
pyszna ta chimichanga oj pyszna.
a jaka kaloryczna………

pyszna ta chimichanga oj pyszna.
a jaka kaloryczna………
a to, co robię jest słuszne?
czy napewno to dla mnie jest dobre?
czy właśnie tego chcialam?
A jeżeli nie, to po co zmieniać coś, co jest takie zwyczajne, codzienne.
może być gorzej.
to dążenie do……
właśnie do czego i po co?
Hm…następny poniedziałek.
Zapracowany tydzień przedemną.
Bo ostatnio podobno ze mnie nie ma żadnego pożytku, bo albo pracuję, albo…śpię…..
Trudno, takie życie……
Ten weekend był przecież całkiem rozrywkowy i prawie bezsenny ( myślę oczywiście o popoludniowych
drzemkach), teraz pora popracować.
A może znów coś ciekawego będzie się działo,
Jak nie dzisiaj to jutro, pojutrze…za 3 dni……..
No to pomyslności na dzisiaj i na calutki tydzień. 
Jak dobrze wstać
Skoro świt
Jutrzenki blask
Duszkiem pić
Nim w górze tam
Skowronek zacznie tryl
Jak dobrze wcześnie wstać
Dla tych chwil
Gdy nie ma wad
Wspaniały, piękny świat
Jak dobrze wcześnie rano wstać
Wiosną lat
Miałam dzisiaj dłuuuuuuuuuuuuuuuuuuugo spać.
No miałam, nic z tego, już przed szóstą obudziłam się i koniec spania- sen odszedł.
Podobno przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka.
Widać zakodowane mam w mózgu wczesne wstawanie, zresztą nie powinnam narzekać, bo przeciez
poszłam znowu spać zaraz po 21-szej,
Ile spać można???
Dzisiaj odkryłam nowy program w pakiecie cyfrowym Polchatu- TV1000.
Jest to pasmo filmowe – wg. zapowiedzi same holywoodzkie programy.
Ino patrzeć, a go zakodują i każą dopłacać, podobnie jak było z kanałem Cinema.
Przecież gdy podpisywałam umowę z Polchatem , kanał Cinema nie było wcale zakodowany
i mieścił się w moim pakiecie.
Widać na zachętę dają programy, a potem wymuszają w ten sposób podwyżki????
Nie jest to chyba fer wobec klienta , ale cóż robić, to oni niestety mają przewagę.
Więc póki się da, oglądnę sobie ten nowy kanał, zwłaszcza, że dzisiaj mam mnóstwo czasu.
A co będzie potem, czas pokaże………..
A teraz przez całe dwa dni ( i 3 noce) będę panią swojego o czasu.
Jak to cieszy.
Narazie wyszukuję w googlach turnusy rehabilitacyjne.
Ale mam czas, mi się wcale, a wcale donikąd nie śpieszy.
DLA SIEBIE I WSZYSTKICH KOBIET W TYM SZCZEGÓLNYM DNIU…..
ale kto jeszcze o tym pamięta????????
Mam dwie znajome , autobusowe, dosyć tęgie panie.
Jedna z nich jest w okolicy mojego wieku, często spotykam ją rano na przystanku.
Nie będę porównywała naszych wag ( według mnie jestem nieco chudsza), najpierw uśmiechałyśmy się do
siebie, potem kiwałyśmy głowami na powitanie ( obowiązkowo uśmiech na twarzy), a potem zamieniełyśmy kilka
obojętnych zdań i…już jestesmy znajomymi.
Ot takimi przypadkowymi.
Nie wiem czy ktoś pamięta, jak dawno już temu, na początku mojego odchudzania, opisywałam pewną młodą monstrualnie grubą dziewczynę ?
To właśnie jej widok spowodował, ,że postanowilam zbijać wagę, chociaż napewno wiele kilogramów już wtedy
do niej mi brakowało.
A mówię to bez żadnej przesady, czysta prawda.
Też kilka razy podróżowałyśmy autobusem i podobnie jak z tamtą panią, tez zaczęłysmy się uśmiechać,
a ostatnio nawet rozmawiać.
