20 października

 

To dla mnie podwójnie ważny dzień.
Dzisiaj obchodzilibyśmy71- wsze  urodziny mojej Siostry Ani. Przecież mogłaby dzisiaj jeszcze  żyć. Przecież mogłaby dzisiaj z nami cieszyć się Jej świętem.
Niestety, odeszła 5 lat temu.
Dzisiaj moja Mama miałaby też swoje święto – Imieniny, dzisiaj są przecież imieniny  Ireny.
Też Jej nie ma, może dzisiaj obydwie razem obchodzą swoje święto tam wysoko, w Niebie?

Wszyscy święci balują w niebie,
Złoty sypie się kurz,
A ja włóczę się znów bez Ciebie
I do piekła mam tuż.

Do piekła? no może tam się nie wybieram, bo przecież kiedyś chcę się z moimi Najbliższymi spotkać, a ich w piekle na pewno nie ma, ale jednak i za Mamą i za Anią bardzo mocno tęsknię.

Oczywiście, że były wczoraj  małe ” poprawiny”, szczególnie w wykonaniu dzieci, które po mało przespanej nocy ( hasały poprzedniego dnia aż do 3 w nocy na pidżama night party) nadal miały sporo wigoru, szczególnie solenizant Jasiek, którego co raz dopadały nowe ” świetne” pomysły, jak np. walka na surowe jajka, więc dlatego zwyczajowo  niedzielna, poranna jajecznica musiała być w wersji bardzo ograniczonej 🙂
Ale niedziela to był i tak piękny, słoneczny dzień, nieco chłodnawy, bo porywał się dosyć nieprzyjemny wietrzyk. Od czasu do czasu dało się nawet przez chwilę siedzieć na tarasiku i grać z młodzieżą w UNO, niestety potem zerwał się wiatr, który sam tasował i porywał nam karty, trzeba było grę przerwać,
Wczoraj wieczorem wróciłam do domu bardzo padnięta, w każdym razie nie tak wypoczęta, jak po weekendzie być powinnam, ( trochę w nocy dzieciaczki rozrabiały i mnie budziły – ot takie wesołe dziecinne czasy) i od razu  tak jak stałam zasnęłam na swojej kanapie . Potem jednak w nocy się przebudziłam, umyłam się, przebrałam i znów pod kołderkę wskoczyłam.

A dzisiaj poniedziałek – podobno jeszcze wciąż ciepły, do pracy idę na popołudniową zmianę, więc mam jeszcze troszkę czasu na ogarnięcie się.
No i znów przed nami tydzień pracy, pewnie znów szybko zleci, zanim się dobrze człowiek rozejrzy wokoło.
Byleby tylko zima jakoś nas nie zaskoczyła!!!!
Chociaż może misie w końcu pójdą spać i przestaną atakować biednych ratowników wywracając ich pojazdy, tak jak było wczoraj w Bieszczadach.
Ciekawe, czy ten miś też był frajerem, podobnie jak rolnicy, których skrytykował  za sprzedaż jabłek po bardzo niskiej cenie  minister rolnictwa.
I nie wiem, czy wszyscy bardziej zdenerwowali się tym niefortunnym przezwiskiem, czy rzeczywiście niską ceną tych pysznych owoców, z którymi przez niedobrego wujka Putina wciąż mamy kłopoty?? No ale to czas przedwyborczy i każde potknięcie polityka i każde chwycenie go za język przez przeciwników jest  normalne na codziennym politycznym forum. Tak będzie się działo aż do następnych parlamentarnych wyborów i musimy się jakoś na to uodpornić.

Miłego tygodnia i miłego oczywiście poniedziałku.
I serdeczne życzenia dla wszystkich Iren, które dzisiaj obchodzą swoje imieniny, bo wiem, że wiele moich znajomych Iren obchodzi je w kwietniu.

P.S. jak to dobrze, że mam tą małą lampkę Ikei koło komputera, bo za oknem jest tak ponuro, a w pokoju tak ciemno, że nawet klawiaturki bez włączonej lampki nie widać.

