prawie weekend

Jak się czuję na parę minut przed weekendem???????

Doskonale, wręcz znakomicie,nareszcie jutro zignoruję budzik,aż do poniedziałku!!!

Spać,spać do woli,oglądać sobie TV i robić same miłe rzeczy-to plan na najbliższe 59  godzin.

Jednym słowem R O Z P I E S Z C Z A N I  E…..!!!!!!…..

Ale zasłużone i wypracowane.!!!!

jesienny liść


LISTOPAD – liść już opadł z drzew


A tyle ich jeszcze przeróżnymi kolorami mami nasze oczy….


I ta ciepła aura,słoneczna i miła już od rana pod sam wieczór-aż miło na duszy.Tylko,że ten wieczór stanowczo za wcześnie zapada…..


Znów zasiedziałam sie wczoraj nad moimi pepesikami,aż dwa udało mi sie utworzyć,ale kosztem rannego zadżumienia.


Na szczęście jutro wolna,ciężko wywalczona sobota,pora na odsypianie- a dzisiaj? Od czego jest kawa???Najwyżej wypiję jedną,czy dwie więcej….


Mieliśmy wczoraj przywiezionego do badania radiologicznego więźnia z krakowskiego Montelupich.


Przykre to było,młody,zaledwie dwudziestokilkuletni chłopak,o całkiem miłej aparycji ,prowadzony był pod opieką pielęgniarki i dwóch ochroniarzy w kajdankach na ręku.


I tak sobie myślałam,co on mógł takiego zrobić?? .


Może wpakował się przez jakiś głupi błąd w tą więzienną rzeczywistość,naprawdę na jakiegoś okropnego bandziora nie wyglądał.


A czy na bandziora trzeba wyglądać?? -oj nieraz można się pomylić, jednak zły ,czy  głupi jeden krok  czasami  się zrobi i…wpadka.


I przyznam,że żal mi się tego chłopaka zrobiło,mam nadzieję,że szybko uda mu się trafić spowrotem na dobrą drogę.


A ja już wracam do ciemnej rzeczywistości za oknem,na szczęście udaje mi się unikać jakichś niezbyt rozważnych kroków,więc całkiem spokojnie mogę wyruszyć w piątkową drogę do pracy.


PIJANA????????

Niemiła scenka z dzisiejszej pracy w przychodni:


Akurat ruch niesamowity,jestem w rejestracji i w tym samym czasie mam dwa telefony,na jednym jest bardzo niemiła pacjentka,na drugim służbowo Ania,która na odległość usiłuje mi przekazać,gdzie i kiedy mam przekierunkować źle wysłane paczki ze strzykawkami.Do teg tłum pacjentów ,z których co chwilę ktoś o  coś się dopytuje-typowy przychodniany harmider i ja sama miotająca się pomiędzy  rejestracją,telefonami i wykonywanymi badaniam rtg.


Nie dziwne więc,że nieco roztargniona, dwa razy spytałam Panią o nazwisko(aby poprawnie wpisać),o telefon,bo komputer czasami zmazuje numer w trakcie jego wpisywania.Fakt,przyznaję,że trochę nie panowałam akurat w tym momencie nad sytuacją,zbyt wiele naraz się dzialo,ale żeby mnie owa pacjentka oskarżyła,że jestem pijana,to już lekka przesada.


Czekałam tylko,aż przyjdzie Służba Miejska z alkomatem i każą mi dmuchać w balonik.


No nie,tego jeszcze, jak pracuję 34 lata nie przerabiałam.


Po pierwsze w pracy nigdy nie piję,a teraz szczególnie,gdyż moja dieta wyklucza alkohol,z wyjątkiem kieliszka czerwonego wina,ktorego też bałabym się wypić nawet w domu,a co dopiero w pracy.Na szczęście nie przyszli ,w balonik mi nie kazali dmuchać,ale spokojna byłam,bo na  sumieniu miałam tylko 2 jabłka,które możeby i śladowy  odczyn pokazał,ale czy jabłek też mi nie wolno jeść w pracy.????


Matko,jacy ludzie bywają wredni,aż strach pomyśleć,o to za babsztyl po drugiej stronie słuchawki siedział,za dwa tygodnie pewnie się przekonam,już ja ja sobie przyuważę……

a wczoraj…..

 

 

Znów zawitała do nas ciepła  i kolorowa jesień,,,,,,,,

Podobno nie na długo,ale kto by tam wierzył przepowiadaczom pogody??

Pogoda jest zawsze,raz lepsza,raz gorsza,a prognoza jej albo się spełnia,albo nie.

Wczoraj ,pomimo porannego deszczyku, calutki dzień było bardzo ciepło,nawet nie trzeba bylo zimowej czapki ubierać.

