koło mego ogródeczka…..

 

t

Następny okropnie pracowity dzień już za mną

Ten fajny, środkowy, a teraz już wiem, czemu nosi miano środy. 🙂

Całe szczęście, że dnie takie długie, nie zastaje mnie przynajmniej noc, gdy wychodzę z pracy.

A chociaż koło mojej pracy w ogródeczku nie zakwitała jabłoneczka, mogę sobie tylko zaśpiewać ":

"POGNIEWAŁ SIĘ NIE WIEM O CO"

 tak już bywa…..

Poczucie czasu

 


Całkiem się w tym czasie zatraciłam, odkąd zaczęłam grać w te plemiona.


Tracę tam mnóstwo czasu, ale pragnę doprowadzić moją wioskę do świetności.


Więc zasiedziałam się w niej  wczoraj bardzo, bardzo długo, do późnych godzin prawie że nocnych.


Zresztą nie tylko to pochłonęło moja uwagę we wczorajszy  wieczór.


Ponieważ nieopatrznie zobowiązałam się do wykonania dla niedzielnych gości tiramiusu, powstał problem, co ja w takim ukladzie mam zrobić z pozostałą ilością białek????


No i wymyślilam , narazie to tajemnica, bo niewtajemniczeni czytają blog.


Ale szperałam po przeróżnych przepisach i trochę też mi to czasu pochlonęło.


Te przepisy, to taka studnia bez dna, można się w niej całkowicie zatopić……


A jaki człowiek staje się głodny, czytając o tych smakowitościach!!!!


Trochę, przyznaję, zatraciłam się w mojej diecie ( nie wiem, czy to nie mój wrzodzik powoduje, że jestem stale okrutnie głodna), ale już od następnego poniedziałku ( po niedzielnym  komunijnym łasowaniu oczywiście) muszę się ostro zabrać do dietowania, mam cel, ta śliczna, ale wciąż za ciasna sukienka czeka na lipcowe spotkanie.


Rok temu chudłam tak właśnie do białego spodnium i cel osiągnęłam, w tym roku nie mogę być gorsza.


A zresztą, nie ma excuse, mam schudnąć i już, żaden wrzód  mnie nie tłumaczy – to poprostu zwyczajny wykręt.


I takim  oto akcentem samokrytyki zbieram się do następnego dnia- Lecę – Cześć