Ale była fajna impreza

A solenizantów było dwóch: dziesięcioletni Jaś ( syn Magdy i Jacka) i czteroletnia Zosia ( córka Agi i Jarka)
Nawet ja porzuciłam swoje senne sobotnie zwyczaje i byłam rześka i wesoła jak szczygiełek. Latałam tu i tam i swoim aparatem fotograficznym prowadziłam dokumentację wczorajszego odświętnego dnia.
Było trochę dorosłych, jeszcze chyba więcej dzieciaczków od lat 1 do 18 ( ale rozrzut co?) i ogólnie można powiedzieć, że było wspaniale.
Na stole brylowały same pyszności, paszteciki, czerwony barszcz, ale wszystkich szczególnie zainteresowała pizza Magdy.
Na wspaniałym, cieniutki cieście Magda rozłożyła same smakołyki, mówię wam, tą pizzą pobiła wszystkie inne pizze na świecie, a te pizze robione w pizzeriniach niech się schowają przed tą Magdziną.
Clou programu był wspaniały, upieczony przez Magdę tort owocowy, mówię Wam,  sam rozpływał się w ustach, prawdziwa  małmazyja!!!!
Był  też bardzo dobry torcik dla Zosi ( autorstwa niestety mi  nie znanego),  sernik na zimno, też przez Magdusię zrobiony – smaku wczoraj jego nie poznałam, bo już nie było po tych smakowitościach miejsca na jego spróbowanie, ale na pewno dzisiaj go wypróbuję.
Oczywiście o galaretkach z winogronami i bitą śmietaną, o owocach na paterze i innych ciasteczkach nie muszę chyba wspominać.
Panowie popijali pyszną orzechówkę, my, słabe istoty zadowoliłyśmy się przepysznym czerwonym winem.
Ale najważniejszy był nastrój tego popołudnia i wieczoru, albowiem impreza trwała aż do późnych godzin no prawie, że nocnych.
Dzieciaczki tak się rozbawiły, żet trudno było ich potem nawet do snu zagonić, jeszcze w pokoju dosyć długo rozrabiały.
Do tego była całkiem fajna pogoda, było ciepło i bezwietrznie, tak, że nawet dzieci pograły trochę w piłkę przed domem na trawie.
Zwyczajowo noc miałam nieszczególną, to znaczy znów skurczybyki ( czyli skurcze przeróżne) na mnie napadały, ale za to obudziłam się w przepięknej, słonecznej od samego rana niedzieli. Niebo bezchmurne zapowiada, że to będzie śliczny dzień.Na razie co prawda jest chłodno i rosa osiadła na trawie i na  „mojej” kanapie, ale temperatura powietrza  ma dzisiaj wynosić około 20 stopni.
I bardzo dobrze, bo dzisiaj zapowiadają się poprawiny wczorajszych urodzin, znów rodzinka się zjedzie i znów wesoło będzie.
Aż żal jutro będzie wracać do pracy 🙂
Ale wszelkie zabawy i imprezy mają swój kres i dobrze, bo od nadmiaru ( jedzenia, picia i zabaw) tez głowa ( i czasami brzuch) boli.
Myślę, że tak piękna niedziela zapowiada się dzisiaj w całym kraju, czego z serca wszystkim życzę

Dzisiaj Modlnica

 

Co prawda urodziny Jaśka były 2 dni temu, ale dzisiaj będziemy uroczyście obchodzić 10 siątą rocznicę tego wspaniałego dnia Jego narodzin.
Właściwie życzenia należą się tez jego Matce, bo to Ona właśnie na świat wydała to wspaniałe dziecię – Jasia, chociaż trzeba przyznać, że i Jacek miał w tym wiele udziału :-).
Więc w tym dniu uroczystym życzę całej Trójce wiele radości i szczęścia. Niech Rodzice cieszą się, że Jasiek wyrasta im na pięknego zdrowego i najważniejsze mądrego młodzieńca, przyszłą  chlubę rodziny K !!!!!

