titi kuku kaka

 


To był naprawdę miły i wesoły wieczór.


Wszystko było wspaniałe, a najlepszy był „gwóźdź programu”, czyli  oczywiście titi kuku kaka.


Dla  nie wtajemniczonych:  tak solenizant  nazwał tiramisu, które odemnie w prezencie


imieninowym  dostał i…..na szczęście się podzielił.


Przyznaję, trudno się było temu oprzeć…… zgrzeszyłam……….


A pomysleć, że o mały włos pozbawiłabym go tego wspaniałegpo deseru; pakując go do siatki podstępnie


odsunęło mi się zapięcie od blachy ( w blasze najwygodniej jest tranmsportować takie ciasto),


i…. łapałam  go w powietrzu.


Na szczęscie ciasto nie uległo zniszczeniu, a jak smakowało……mmm, palce lizać.