było bardzo smutno……

 

 

 

Wczorajszy dzień należał do Kory, niezaprzeczalnie.
To Ona królowała wczoraj otoczona wiankiem ludzi, którzy przyszli ja licznie pożegnać.
Ja miałam okazję oglądnąć całą tę uroczystość w TVN – 24.

Nie było patosu, był spokój i prostota, taka sama jak życie Kory.
Uroczystość rozpoczęła się w Domu Pogrzebowym na Warszawskich Powązkach.
Głównym prowadzącym tą wspaniałą, ale jakże smutną uroczystość poprowadził bardzo wzruszony Wojciech Mann.
Słowa, które nam mówił, więzły w jego gardle, widać było łzy, które w oczach mu się kręciły, ale starał się, by jednak nad sobą zapanować, bo chwila była naprawdę bardzo podniosła.
Pięknie pożegnał swoja żonę Kamil Sipowicz,  nie ubrany  na czarno, bo takie życzenie było jego żony, aby nie płakać podczas pogrzebu i być kolorowym tak, jak ona lubiła kolory tego życia. Pięknie opowiadał o ich 40 – letniej miłości, którą sobie obdarowywali w czułych rozmowach, w normalnych dniach i  w kłótniach i w  w rozstaniach i słodkich powrotach, o którym kiedyś Kora  śpiewała:  Kocham cię, a kochanie moje to rozstania i powroty.
Bo takie urozmaicone było ich życie.
Takie normalne życie niestety przerwała ciężką i nieuleczalna choroba Kory, ale długo nie poddawała się, walczyła każdego dnia, jakby chciała udowodnić, że jeszcze wiele jest przed nią do zrobienia.
I o tym opowiadał wczoraj Kamil, wspominając wszystkie radosne, potem niestety te trudne chwile jej choroby.
Bardzo było to wzruszające, podobnie jak piękne wygłoszone było pożegnanie Kory przez Magdalenę Środę, przez Jerzego Buzka, czy przyjaciół i rodzinę Kory.
Dla mnie bardzo wstrząsające wprost były słowa siostry Kory, która powiedziała, : całe życie tęskniłaś za mamą i teraz jesteś już w jej ramionach i nikt Was nie rozłączy, a ja teraz tęsknię za Tobą.
Miałam łzy w oczach, bo to sa moje myśli, moje słowa skierowane przeze mnie kiedyś do mojej siostry Ani, ona też marzyła o spotkaniu z Mamą, a mnie pozostała tylko tęsknota. Dlatego tak bardzo rozumiałam wczoraj te wypowiedziane przez siostrę Kory te słowa pożegnania.
Po pięknej uroczystości pogrzebowej zakończonej w Domu Pogrzebowym brawami w uroczystej procesji pogrzebowej,otoczonej muzyką szalejących planet, o których też kiedyś w swojej piosence Kora śpiewała, prochy Kory umieszczone w kolorowej, o wiosennym wystroju urnie, zostały przeniesione na miejsce pochówku. Urnę nieśli kolejno Kamil, syn, a także i przyjaciółka Kory.
Podeszli pod miejsce, które wyglądało bosko, (Boskie Buenos) w girlandzie zrobionej z róż stał piękny, duży obraz uśmiechniętej Kory.
A na ziemi leżał piękny, kolorowy dywan, pod którym ukryty był wpust do grobu.
Po jeszcze krótkich pożegnaniach, dywan z ziemi został odsłonięty i  w tonacji bardzo wzruszającej piosenki Ogarka : „Czarna Madonna” urna z prochami została położona na zapadni, która wciągnęła ją do ziemi, a miejsce to zostało znów pokryte dywanem i, na którym spoczęło cały ogród przepięknych kwiatów, przyniesionych przez żałobników. 
Odeszła, ale otoczona była swoimi najbliższymi, swoimi przyjaciółmi, swoimi fanami…….. nawet jej ulubiony piesek siedząc na rękach  przyjaciółki Kory obserwował moment, gdy jego ukochana Pani zniknęła już na zawsze. Jego mądry, pełen przejęcia wzrok wydawał się mówić, że on świetnie rozumie, co własnie się wydarzyło.