Pomału już się na tą popołudniowa imprezę szykuję, już pozażywałam co możliwe, aby żaden ból nie przeszkodził mi w tej uroczystości.
No właśnie, wczoraj miałam fatalne popołudnie, bolały mnie wszystkie moje kosteczki i te duże i te całkiem małe, więc wtuliłam sie w cieplutki kocyk i sobie popołudnie przespałam. Ale strach pomyśleć, bo własnie teraz takich deszczowych i reumatoidalnych dni będzie coraz więcej…….
Jakoś przetrwam, byle do wiosny.
Dzisiaj mam jednak całkiem gdzie indziej niż na samą siebie zwróconą moją uwagę.
I będzie git.
Tego życzę wszystkim na tą nieco smutną i zamyśloną za oknem sobotę.

no bo ja się boję burzy…..

 

 

… tak jak nie wiem kto…..

Jak zwykle moje kolanka były wczoraj wieczorem niezawodne. Darły mnie jak cholera, znów musiałam swój Nimesil rozpuszczać  we wodzie i  tą mieszankę wypić.
Niby nie ma złego smaku, ot, taka oranżadka, ale z kolei za często jej pić nie można, bo ( podobno) bardzo źle wpływa na wątrobę.
Jak to lek, na jedno pomaga, na drugie szkodzi…….
No i całkiem niedługo okazało się, że kolana znów miały rację, one tylko wieszczyły mi deszcz i burzę.
Prawie już zasypiałam, gdy za oknem zaczęło się błyskać i grzmieć. Szybko wyłączyłam mój ” usypiacz” czyli Rodzinę Zastępcza, bo bardzo się boję burzy,
Staram się nic wtedy nie oglądać. Niestety burza wytrąciła mnie z fazy przedsennej, o dalszym spaniu nie mogło być mowy..
No to starym, dobrym sposobem zaczęłam swoje nocne życie przy komputerze ( oczywiście, gdy tylko burza się skończyła), czekałam, aż znów tak się nim zmęczę, że w końcu upragniony sen nadejdzie.
Szczególnie, że muszę wstać przecież rano, bo w piątek pracuję przedpołudniem.
Nic to, odeśpię sobie znów popołudniem, po powrocie do domu.
Widać tak mam, że muszę spać na raty.
Zazdroszczę tym ludziom, którzy o 22-23 zasypiają  sobie błogo i śpią aż do białego rana i nic im w tym śnie nie przeszkadza.
Ale nie każdemu jest to pisane, a na pewno nie mi.
Pewnie to moja wina, że wyrobiłam sobie taki dziwny system spania, ale co mam robić, gdy nagle późnym popołudniem zaczynają nogi moje narywać i stopy są niestabilne, to u mnie zawsze jest symbolem konieczności krótkiej chociażby drzemki.
Widziałam nawet w TV reklamę lekarstwa na tzw niespokojne nogi. Jest to upiornie nieprzyjemne uczucie, gdy same nogi zaczynają w miejscu „chodzić”
Muszę przy następnej okazji zapisać sobie nazwę tego lekarstwa, chociaż przyznam, że już mam dosyć zażywania tych przeróżnych tabletek. Codziennie rano muszę namawiać sama siebie do połknięcia tych kilku różnego rozmiaru pigułeczek i na samą myśl, że będę je za chwilę zażywała dostaję drgawek. Ale cóż robić, zawsze lepiej zażywać tabletki, niż kilka razy dziennie kłuć się igłą z insuliną.