Czasami razem podróżujemy kilka przystanków, więc wypada kilka słów przemówić.
Wczoraj dowiedziałam się, że ma na imię Fernanda, dziwne imię prawda?
Szkoda tej dziewczyny, ale u niej ta olbrzymia waga napewno spowodowana jest jakąś chorobą.
Z tym, że jak widać, ona niewiele z tej swojej tuszy sobie robi.
Podróżowała wczoraj ze swoja mamą, całkiem szczupłą osobą, co może wydawałoby się dziwne,
gdyby nie to moje przekonanie o jej chorobie.
No dobrze, przyznaję, przy niej zdecydowanie dowartościowuje się, bo wyglądam przy niej
jak prawie pchełka.
Ale to nie o to chodzi.
Teraz widzę, jak wielką chorobą jest otyłość.
I chociaż walka z nią bywa podobna do walki z wiatrakami, jednak warto podjąć takie wyzwanie.
I podziwiam wszystkie te "panie na diecie " i trzymam mocno za nie kciuki, żeby się też im udało.
Bo sama wiem, jak to cieszy, ale potrzeba naprawdę bardzo, bardzo dużo cierpliwości i samozaparcia.
A ja?? no cóż, nie poddaję się, dalej walczę……….

Dzisiaj środkowy dzień tygodnia.
Tyle przedemną co i za mną, a w środku dzisiejsza rzeczywistość.
A ta rzeczywistość coraz bardziej cieszy, bo wiosnę naprawdę już czuć.
I słonko świeci i ptaszęta kwilą od samego ranka, aż się milej pod serduszkiem robi.
I temperatura dzisiaj ma być iście wiosenna, plus 17 stopni C.
A jak wiosna to i pora na kochanie….
Więc kochajmy się wszyscy, bez niesnasek i złości.
Obdarowujmy siebie promiennym, jak to wiosenne słoneczko, uśmiechem. 
Zima poszła sobie precz.
Te polisy ubezpieceniowe to może wcale nie taka głupia rzecz?
Może na te stare lata, gdy już przestanę zarabiać trochę grosza , będe z nich miała "małe conieco"
zaoszczędzone????
No pewnie, że Rockefellerem i tak nie zostanę, ale…..
Na masło do kromki chleba powinno mi starczyć
Bo na stare lata zamierzam jeść tylko chleb z masłem.
Teraz mi nie wolno, to może kiedyś bedę mogła???
A czemu akurat dzisiaj o tym wspominam?
Właśnie wyszedł odemnie mój agent ubezpieczeniowy.
Proszę jak to brzmi : mój agent.
Co prawda nie złupił mi skóry, bo ratę zapłacę z jakichś tam pieniędzy, które niby już zapracowały na siebie.
Nic z tego i tak nie pojmuję
Już oni sobie tam odpowiednio na mnie zarabiają napewno, bo kto co za darmo z tzw.dobrego serca Ci da?
Ale co mi tam, muszę ryzykować, aby godziwie , nie jak Łazarz, przeżyć kiedyś te ostatnie chwile życia.
Jak nie zdąże, pozostawię częśc "fortuny" potomnym.
Tak, czy tak nie przepadną……….
Może jednak to wszystko kiedyś się opłaci??????
Trzeba by znów o jakimś sanatorium pomyśleć.
Oczywiście najlepiej byłoby jechać znów do Buska.
A jeszcze fajniej, gdyby udało się i Kaziowi w tym samym czasie też dostać tam sanatorium.
Zawsze byłby ktoś miły i już znajomy do spacerów.
A może czasami i do baletów?
Kto wie????
Muszę się ta sprawą jakoś zainteresować, bo zanim się obrócę, już będzie lato i gdzieś i tak
trzeba pojechać na jakiś wypoczynek.
Ale narazie dzisiaj…idę do pracy.
Jakby co ,trzeba troszkę na te pieniążki zapracować, żeby móc je potem spokojnie wydawać.