PRZEBIERANKA

   

 

ZAUFAŁAM ….

Dzisiaj miało być trochę ponad 20 stopni Celzjusza, więc odpowiednio do tego się ubrałam, nie za lekko, nie za ciepło  i…

Zmarzłam jak cholera.

Nie dość, że był zimny wiatr, to jeszcze siąpiło.Tak nie padało, a siąpilo, co jest chyba jeszcze gorsze.

No więc wsiadłam  pomiędzy dwoma pracami w taxi i pojechałam do domu, aby nieco cieplej się ubrać.

Przecież nie będę wieczorem wracała szczękając zębami – pomyślałam.

No i dobrze zrobiłam.

Niestety widać było, że nie tylko  ja zaufałam prognostykom, mijałam wiele osób z krótkimi rękawkami i ze trzęsącymi się z zimna brodami.

Patrzyłam na nich z góry, z pobłażliwością……

Co tam, że wydałam nieplanowane 20 zł, grunt, że mi ciepło jest i BASTA.

No, ale jak można planować oszczędzanie, jak zawsze coś w paradę wejdzie?

Wybrałam wg.mnie lepsze zło, pieniądz wszak rzecz nabyta, ale fakt, bez niego jest całkiem źle, oj źle.

A jak planować poranne ubieranie, skoro prognoza pogody nie spełnia się nawet w granicach kliku godzin????

Jakichś   marnych tych pracowników mają w metereologii.

Zaoszczędziłam za to na totolotku, obojętnie minęłam kolekturę, chociaż pierwotnie miałam zaplanowane tam wstąpienie.

Cóż i tak bym pewnie nie wygrała.

Pozostawiam to szczęście innym.

 

S W A T K A

                                            

                                                            37 D D K S C Z

           

Moja Koleżanka Grażynka bawi się w….swatkę.

Haha, i tak jej nic z tego nie wyjdzie, napewno nie ze mną.

Wczorajszy skwar, a właściwie zaduch wykończył mnie całkowicie.

Do tego lekko przesadziłam wczoraj z dietą i skutek był, a jakże, w autobusie, oczywiście przepełnionym po brzegi ( do cholery, kto układa te rozkłady jazdy, że autobusy tak rzadko jeżdżą???), mimo siedzącego miejsca ( a wtym ścisku nie było wogóle czym oddychać !!)zrobiło mi się poprostu słabo.

Dojechałam  na "ostatnim oddechu " , z zawrotami głowy i  palpitujacym sercem (tłukło się jak szalone,a bynajmniej nie wzmożone było zadnym stanem zakochania , hihi).

Oczywiście odrazu w Kiosku kupiłam sobie 3 malutkie kostki czekolady i dopiero one nieco wzmogły moją energię. (wyraźnie miałam  pewne objawy niedocukrzenia – to tak tylko dodałam mimochodem, by uspokoić swoje  sumienie).

Na szczęście dzisiaj temperatura nieco opadła i wygląda na to, że czeka nas lekki odsap, chociaż czerwiec znów ma być podobno bardzo gorący.

No i wcale się nie zdziwię, jak nagle na plantach, tuż obok mojego domu, zaczną kwitnąć cytryny, pomarańcze i…banany.

Ach, to życie jest jednak strasznym pasmem mąk….

Ale trudno się mówi i…… pracuje się nadal.

Dzisiaj już środa, ( moja ulubiona środa),  do wekendu coraz bliżej, tym razem już w sobotę też odpoczywać będę..