się boję burzy,
Staram się nic wtedy nie oglądać. Niestety burza wytrąciła mnie z fazy przedsennej, o dalszym spaniu nie mogło być mowy..
No to starym, dobrym sposobem zaczęłam swoje nocne życie przy komputerze ( oczywiście, gdy tylko burza się skończyła), czekałam, aż znów tak się nim zmęczę, że w końcu upragniony sen nadejdzie.
Szczególnie, że muszę wstać przecież rano, bo w piątek pracuję przedpołudniem.
Nic to, odeśpię sobie znów popołudniem, po powrocie do domu.
Widać tak mam, że muszę spać na raty.
Zazdroszczę tym ludziom, którzy o 22-23 zasypiają  sobie błogo i śpią aż do białego rana i nic im w tym śnie nie przeszkadza.
Ale nie każdemu jest to pisane, a na pewno nie mi.
Pewnie to moja wina, że wyrobiłam sobie taki dziwny system spania, ale co mam robić, gdy nagle późnym popołudniem zaczynają nogi moje narywać i stopy są niestabilne, to u mnie zawsze jest symbolem konieczności krótkiej chociażby drzemki.
Widziałam nawet w TV reklamę lekarstwa na tzw niespokojne nogi. Jest to upiornie nieprzyjemne uczucie, gdy same nogi zaczynają w miejscu „chodzić”
Muszę przy następnej okazji zapisać sobie nazwę tego lekarstwa, chociaż przyznam, że już mam dosyć zażywania tych przeróżnych tabletek. Codziennie rano muszę namawiać sama siebie do połknięcia tych kilku różnego rozmiaru pigułeczek i na samą myśl, że będę je za chwilę zażywała dostaję drgawek. Ale cóż robić, zawsze lepiej zażywać tabletki, niż kilka razy dziennie kłuć się igłą z insuliną.

A co w pracy? Ano działamy. Wczoraj pan Mirek przywiózł nam ostatnią brakująca część potrzebną do badań kontrastowych, czyli monitor, który będzie używany przy wlewach kontrastowych. Dzisiaj zostanie on podłączony do aparatu i… jeszcze muszę przejść dziś krótki kurs zapisywania obrazu i przesyłania go na Arpax do opisowi lekarza i można powiedzieć, że ruszamy już od poniedziałku  pełną parę.
A swoją drogą, ile to teraz ułatwień jest przy wykonywaniu takich badań, jak chcę porównać  te dzisiejsze aparaty z tym, na czym zaczynałam swoją działalność rentgenowską  45 lat temu ( matko, to już tak długo w RTG pracuję??), to sama się sobie dziwię, że kiedyś te wszystkie aparaty no i urządzenia do wywoływania zdjęć  były takie archaiczne, a jednak jakoś działały. Nawet kiedyś, dawno, dawno temu wymyśliłam sobie, że będą w przyszłości takie łatwe do obsługi aparaty no i proszę, moje marzenia się spełniły!!! Ta ‚”przyszłość” przyszła wcześniej, niż się jej spodziewałam. Teraz obsługiwanie takich aparatów to czysta przyjemność!!. Naciskasz tylko jeden guziczek, drugi guziczek i stół wraz z pacjentem jedzie w tą stronę, w którą chcesz, nie musisz się szarpać i tarmosić z tym pacjentem, tylko lekko przesuwasz stołem i zawsze masz pacjenta na środku, potem tylko robisz pstryk ( zupełnie jak w tym wierszu  Tuwima) i robi się… nie jasno, tylko robi  się  zdjęcie na kasecie, którą potem wkładasz do specjalnego czytnika i komputerowo oprawiasz zdjęcia, bez tego nieznośnego (ongiś) moczenia rąk w wywoływaczu i w utrwalaczu. A pacjent zamiast kliszy dostaje płytkę z nagraniem swojego badania.
W tych super nowoczesnych aparatach nie ma już nawet kaset, tylko zdjęcie przechodzi na komputer w sterowni i tam oprawia się dalej wykonane zdjęcia.
Ale tak dobrych czasów ja już niestety nie doczekam……
Dlatego tak bardzo się cieszę tym, co mam teraz 🙂

Oczywiście poranek obudził mnie mżysty i ponury, czyli taki, jakiego nie lubię, szczególnie po nieprzespaniu całej nocy – urzędowałam sobie gdzieś prawie do czwartej rano. Na szczęście dzisiaj jest piątek, dobry dzień do odpoczynku, a moją ulubioną sobotę będę spędzała towarzysko w Modlnicy.
Życzę przyjemnego weekendu.