Popołudniu,jak za miłych,październikowych dni , nawet słońce mocno, jak na ta porę roku przygrzewało.

Tylko juz widać,że dzień coraz dłużej budzi się ze snu.

Niebo rozjaśniło się dopiero o jakieś 3 przystanki później,niż poprzedniego dnia,a jeżdżę od poniedziałku tą samą linią autobusową,o tej samej godzinie, bacznie obserwując , jak czerń nocy pomału przemienia się w dzienne światło.

Poprzedniego dnia ,wysiadając na przystanku autobusowym w Witkowicach, było już całkiem jasno,wczoraj dopiero po dłuższej chwili wygasili przydrożne lampy.

Cóż,wkraczamy teraz w porę najkrótszych dni.

Ale połowa mojego nielubianego listopada już na szczęście minęła,do Świąt coraz blizej…..

A już niedługo znów zacznie dnia przybywać i odrazu jakoś raźniej wtedy na duszy się robi.

Cierpliwie wiec poczekam na nieco jaśniejsze dni,zastanawiam sie tylko teraz,jak należy się ubrać-wczoraj zdecydowanie ubrałam się za ciepło,a dzisiaj znów pogoda zmienić się może…

W sumie kapryśna ta jesień,ale nie ma co bardzo narzekać,bo narazie dosyć  jest łagodna i w miarę sucha.Mogłoby być gorzej-na szczęście nie jest

A teraz…tak,tak,pora na ogarnięcie siebie i na niedługi wymarsz w tą mroczną noc.

Myślę,że i dla mnie i dla czytających mnie będzie to miły dzionek.

Czego i sobie i wszystkim życzę.

Dzisiaj imieniny Edmunda-muszę zadzwonić do mojego znajomego Mundola  z życzeniami .

ach ten blog….

Czasami jednak blogowanie jest przydatne.

Dzięki moim zapiskom dokładnie wiem,w które soboty pracowałam i odpowiednio do niezbyt miłej rozmowy byłam przygotowana.

Dzięki temu utarłam pewien rudy nos..i……..

…..postawiłam na swoim.

A nie pisałam wczoraj,że bedę twarda i się  nie dam rolować????

Udało mi się swoją wczorajszą,hardą postawą to  przeprowadzić.

I tak ma pozostać!!!!!!!

Czasami przez życie trzeba brutalnie łokciami się rozepchać,czasami trzeba iść na kompromis.

Wszystko zależy od sytuacji,ale napewno nie wolno pozwolić zepchnąć się do roli popychadła.

poranna podróż

   Kwiatek Halusi.

Nieludzka godzina wstawania ta piąta rano.

W głowie szumi niewyspanie,już kawą gaszone….

Ale niestety teraz moja trasa do rybek nieco się zmieniła,muszę jechać dwoma autobusami,wysiadam w Witkowicach koło Straży Pożarnej i tam przesiadam się w Jacusiowy samochodzik.

Ażeby na ten drugi zdążyć,musze wyjść najpoźniej o 6.05.z domu.

Pierwszy autobus mam już o 6.15,potem troszkę czekam ( akurat mam przerwę na papierosika) i przesiadam się do 115,który też rano jakoś rzadko,bo co 20 minut jeżdzi.

Nie wiem,Ci,którzy układają ten plan autobusów nigdy chyba autobusami poranną porą do pracy nie jeżdżą i nie rozumieją,jak strasznie denerwuje to oczekiwanie na przystankach,gdy pada deszcz czy śnieg,zawiewa wiatr….

Gdy trzeba się spieszyć przy przesiadkach,żeby nie spóźnić się na jakiś autobus,bo następny niestety jedzie już zbyt poźno.

I tak sobie rano jadę i  przez okienka autobusu spoglądam,jak dzień pomału się budzi do życia,co przystanek coraz jaśniej na tych niebiosach się robi….,żeby już w całkiem jasny dzień dojechać do firmy.

Z przerażeniem myślę o tych śnieżycach i zawiejach,teraz jest całkiem jest jeszcze znośnie,ale jak nie daj Boże znów nadejdą takie mrozy,jak były w styczniu,minus 20 stopni,brr.

I tak na tych porannych rozważaniach o trudach porannej podróży minął mi czas na poranna kawusię,pora już znów zabierać się za malowanie,ubieranie i hajda do pracy.

Kiedyś byl taki fajny skecz ,właśnie o podróżowaniu do i z pracy,o tych okropnych przesiadkach i łapaniu w biegu autobusów,z tym,że facet w związku z tym, tak przestawił sobie czas,że rano jadł w pracy już obiad,żeby zdążyć dojechać do domu i w ubraniu się przespać,gdyż rano nie miałby nawet czasu na przebieranie się.

