byle do soboty

                                                 


                                                    43 D D K S C Z



Jeszcze tylko dzisiaj, czyli czwartek, jutro, czyli piątek, pojutrze, czyli sobota (pracująca) i czeka mnie


wielki F U N – grill na wsi.


Mam nadzieję, że pogoda  do tego czasu się  nie popsuje!!!!


Oczywiście znów będę tam solo – wczoraj usłyszałam zdecydowane N  I  E  i ……. na tym poprzestanę.


Mówi się trudno i …kocha się dalej.


Dzisiejszy poranek powitał mnie jakoś ponuro  ( a gdzie się podziało to słonko?? ), ale jakoś parno.


Kolano jakby mniej mnie nieco bolało – na całe szczęście Magda czyta mój blog i wreszcie przywlekła na Żabiniec tą „rykiginę” do ultradzwięków.


Skąd ta nazwa? Ano przypomniało mi się, jak kiedyś tam ( a było to bardzo , bardzo dawno temu) pracowałam w Przychodni Budowlanych, oczywiście wtedy też pracowałam popołudniu.


Akurat zepsuł mi się aparat rtg i chciałam troszkę wcześniej w związku z tym urwać się z pracy.


Na moje nieszczęście, przyszedł jakiś wyjątkowo upierdliwy pacjent, który wściekły tym, że nie mogłam zrobić mu zdjęcia, postanowił przypilnować mnie, abym nawet minuty nie wyszła wcześniej, siedział ze mną aż do godziny 18, czyli godziny zamknięcia pracowni, a na końcu poprosił o książkę życzeń i zażaleń (a tak, takie kiedys bywały, bywały) i wpisał  do niej:


” Przyszedłem dzisiaj  do przychodni, aby zrobić sobie zdjęcie rtg, a ta RYKIGINA była zepsuta „


Tyle historia, na szczęście pożyteczna dla mnie „rykigina” działa należycie i przez to miałam już o wiele spokojniejszą noc, jakoś ból kolana nie budził mnie już co godzinę.


Byle tylko tak dalej, muszę conajmniej 10 takich zabiegów przejść i będę biegała jak młoda sarenka.


A narazie, póki co , chodzę tak jak chodzę, robie dobrą minę do złej gry i…pędzę  już teraz do moich powinności.Pa