
Całkiem się w tym czasie zatraciłam, odkąd zaczęłam grać w te plemiona.
Tracę tam mnóstwo czasu, ale pragnę doprowadzić moją wioskę do świetności.
Więc zasiedziałam się w niej wczoraj bardzo, bardzo długo, do późnych godzin prawie że nocnych.
Zresztą nie tylko to pochłonęło moja uwagę we wczorajszy wieczór.
Ponieważ nieopatrznie zobowiązałam się do wykonania dla niedzielnych gości tiramiusu, powstał problem, co ja w takim ukladzie mam zrobić z pozostałą ilością białek????
No i wymyślilam , narazie to tajemnica, bo niewtajemniczeni czytają blog.
Ale szperałam po przeróżnych przepisach i trochę też mi to czasu pochlonęło.
Te przepisy, to taka studnia bez dna, można się w niej całkowicie zatopić……
A jaki człowiek staje się głodny, czytając o tych smakowitościach!!!!
Trochę, przyznaję, zatraciłam się w mojej diecie ( nie wiem, czy to nie mój wrzodzik powoduje, że jestem stale okrutnie głodna), ale już od następnego poniedziałku ( po niedzielnym komunijnym łasowaniu oczywiście) muszę się ostro zabrać do dietowania, mam cel, ta śliczna, ale wciąż za ciasna sukienka czeka na lipcowe spotkanie.
Rok temu chudłam tak właśnie do białego spodnium i cel osiągnęłam, w tym roku nie mogę być gorsza.
A zresztą, nie ma excuse, mam schudnąć i już, żaden wrzód mnie nie tłumaczy – to poprostu zwyczajny wykręt.
I takim oto akcentem samokrytyki zbieram się do następnego dnia- Lecę – Cześć