Ze mną tak źle jeszcze jak widać nie jest,skoro mam czas na blogowanie skoro świt,oczywiście przez to wstaję pół godziny wcześniej.

Ale co by wart był dzień bez takiej wczesnej kawusi i wczesnego wpisu do blogu????

No,a teraz już uciekam do przedwyjściowej krzątaniny.Już pora.

Cześć.Miłego dnia

Jestem twarda

Nie będę się dawała żadnym przeciwnościom losowym.

I nie będę dawała sobie po głowie jeździć.

I nie będę się przejmowała,co kto o mnie mówi,myśli czy plotkuje.

 H  O  U  K

Nie ważne,że niektorzy podśmiewają się z mojego blogu,niech im.

To jest mój blog,więc na nim umieszczam co chcę i kiedy chcę.

Zarówno i wpisy i wszelkiego rodzaju malunki.

Przez takich maluczkich  blogu nie będę sobie likwidowała,najwyżej co mogę go utajnić,ale po co?.

Nawet na zdjęciu z Rodziną nieszczególnie się wychodzi,więc…..

Mam swój własny pogląd na życie i o tym piszę bezpośredno i w podtekstach,a że nie zawsze czytelne???

I o to właśnie chodzi.

Pewne jakieś własne tajemnice człowiek posiada,musi nawet posiadać.

 

jak to we wtorek

 

We wtorek zawsze kupuję swoja ulubioną gazetę "Takie jest życie"

Pewnie,że to brukowiec,ale lubię bardzo ja czytać,ba,właściwie to jest jedna gazeta,jaką regularnie kupuję.

Będąc w Busku kupowałam i inne brukowce,do poduszki musiałam coś mieć.

Teraz za bardzo nie mam kiedy czytać,ale tej jednej gazecie nie przepuszczam.

Bo takie jest właśnie życie……

Czytam tylko jedną gazetę,bo zapracowana jestem okrutnie.

No i cały poranny mój czas spędziłam dzisiaj na interwencji neostrady,bo oczywiście znów  mam te same kłopoty mam z nią,jak zwykle.

Tym razem udało mi się umówić z monterem,który wg.pana,który ze mną rozmawiał przyjdzie,albo nie przyjdzie,zależy czy gdzieś po drodze nie znajdzie wcześniej,poza moim domem usterki. 

Pożyjemy,zobaczymy,w każdym bądź razie mam już serdecznie dosyć tych kłopotów z połączeniem z netem.

Ale wredna jestem,obudziłam Pana  swoją interwencją o 5 rano moim telefonem,może chociaż to poskutkuje???

Pan był okropnie zaspany,widać miał więcej takich nocnych interwencji????

I jak nic się nie zmieni,będę regulanie ich nękała nawet w środku nocy.

Nastawię sobie budzik na godz 2 i…

Nie, moze wredna jesten,ale nie aż tak.

A teraz juz okropnie poźno się zrobiło,lecę szyciutko malować oczka i do pracy wyruszam.Pa

katarek

 


Mam katar.


Tak poprostu,cały nos zatkany i już


Na nic to szczepienie i siedzenie w grocie solnej w Busku się nie przydalo.


Chociaż…..


Wcale one od przeziębień nie miały chronić.Szczepienie było przeciw grypie,a grota…..ogólnie miala działać na odporność.


Sama jestem sobie winna.


A ta wina tkwi w tym……..że palę papierosy i wietrzę pokój,a właściwie cały czas siedzę przy uchylonym oknie,a za nim jednak chłód jesienny dosyć spory,doziębiam się  i stąd  już kicham i nos mam  zatkany,a w głowie aż huczy.


Jednemu radość,jak mawiała moja koleżanka Dana.


Teraz niestety taka dla mnie najgorsza pora na palenie w domu,bo w lecie bezproblenowo,otwarte okna na oścież i już.


Nikomu nie smrodzę moim dymem.


Teraz okno tylko  lekko uchylone,co jakiś czas otwieram go na całą szerokość,ale to i tak za mało,dym plącze się po całym pokoj i wyłazi na przedpokój,czym drażni moich współlokatorów.


I wcale się im nie dziwię ,że ich to drażni.


Tylko co ja mam zrobić ze swoim okropnym nałogiem?


Gdybym mieszkała sama……


Tylko proszę nie mówić,że powinnam przestać palić.


Wiem świetnie o tym,ale jak narazie opanowałam swoje łakomstwo,a zwalczanie dwóch nałogów jest ponad moje siły.


Może kiedyś i o tym pomyślę,ale nie teraz


Jutro też jest dzień,jak mówila Scarlett O’Hara.


Więc w któreś tam kolejne jutro  napewno o tym pomyślę…………..