Ale nas straszą

 

Jak to dobrze, że urodziny Jasia były w zeszłym tygodniu, bo ten weekend ma być z temperaturą około 3-4 stopnie ciepła ( chyba zimna?).
Już nie udało y się posiedzieć chociaż chwilkę na tarasiku, już dzieci nie pograłyby w piłkę na zielonej trawce.
Przynajmniej tak nas straszą przepowiadacze pogody.
No tak, kiedyś już słyszałam prognozę, że jeszcze w październiku śnieg spaść może.
Nic, tylko skulić się teraz małe zawiniątko i i przespać zimę jak miś.
A propos miś, ten, który ostatnio grasował w Bieszczadach to niecnota jakaś. Najprawdopodobniej to on zaatakował tego turystę, którego zwłoki znaleziono w górach, są ślady zwierzęcia na jego ciele. Potem miś zobaczył ekipę ratowniczą na quadach i tez ich zaatakował, ratownicy uciekli, a miś wyżył się na leżącej maszynie, ślady jego wspaniałych ząbków widać na blasze quada. Teraz poszukują nadal tego niedźwiedzia, bo może znów kogoś zaatakować, najprawdopodobniej jest ranny ( przy zmarłym turyście znaleziono siekierę, która chyba się bronił przed zwierzęciem), a taki zraniony niedźwiedź to prawdziwe niebezpieczeństwo nawet dla tych, którzy spokojnie ścieżką iść sobie będą. Leśnicy chcą misia odnaleźć, uśpić specjalnymi nabojami a potem zbadać i ewentualnie opatrzyć rany, a potem miś pójdzie już sobie w swoją stronę, już leśnicy dopilnują, by ten huncwot nie zagrażał więcej.
Gdyby ktoś niechcący spotkał misia na swojej trasie, najlepiej jest podrzucić mu coś ze swojego ekwipunku ( na przykład pyszne kanapeczki), miś tym się zajmie, a turysta powinien zwiewać szybko i tam gdzie pieprz rośnie.
Na szczęście mnie to nie dotyczy, bo po górach nie latam, a wątpię by jakiś miś odwiedził moją ulicę.
A gdyby i tak było, daleko bym nie uciekła, nawet wszystkie bramy są pozamykane………. ciężko by było.
Miłego wtorku