Miłość to nie staw, w którym można odnaleźć swoje odbicie.Miłość ma swoje przypływy i odpływy.
Ma też swoje rozbite okręty, zatopione miasta, ośmiornice, burze i skrzynie pełne złota i pereł
A perły leża głęboko.
Erich Maria Remarque
Miłość to nie staw, w którym można odnaleźć swoje odbicie.Miłość ma swoje przypływy i odpływy.
Ma też swoje rozbite okręty, zatopione miasta, ośmiornice, burze i skrzynie pełne złota i pereł
A perły leża głęboko.
Erich Maria Remarque

Kolejny dzień pracy ma się ku końcowi.
i ………
Dostałam dzisiaj wypłatę u rybek, o całe 50 zł więcej, niż zazwyczaj,
tak niby niewiele, a jak cieszy……
Nie wiem tylko, czy to tak jednorazowo, czy to traktować jako podwyżkę mam.
Pełne zaskocznie jednak było, nie zaprzeczam.
U żabek mniej pracy niż zazwyczaj, czuć, że długi weekend, jakoś mniej ludzie chorują, czy jak?
W każdym bądź razie dzisiaj trzykrotnie ten weekend mi przeszkodził, bo po pierwsze, co prawda dodzwonilam się do hydraulika, ale okazało się, że z powodu wolnego, nikt z personelu nie może mi dzisiaj przyjść, aby założyć uszczelkę do rezerwuaru, w związku z tym, woda tak spokojnie kapać będzie sobie do poniedziałku.
W poniedziałek, skoro świt, zaraz po 7-mej mam zapewnioną full obsługę.
POCZEKAM.
Gorzej, że nie dodzwoniłam się dzisiaj ani do mojej fryzjerki, ani do mojej pedicurzystki.
Trudno, wszyscy odpoczywają………
Może w piątek uda mi się cokolwiek rano załatwić, tym razem ja przedpoludnie piątkowe mam wolne, pracować dopiero będę po 14.
Ale wracając do dzisiejszego dnia, miał on jeden miły akcent, jeden z pacjentów bardzo miło mnie potraktował i nawet stwierdził, że powinnam się uśmiechać, bo uśmiech akurat mam bardzo słodki.
No proszę, czasami jednak ktoś człowieka tu doceni.
Co prawda, dla przeciwwagi, prawie zaraz, inny pacjent potraktował mnie dosyć lekceważąco, stwierdziwszy: "widać, że pani się nie zna", przykro mi się zrobiło, ale niestety nie mogłam udzielić mu jednoznacznej odpowiedzi na pytanie wychodzące poza moje kompetencje.
A może dobrze, że tak się stało, inaczej przewróciło by mi się w głowie i nic, tylko bym przed lustrem stała i sprawdzała ten swój uśmiech……
Reasumując, był to raczej przyjemny dzień, nawet słonko mocniej dzisiaj grzało, chociaż rano było tylko plus 1 na termometrze.
Może do niedzielnej komuni troche się ociepli…….
Przynajmniej dla mnie.
Zaczyna się o 4.50 pobudką, a kończy…. a kto to wie.
W każdym bądź razie pracuję dzisiaj od 7 – 19 i już, nie ma zmiłuj się.
Potem jeszcze jakieś drobne zakupy trzeba zrobić…… i znów będe odpoczywała.
Ciekawe tylko, jak zniosę cały następny tydzień pracy, już bez przerw w środku, bo w tym wyraźnie się rozleniwiłam.
A do dobrego człowiek szybko się przyzwyczaja, do gorszego już, nie tak hożo!!!
Będe musiała bardzo się mobilizować…….
Ale co mi tam na zapas już dzisiaj się martwić.
Ciekawostka: wstaję, a za oknem…janość, jakie to wspaniale, porywające do życia zjawisko.
Jasność, niech się stanie jasność…. odrazu i sen jakos szybko odchodzi, nie jest człowiek taki zamulony….a przeciez to ta sama piąta rano, co zazwyczaj.
Jeszcze tylko jedno słowo o serialu: Oczywiście Dylematu 5 nijak się ma do Alternatywy 4.
Niby ci sami aktorzy ( trochę nowych też jest), ale jednak nie czułam tej atmosfery ( słowa Ćwiklińskiej w którymś z przedwojenych filmów).
Widać wyraźnie, jak ważna jest jednak dla filmu, czy dla serialu, reżyseria.
Ach, ten niezapomniany Bareja…….ta jego pikantna wizja czasów PRL-u.
Co prawda czasy się zmieniły, ustrój inny, ale i teraz napewno tenże reżyser potrafiłby wskrzesić więcej humoru, ironi.
Ten wczorajszy serial był taki mdławy, nijaki, nie bardzo właściwie było wiadomo, co reżyser miał na myśli.
To prawda, że jednak powtórna wersja czegoś zawsze jest gorsza niż jej pierwowzór.
Barzo chaotyczny ten dzisiejszy mój blog, trochę ,,,,,więc kończę, najwyższa pora do porannych zajęć się zabierać….Cześć.