A co w pracy? Ano działamy. Wczoraj pan Mirek przywiózł nam ostatnią brakująca część potrzebną do badań kontrastowych, czyli monitor, który będzie używany przy wlewach kontrastowych. Dzisiaj zostanie on podłączony do aparatu i… jeszcze muszę przejść dziś krótki kurs zapisywania obrazu i przesyłania go na Arpax do opisowi lekarza i można powiedzieć, że ruszamy już od poniedziałku  pełną parę.
A swoją drogą, ile to teraz ułatwień jest przy wykonywaniu takich badań, jak chcę porównać  te dzisiejsze aparaty z tym, na czym zaczynałam swoją działalność rentgenowską  45 lat temu ( matko, to już tak długo w RTG pracuję??), to sama się sobie dziwię, że kiedyś te wszystkie aparaty no i urządzenia do wywoływania zdjęć  były takie archaiczne, a jednak jakoś działały. Nawet kiedyś, dawno, dawno temu wymyśliłam sobie, że będą w przyszłości takie łatwe do obsługi aparaty no i proszę, moje marzenia się spełniły!!! Ta ‚”przyszłość” przyszła wcześniej, niż się jej spodziewałam. Teraz obsługiwanie takich aparatów to czysta przyjemność!!. Naciskasz tylko jeden guziczek, drugi guziczek i stół wraz z pacjentem jedzie w tą stronę, w którą chcesz, nie musisz się szarpać i tarmosić z tym pacjentem, tylko lekko przesuwasz stołem i zawsze masz pacjenta na środku, potem tylko robisz pstryk ( zupełnie jak w tym wierszu  Tuwima) i robi się… nie jasno, tylko robi  się  zdjęcie na kasecie, którą potem wkładasz do specjalnego czytnika i komputerowo oprawiasz zdjęcia, bez tego nieznośnego (ongiś) moczenia rąk w wywoływaczu i w utrwalaczu. A pacjent zamiast kliszy dostaje płytkę z nagraniem swojego badania.
W tych super nowoczesnych aparatach nie ma już nawet kaset, tylko zdjęcie przechodzi na komputer w sterowni i tam oprawia się dalej wykonane zdjęcia.
Ale tak dobrych czasów ja już niestety nie doczekam……
Dlatego tak bardzo się cieszę tym, co mam teraz 🙂

Oczywiście poranek obudził mnie mżysty i ponury, czyli taki, jakiego nie lubię, szczególnie po nieprzespaniu całej nocy – urzędowałam sobie gdzieś prawie do czwartej rano. Na szczęście dzisiaj jest piątek, dobry dzień do odpoczynku, a moją ulubioną sobotę będę spędzała towarzysko w Modlnicy.
Życzę przyjemnego weekendu.

ale miło i słonecznie jest za oknem

 

 

Aż chce się żyć, aż chce się pracować.
Tylko akurat gdy już będę wracała z pracy po popołudniowej zmianie za oknem szarówka.
Nieprzyjemne to. żal mi tych czasów, gdy słonko o ósmej wieczór dopiero zachodziło.

Z ciekawostek : Adaś Hofman, ulubieniec pana prezesa został ( chyba) wczoraj na jakiejś konferencji w Elblągu  upokorzony, bo dostał od dziennikarzy złoty nocnik, by nie musiał się już załatwiać na trawnikach w Elblągu. Pan prezes szybciutko konferencję jak niepyszny zakończył i zszedł wraz ze swoim przydupasem Adasiem ze sceny, bo to jednak był wielki obciach dla Pisu.  Hofman nie przyjął prezentu, a jego ochroniarze rzucili, słownie  r z u c i l i  tym  nocnikiem w kierunku dziennikarzy.
Ot cała pisowska kultura. A oni nas chcą jeszcze czegokolwiek uczyć???
Za to były minister zdrowia ( oczywiście pisowiec) wymyślił sobie, że najlepszą metoda na naprawę sytuacji w zdrowotności jest zlikwidowanie NFZ.
Ot, tak, pstryk, zlikwidują NFZ i problem sam się rozwiąże.
No tak, radzić i zakazać zawsze można, ale należałoby przy tym panie ministrze dać  i potem wdrożyć w życie jakieś projekty zastępcze.
Ale pomysłu PIS na to oczywiście nie ma żadnego. PO też zresztą  nie ma i tu jest   ta ” bieda”, czyli pies pogrzebany.
A można by, podobnie jak lecznictwo otwarte szpitale  skomercjalizować , bo szpital mógłby wtedy podpisywać konkretne kontrakty, wcale niekoniecznie ze szkodą dla ludzi biedniejszych, przecież prawie każdy jest ubezpieczony i właśnie wystarczyłoby, by ubezpieczalnie przejęły obowiązek płacenia  za  chorych.
Można by wprowadzić dodatkowe ubezpieczenia dla tych, których stać na to, mieliby lepsze warunki leczenia. Podobnie jest w USA, tam każdy płaci ubezpieczenie do spółki z pracodawcą i w zależności od stawki ubezpieczenia ma zatwierdzone warunki leczenia. Ci, których nie stać by było na opłaty dodatkowe leczeni by byli jak dotychczas z opłacanych w ZUS-ie stawek. Oczywiście trzeba by było to wszystko dograć, żeby nikt nie miał pretensji i żeby również ci słabo zarabiający czy bezrobotni też tą ustawą byli objęci.
Ale na szczęście to nie mój problem, ja nie będę startowała do Rady Narodowej w najbliższych wyborach.