Kora miała piękny pogrzeb, tak piękny, na jaki ta wspaniała Artystka zasługiwała, pochowana została pośród drzew i kwiatów, które tak ukochała.

Pozostawiła po sobie wspaniałą twórczość w postaci wierszy, piosenek, obrazów….
Chciała żyć, kochała życie, kochała kwiaty, słonce i wiatr,  nie bała się śmierci.

Wreszcie przyszedł dzień, gdy powiedziała „jestem gotowa” ……. i odeszła……

Ale na zawsze pozostanie w pamięci wielu pokoleń Polaków jako osoba niezwykła, wspaniała, dla której ideały, które wyznawały zawsze były najważniejsze I nigdy od nich się nie odwróciła.
O tym własnie na cmentarzu mówił Wojciech Mann, czym naraził się bardzo prawicowcom, nie rozumiejącym., że takie słowa na cmentarzu można głośno wypowiedzieć.
No cóż, widać zapomnieli już, gdy ich wyznawcy buczeli i gwizdali na cmentarzach podczas uroczystości obchodów Powstania Warszawskiego.

Mann tylko powiedział głośno to, o czym mówiła Kora, która nie zgadzała się z obecną sytuacją w Polsce.
Nalot hejterów na Manna był tak obrzydliwy, że aż zagotowałam się z wściekłości.
Nawet napisałam swoją własną „odezwę” do pisolubów, aby wreszcie zrozumieli, że są wykorzystywani przez tych, którym bezgranicznie wierzą, niestety, obecna władza pewnie tylko cieszy się, że ma tylu potencjalnych tępaków, dzięki którym mogą dorwać się do koryta, do pieniędzy, które dla siebie głównie przeznaczają i niecnie to wykorzystują. A ciemnota klaszcze…..
Ech życie, ciemnocie jednak nic nie wytłumaczysz.

Jeszcze raz teraz wołam ; ŻEGNAJ ARTYSTKO, BYŁAŚ MOJĄ I NIE TYLKO MOJA MUZĄ, BYŁAŚ NIEDOŚCIGŁYM  WZOREM DLA WIELU LUDZI

Byłam wczoraj bardzo wzruszona tym pogrzebem, ale musiałam jednak powrócić do swojego życia.
Byłam przecież umówiona z fryzjerka i z pedikiurzystką.
Pogoda była wczoraj niemiłosiernie duszna, nawet wieczorem temperatura wahała się około 25 stopni, więc postanowiłam jednak pozostawić balkon otwarty na oścież, ale…..
Nie, jednak strach, że ktoś mógłby się zakraść przez otwarte drzwi (parter!!) nie pozwoliłaby mi spokojnie zasnąć.
Pozostało mi więc tylko uchylone okno, jedno w kuchni, drugie w pokoju……… Nad ranem spadł lekki deszczyk……..powietrze się orzeźwiło.
Myślałam, że jeszcze wieczorem czeka mnie spacer z Pepą, bo miała być do mnie na kilka dni podrzucona, ale plany się zmieniły i Pepa wybrała jednak wyjazd do Zawoi. Tak wiec nadal jestem sama w domu.
A dzisiaj kolejny dzień kanikuły i temperatura w cieniu około 35 stopni.Nie wiem, jak dzisiejszy dzień przeżyję, bo własnie w największy skwar muszę wyjść z domu, a jednak bardzo źle te upały znoszę, po prostu kreci mi się w głowie.
Szkoda, że nie mam takiego słomkowego kapelusza, teraz, gdy obcięłam króciutko włosy bardzo by mi się przydał!!!!
Ale od czego są klimatyzowane taksówki??? Nie będę jednak ryzykowała, tym bardziej, że pojadę Taxify, a ona jest tańsza niż normalna taksówka
Już wolę wydać te parę groszy, niż z udarem wyładować w szpitalu.
Zresztą mam jeszcze jakieś trzy godziny do podjęcia decyzji co do transportu do pray.
Kanikuła daje w kość nie tylko w Polsce, cała Europa zalana jest falą gorąca, ten klimat jednak staje się coraz bardziej  niebezpieczny.

Ale jakoś trzeba ten dzień przeżyć, więc miłego czwartku życzę. 

Reklama