Życzę przyjemnego czwartku

botanicznie

 

Róża (Rosa L.) –rodzaj krzewów należących do rodziny różowatych (Rosaceae). Znanych jest 150–200 gatunków występujących na półkuli północnej, czasem podaje się nawet dwukrotnie większą liczbę, co wynika z różnego traktowania taksonów. Większość ozdobnych odmian róży rozmnaża się przez okulizację  na
podkładkach z dzikich róż.

Różami zajmuje się nauka rodologia  – gałąź botaniki

A dlaczego o tym dzisiaj wspominam?
Wiadomo, dzisiaj jest środa, kolejna róża do albumu Uli w dniu naszego serdecznego spotkania na blogu.
U nas piękny dzień zapowiada się Ulu, od rana za oknem świeci słoneczko, od razu weselej na duszy i nawet spać się już nie chce.
Mam nadzieję, że i w Poznaniu jest podobnie, niestety ja spacerować sobie z kijkami nie mogę ( ach te moje biedne nogi, i biedny bolący kręgosłup), ale mogę sobie tylko wyobrazić, że idę wraz z Tobą przez piękny jesienny park żwawym krokiem i  tak wspólnie krocząc miło sobie rozmawiamy.
Teraz pokazali w TVN 24 mapkę pogody i co widzę? Nad Poznaniem chmury i deszcz, a kysz, a kysz, szybciutko podsyłam Ci Ulu słoneczne promienie i całuski z Krakowa.
Wiem, że codziennie mój blog czytasz, ale środa to taki szczególny nasz wspólny jest dzień, prawda?

No to wypada coś wspomnieć o wczorajszym meczu. Tak po prawdzie wcale nie miałam ochoty go oglądać, bo zbyt dużo nerwów takie oglądanie mnie kosztuje. Jednak rodzinka wpakowała mi się do pokoju ( jeden tylko w domu, mój telewizor, jest podłączony do anteny satelitarnej), więc jednym okiem oglądałam, jednym ‚”siedziałam” w komputerze. i bardzo dobrze, bo skoro nie patrzyłam na ekran telewizyjny Polacy strzelali bramki, gdy patrzyłam, albo nic się nie działo, albo strzelali nam bramki.
Ale ogólnie mówiąc, nie jest tak znowu źle, widać, ze drużyna po pieczą Nawałki nieco przebudziła się ze snu niemocy i chłopaki zaczynają nawet grać.
Jak tak dalej pójdzie to kto wie, może powielimy wygraną z 1974 roku, a może nawet będzie jeszcze lepiej?
Fakt, że sporo jest nowych nazwisk w naszej drużynie, widać, że chłopaki się starają, a takie sławy jak Lewandowski czy Szczęsny dodawali im tylko siły do walki. Biedny Lewandowski został brutalnie sfaulowany ( czego sędzia niestety nie chciał zobaczyć), ale i tak, mimo bólu, dzielnie do końca grał i swoją drużynę do walki podgrzewał.
Sumując jest jakaś szansa na przyszłość polskiej drużyny. Widać, że Nawałka to w końcu dobry  trener naszej drużyny, potrafi ze swoimi podopiecznymi się dogadać i z nich wyciągnąć tyle, ile się da.

Trochę mam ostatnio kłopoty z moim telewizorem, czy dekoderem, już sama nie wiem, nagle mi znika obraz  i muszę wyłączać i włączać od nowa i telewizor i dekoder. Wygląda tak, jakby nie było połączenia pomiędzy telewizorem i dekoderem, albo to wina kabla telewizyjnego, a może i Polsat przesyła źle obraz, tylko oczywiście po mojej interwencji oni twierdzą, że u nich jest wszystko w porządku, że to wina moich urządzeń. Jeżeli tak jest, to czemu czasami wszystko przez dłuższy czas, a czasami co chwilę się wyłącza? No i do kogo mam się zwrócić z prośbą o naprawę? Sama już nie wiem.

Dzisiaj są imieniny Jadwigi, więc jeżeli jakaś miła Jadzia tutaj zagląda życzę jej wiele zdrowia , uśmiechu  i pogody ducha, bo ten każdemu jest potrzebny.


Dzisiaj idę do pracy  dopiero na  popołudniu, więc mam jeszcze trochę chwilę dla siebie.
Miłej środy wszystkim życzę

 

 



dzisiaj malutko

 

Dzisiaj z pogodą nieco lepiej, słonko już świeci i jest w miarę ciepło jak na tą godzinę o tej porze roku.
A mój dzień ( z malutką przerwą) trwa już od 4 rano, Ta malutka przerwa była na godzinną drzemkę, czyli jak zwykle.
I jak tu mieć głowę do pisania czegokolwiek, gdy szumi w uszach, oczy się kleją, a głowa zawraca.Toteż ten wpis znów jest krótką notką tylko, może jutro będzie lepiej?
Pozdrawiam i miłego dzionka życzę.
A teraz pora na mały dodatek na wesoło:

******
Kierowniczka domu wczasowego wita w progu nowego wczasowicza:
– Postaramy się, aby czuł się pan u nas jak w domu.
– Zwariowała pani?! Ja tu przyjechałem wypocząć! 

*********

kawał na czasie :

  W sądzie:
– Co oskarżony ma na swoją obronę?
– Wysoki sądzie, powierzono mi miliony, a ja wziąłem zaledwie 150 tysięcy… 

*********

Żona wpada do domu i woła do męża:
– Mam dla ciebie dobrą wiadomość!
– Jaką?
– Nie na darmo opłaciłeś autocasco! 

*********

I tym miłym akcentem kończę dzisiejszy wpis 🙂

i już po weekendzie

 

Aż się boję, dzisiaj poniedziałek i to trzynastego. A ostatnio poniedziałki nie są dla mnie szczęśliwe.
Ale nie będę od rana zapeszać. Będzie dobrze, musi być dobrze!!!
Sobotę i niedzielę spędziłam tak jak najbardziej lubię, czyli  w ciszy i w samotności. Taki właśnie weekendowy model sobie wymyśliłam i jest z nim mi całkiem dobrze.
Co prawda gdzieś tam w tle kręci się rodzinka ( i pies), ale z powodu ślicznej pogody więcej czasu w domu jej nie było, więc można powiedzieć, że weekend był samotny i szczęśliwy.
Czasami takie wyciszenie (zwłaszcza po dobrze przepracowanym tygodniu) zbawczo działa na nerwy.
No i to poczucie wolności, nic nie muszę, robię akurat to, na co w danym momencie mam ochotę.
Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy weekend taki właśnie będzie, czasami trzeba będzie się „urodzinnić”, dlatego wczoraj i przedwczoraj korzystałam z takiej możliwości. Może to jest pewnego rodzaju dziwactwo, a może nie, ale kto mi zabroni tak właśnie życie  po mojemu układać????
Ale dzisiaj już jest poniedziałek i wszystko wraca do normy!. I bardzo dobrze, bo tak całkiem dzika do końca być nie mogę, muszę coś z siebie innym dawać.
Tylko pogoda jakoś mglista od rana, co przekłada się na mój ból głowy, mam nadzieję, że poranna kawusia wszystko wyprostuje.
O polityce nie chce mi się gadać od poniedziałku, jak zwykle jest ona pełna bzdur i przekłamań, zwłaszcza ze strony prawicy, po co się więc od rana denerwować.
Życzę dobrego tygodnia i jednak pogodnego poniedziałku, pewno u nas słonko ” obudzi się” dopiero około południa.Cześć.

wszystko jest możliwe…

…………wystarczy tylko chcieć !!!!

POLSKA WYGRAŁA Z MISTRZAMI ŚWIATA W PIŁCE NOŻNEJ  2:0

To się nie mieści w głowie, ale TO JEST PRAWDA!!!!!!
Tym razem zaśpiewamy : CHŁOPAKI, STAŁO SIĘ, DUŻO SIĘ STAŁO  I TO DUŻO DOBREGO SIĘ STAŁO….DZIĘKUJEMY!!!!


Obudziłam się rano i …………… nic się nie zmieniło. Nadal pozostało 2:0 dla Polski!!!
HURRA!!!!!

A tak w ogóle to była następna koszmarna noc, było bardzo gorąco, mimo otworzonego na ostrzeż  okna i co godzinę się budziłam.
Nie wiem, czy ten wynik tak na mnie podziałał, czy co?
Teraz jest już prawie godzina szósta rano ( jestem tu, co ja tutaj robię?), a za oknem czarna noc.
Właśnie dzwony u sióstr Felicjanek dzwonią na poranną mszę świętą, biedne siostrzyczki, już pewnie od godziny nie śpią i nowy dzień, czyli niedzielę święcą.
A ja tu narzekam, że jest tak wcześnie!!!!
W polityce straszą wojnami, jak nie ‚”ruscy” biją Ukraińców, to USA zrzuca bomby na islamistów.
W dodatku jest coraz większe zagrożenie zarażeniem się ebolą, nawet Polska na wszelki wypadek przygotowywuje się do tej strasznej epidemii, która rozszerza się już prawie na cały świat. Kiedyś zagrożeniem była dżuma, cholera, a teraz „zwyczajna” ebola sieje popłoch wśród ludzi.
Po prostu strach się bać.
Ale póki co przed nami kolejna, podobno bardzo pięknie jesienna niedziela, więc się nią cieszmy, na wszelki wypadek za daleko nie sięgając myślami, bo te mogą przynieść nam tylko wszelakie sromoty.
Zatem życzę miłej niedzieli.

panta rhei?

 

 

Ale skąd, wręcz przeciwnie.
Za oknem piękny słoneczny, październikowy dzień, już pewnie jeden z tych ostatnich ciepłych, a może się jeszcze jeden chociaż tydzień nam uchowa?
Przydałoby się, bo za tydzień Jaś ma urodziny.

No i w łazience nic nie płynie, nie cieknie, nie denerwuje… Na szczęście, bo nie ma nic gorszego niż kapiące krany, czy spłuczki.
Wczoraj przyszedł ów młodzieniec – hydraulik i wszystko już do końca mi pozakręcał i poprawił, tak, że przez najbliższy czas będę miała z tymi kłopotami spokój.

Dobrze, że dzisiaj jest już sobota, wczoraj wieczorem wróciłam wyraźnie padnięta  i musiałam się zdrzemnąć, no właśnie, ta popołudniowa drzemka, mimo to i tak o całkiem przyzwoitej godzinie jak na mnie poszłam spać i spałam jak zabita aż do godziny dziesiątej.
Ale i tak wstałam w nie najlepszym humorku, całkiem nie rozumiem dlaczego, jestem sobie dzisiaj na „NIE” i już.
Z ciekawostek: wracając wczoraj z pracy siadłam sobie prawie o szóstej wieczór na ławce w letniej sukience z krótkimi rękawami i…wcale mi zimno nie było,
właściwie taka pogoda mogłaby trwać cały rok, właśnie taka, nie za zimno, nie za gorąco. Nawet tej nocy spałam przy uchylonym oknie, może dlatego tak wspaniale mi się spało?

No to tylko wypada wszystkim miłej soboty życzyć.